Błaszczyk: Popracowaliśmy kilka dniTrener wrocławskiej Gwardii Rafał Błaszczyk opowiada o ostatnim meczu w Challenge Cup, w którym w pokonanym polu zostawiły szwajcarski VFM Franches-Montagnes. W zwycięstwie nie przeszkodziły liczne kontuzje w zespole.
Prowadzony przez pana zespół w Challenge Cup pokonał szwajcarski VFM Franches-Montagnes. To jednak jest dobra drużyna i w rewanżu nie będzie tak łatwo.Tak, to taka solidna drużyna. Tego się spodziewaliśmy i zawodniczki tego klubu potwierdziły te nasze przewidywania. To jest drużyna, która jest w stanie się nam przeciwstawić. To jest czołówka - może nie najmocniejszej - szwajcarskiej ligi, ale jednak jest to zespół zajmujący w niej wysokie pozycje. Przypomnę, że tam jest jeszcze Volero Zurich, które na arenie międzynarodowej, w Lidze Mistrzów, radzi sobie całkiem dobrze. Nasz rywal to taki zespół zaraz za tym Volero. Pewnie mają jakieś aspiracje. Myślę, że kibice, którzy we wtorek przyszli do Hali Orbita, oglądali ciekawy mecz - również i w naszym wykonaniu. Cieszę się, że wygraliśmy. To jest nieważne w jakich rozmiarach odnieśliśmy zwycięstwo - ważna jest wygrana, ponieważ tak czy inaczej w kolejnym spotkaniu, żeby awansować do kolejnej rundy, trzeba pokonać rywala. Panu jako trenerowi Impel Gwardii ten tydzień przerwy w rozgrywkach chyba się przydał. Mógł pan spokojnie popracować z drużyną, potrenować... - Myślę, że wszystkim się przydał. My z jednej strony wykorzystaliśmy trochę ten czas na odpoczynek, chociaż był on bardzo krótki. Dziewczyny odpoczywały raptem 1,5 dnia po wcześniejszym spotkaniu. Później zabraliśmy się solidnie do pracy. Popracowaliśmy kilka dni, ale tak spokojnie - bez tej presji meczowej. Teraz jakby znowu wracamy do tego naszego rytmu. We wtorek zmierzyliśmy się z zespołem ze Szwajcarii, a już w sobotę przecież zagramy ważny mecz ligowy, tutaj we Wrocławiu ze zdobywcą Pucharu Polski czyli Tauronem MKS Dąbrowa Górnicza. Pole manewru w składzie się panu powiększyło. Do drużyny wróciły Katarzyna Jaszewska i Bogumiła Pyziołek, które wcześniej były kontuzjowane. - Tak, ale bym nie chciał zbyt wiele o tym mówić, aby nie zapeszyć. Faktycznie, ważne jest to, że przeciwko VFM Franches-Montagnes mogła zagrać Kasia Jaszewska. Sądzę, że to było dobre wprowadzenie, dobre przetarcie dla niej. Była również na boisku Bogusia Barańska, chociaż ona nie jest jeszcze jakby w pełni gotowa do tego, żeby grać na pełnym dystansie w meczu, ale ważne jest to, że może wejść, może dać zmianę, tak jak choćby w końcówce drugiego seta, kiedy jej taka dość zaskakująca zagrywka była kluczem do wygrania setowej akcji. więcej na sportowefakty.pl
|