Grzegorz Fijałek: Jestem skazany na siatkówkę - Cała moja rodzina jest usportowiona, wszyscy grali w siatkówkę: rodzice, dziadkowie, bracia też grają. Można powiedzieć, że byłem skazany na siatkówkę - powiedział Grzegorz Fijałek, który wraz z Mariuszem Prudlem wywalczył w tym roku awans na IO.
Jak zaczęła się twoja przygoda z siatkówką? Grzegorz Fijałek: Cała moja rodzina jest usportowiona, wszyscy grali w siatkówkę: rodzice, dziadkowie, bracia też grają. Można powiedzieć, że byłem skazany na siatkówkę. 12 lat temu zacząłem treningi w moim rodzinnym mieście Andrychowie. Później poszedłem do liceum w Częstochowie do klasy sportowej. Przed sezonem halowym graliśmy w plażówkę. Po kilku dniach trenowania na piasku w parze z Mariuszem pojechaliśmy na mistrzostwa Europy i przywieźliśmy srebrny medal. Perspektywa gry w plażówkę była, ale my dalej byliśmy skłonni oddać się halówce. Można powiedzieć, że późniejsze problemy w klubie zmusiły mnie do zrezygnowania z gry na hali i przejścia na piasek. Oczywiście teraz bardzo się z tego cieszę, że wyszło tak a nie inaczej, bo nasze sukcesy pokazują, że był to dobry wybór. Masz trzech braci i każdy z nich związany z siatkówką, to od nich uczyłeś się podstaw? - Mam dwóch starszych braci i jednego młodszego. Każdy z nich zaczynał grać w siatkówkę w Andrychowie. Ja od małego podpatrywałem starszych braci, chodziłem z nimi na treningi, podawałem piłki i bardzo mi się to spodobało. Oni uczyli mnie pierwszych odbić , grali ze mną na trzepaku, podpowiadali mi. Bardzo dużo im zawdzięczam. A jak wyglądało Twoje dzieciństwo? Czterech chłopaków w domu to trochę bójek z braćmi musiałeś przeżyć? - Wiadomo jak w każdej rodzinie były kłótnie, sprzeczki. Nie raz zleciałem ze stromych schodów u nas w domu. Ale tak zawsze bywa między braćmi. Teraz mamy bardzo dobry kontakt i zawsze spędzamy wspólnie święta, bo tylko wtedy możemy wszyscy razem się spotkać. Wróćmy do siatkówki, co sprawia Ci w niej największą satysfakcję? - Na pewno wygrane oraz chęć pokazania się przed publicznością. Nie da się opisać tegorocznego turnieju w Starych Jabłonkach, kiedy graliśmy przed własną widownią. Cieszę się, że w Polsce udało nam się zagrać na takim poziomie. Po wygranych meczach wspaniałe są spotkania z kibicami i widok tej radości innych ludzi z naszych sukcesów. Największy sukces… - Mam nadzieję, że jeszcze przede mną. A do tej pory to cały ten sezon i wywalczony awans na igrzyska olimpijskie. Jest taki mecz, akcja, która najbardziej zapadła Ci w pamięć? - Takich akcji jest bardzo wiele. Siatkówka plażowa to bardzo widowiskowy sport i w każdym meczu dzieje się coś ciekawego. Ale najbardziej pamiętam piłkę podbitą jedną ręką, gdzieś spod bandy przez 10 metrów wystawioną do Mariusza, który jeszcze to skończył efektownym atakiem. A jeżeli chodzi o mecz to moje pierwsze spotkanie w juniorskiej siatkówce plażowej na turnieju w Pradze. Więcej czasu spędzasz z Mariuszem niż z żoną. Powiedz jak wyglądają wasze relacje poza boiskowe? - Po treningach i meczach każdy idzie w swoją stronę, ale tak musi być. Mamy bardzo przeciwne charaktery. Kiedyś trener nam powiedział, że my nie musimy się kochać poza boiskiem, ale na boisku musimy być najlepszymi przyjaciółmi i się wspierać. I tak właśnie wygląda nasz związek. Na boisku walczymy razem o każdą piłkę, a poza boiskiem mamy jak najmniejszy kontakt, żeby później nie było żadnych niepotrzebnych kłótni czy sprzeczek i żeby nie odbiło się to na sytuacje boiskowe. Jaki jest Mariusz? - Mariusz jest bardzo spokojny, niekiedy aż zaspokojony. Na początku naszej współpracy był bardzo leniwy, co mnie denerwowało, gdyż ja z kolei jestem ambitny. Zawsze trenerzy wbijali mi do głowy, że praca jest najważniejsza. U niego na początku nie było tego widać, ale teraz z roku na rok jest coraz lepiej. Jakoś się dogadujemy. Cieszę się, że z nim gram, bo zdaję sobie sprawę, że współpraca z dobrym przyjacielem o podobnym charakterze, pewnie nie działałaby tak samo dobrze. Co lubisz robić w wolnym czasie? - Wolny czas najchętniej spędzam z rodziną i przyjaciółmi. Gdy tylko jest okazja wracam do rodzinnego Andrychowa. W podróżach lubię czytać książki. Mam lęk wysokości i chorobę lokomocyjną, książki są dla mnie odstresowaniem, uspokajają mnie. Bardzo lubię też grać w bilard. źródło: pzps.pl
1. Dodane przez rbk17, w dniu - 25-12-2011 13:29 , IP: 81.219.202.108 Szkoda,ze Jarosz też był skazany na siatkówkę i my teraz za to cierpimy.
| |