Drużyna AAndrea Anastasi to jeden z najlepszych trenerów siatkarskich świata. Jego CV pełne jest spektakularnych sukcesów, które odnosił zarówno w roli zawodnika jak i trenera. Wyniki osiągane z reprezentacją Polski wydają się mieć jednak szczególny charakter, gdyż odnoszone były w wyjątkowych okolicznościach i świetnie oddają filozofię pracy tego szkoleniowca.
Andrea Anastasi urodził się w 1960 roku w niewielkim włoskim miasteczku Loggio Rusco w Lombardii. Dziś - 51 lat później jest przystojnym mężczyzną o siwych włosach, urzekającym uśmiechu i bogatym życiorysie. Przygodę z amatorską siatkówką rozpoczął w wieku dziesięciu lat. Na głębokie wody wypłynął w 1977 roku, kiedy to podpisał kontrakt z Pallavolo Parma. Pomimo słabych warunków fizycznych na boisku radził sobie całkiem nieźle. Występował na pozycji przyjmującego. Brak wzrostu nadrabiał walecznością i zawziętością. Całą karierę spędził w lidze włoskiej. Do największych klubowych sukcesów zaliczyć może trzykrotne zdobycie Pucharu CEV (między innymi z zespołem z Modeny). Z czasem przyszło powołanie do reprezentacji Włoch. W sumie rozegrał w niej ponad 140 meczów. Z kadrą narodową wygrał między innymi Mistrzostwa Świata w Brazylii w 1990 roku. Dwukrotnie zwyciężał także w Lidze Światowej. W 1989 roku reprezentacja Włoch z Andreą Anastasim w składzie nie miała zaś sobie równych na Mistrzostwach Europy.
Ambitny Andrea Anastasi nie czuł się jednak dobrze na boisku. Wolał sam wydawać dyspozycje i rządzić niż słuchać wskazówek innych. Charakter przywódcy zaczął odgrywać coraz większą rolę. Dodatkowo poziom gry jaki prezentował nie zadowalał go. Od wydarzeń na boisku zawsze bardziej pociągała go taktyczna, teoretyczna strona tego sportu. Był typem siatkarza intelektualisty. Skończył studia na akademii wychowania fizycznego i z każdym kolejnym dniem czuł, że to kariera trenerska jest jego powołaniem. Dlatego też szybko zakończył przygodę z czynnym uprawianiem sportu. W wieku zaledwie 33 lat postanowił „przejść na emeryturę”. Nie porzucił jednak siatkówki. Z marszu rozpoczął pracę w roli trenera. Jego pierwszym pracodawcą był włoski klub Pallavolo Brescia. Do dzisiaj z entuzjazmem w głosie wspomina jak wielkie było to dla niego przeżycie. Musiał uczyć się swojego fachu na nowo. Dane mu było spojrzeć na siatkówkę od drugiej strony – od zaplecza. Nieprzespane noce przeznaczone na planowanie treningów. Godziny spędzone nad notatnikiem, w którym rozpisywał zajęcia dla poszczególnych podopiecznych. Całe dnie przeznaczone na doprowadzanie do perfekcji taktyki przeciwko rywalom. Tak właśnie wyglądała codzienna rutyna Andrei Anastasiego w tamtym czasie. Wszystkie z zajęć przepełnione były zapałem, wigorem i niespotykaną ilością zaangażowania. Chęci do pracy były tak duże, że zmęczenie zdawało się nie mieć znaczenia. Z czasem jednak sytuacja przestała wyglądać tak kolorowo. W poczynaniach młodego trenera pojawiało się coraz więcej błędów wynikających z braku doświadczenia. Ekscytacja i radość towarzyszącą nowym wyzwaniom zaczęła ustępować miejsca frustracji i zniecierpliwieniu. Czas mijał a wielkie sukcesy nie przychodziły.
W roku 1999 Andrea Anastasi zdecydował się na zmianę środowiska pracy i rozpoczął swoją przygodę z kadrą narodową Włoch. Chwile chwały przyszły niemal natychmiastowo. Po paru miesiącach wygrał Ligę Światową i Mistrzostwa Europy. Rok później Andrea Anastasi zawiesił na swojej szyi brązowy medal Igrzysk Olimpijskich. W 2000 roku po raz kolejny poprowadził Włochów do triumfu w Lidze Światowej. 2001 przyniósł dwa srebrne medale – Ligi Światowej i Mistrzostw Europy. Reprezentacje swojego kraju prowadził do 2003 roku kiedy to zdobył tytuł Mistrza Europy i brąz Ligi Światowej. Andrea Anastasi stworzył wtedy jedną z najlepszych drużyn w historii siatkówki. Trzon zespołu stanowili tacy siatkarze jak: Alessandro Fei, Luigi Mastrangelo, Andrea Sartoretti czy Samuele Papi. Bez wątpienia była to złota era włoskiej siatkówki i nie małą rolę odegrał w niej obecny szkoleniowiec biało-czerwonych. W 2003 roku Andrea Anastasi powrócił do pracy dla włoskich klubów. Przejął posadę pierwszego trenera w zespole Cuneo. Nie był to jednak dla niego udany okres. Szczególnie blado wyglądał drugi sezon tego zespołu pod jego dowództwem. Był to chyba najtrudniejszy etap w karierze Andrei Anastasiego. Po rozwiązaniu umowy z Cuneo postanowił wysłać się na zasłużony urlop. Pół roku przeznaczył na relaks i refleksje na temat swojej przyszłości. Na szczęście doszedł do wniosku, że praca w roli trenera to jedyne zajęcie jakie może mu dać satysfakcję.
Wtedy pojawiła się możliwość objęcia funkcji selekcjonera reprezentacji Hiszpanii. W 2005 roku Andrea Anastasi powrócił tym samym do trenerskiego fachu. Efekty jego pracy z tą drużyną przerosły najśmielsze oczekiwania nawet największych optymistów. Złożyło się na to kilka specyficznych czynników. Po pierwsze Hiszpanie dysponowali wtedy całkiem niezłym składem. Dobrze znany z polskich parkietów Miguel Angel Falasca znajdował się wówczas w wyśmienitej formie i był jednym z najlepszych rozgrywających świata. Jego brat Guillermo wspaniale z nim współpracował i był niezwykle groźny w ataku. Jose Luis Molto imponował wszystkim swoją dyspozycją w bloku. O dobre przyjęcie zagrywki rywali dbał obecny mąż Kingi Maculewicz - Enrique De La Fuente. Pod wodzą Andrei Anastasiego zawodnicy Ci poprowadzili swój zespół do triumfu w Lidze Europejskiej. Szczyt formy przyszedł jednak w 2007 roku kiedy to niespodziewanie zostali Mistrzami Europy. Nie przegrali na tym turnieju żadnego spotkania a w finale po emocjonującym boju pokonali Rosjan 3:2. Sukces ten choć zaskoczył wszystkich nie był wynikiem przypadku. Poprzedziły go dwa lata wzmożonego wysiłku. Hiszpańscy siatkarze bezgranicznie ufali swojemu trenerowi. Zresztą Andrea Anastasi od lat podkreśla, że zaufanie wśród podopiecznych jest kluczowym elementem pracy trenera. Bez marudzenia realizowali wycieńczający program treningowy. Obciążenia fizyczne doprowadzały ich na skraj wytrzymałości. Nawet najstarsi zawodnicy jak Raphaela Pascual zostawiali na parkiecie hektolitry potu. Właśnie taki sposób prowadzenia drużyny Andrea Anastasi realizuje obecnie z biało-czerwonymi. Po sukcesach z drużyną narodową Hiszpanii Andrea Anastasi powrócił do ojczyzny gdzie objął po raz kolejny dowodzenie nad reprezentacją. Problemy kadrowe i nienajlepsza sytuacja w drużynie przeszkodziły mu jednak w powtórzeniu swoich osiągnięć sprzed lat. Reprezentacja Włoch pod jego sterami nie zdobyła w tamtym czasie medalu na żadnej wielkiej imprezie. Z pewnością te trzy lata nie były dla Andrei Anastasiego najszczęśliwszym okresem pracy.
Przez pewien czas pozostawał bez pracy. Tak się jednak złożyło, że 25 października 2010 roku z reprezentacją Polski musiał pożegnać się trener Daniel Castellani. Andrea Anastasi przystąpił do walki o powstały w ten sposób wakat. W organizowanym przez PZPS konkursie okazał się być lepszy od takich postaci jak: Philippe Blain czy Ferdinando de Giorgi i 23-go lutego 2011 roku podpisał kontrakt. O tym jak potoczyłyby się losy naszych reprezentantów pod wodzą jego kontrkandydatów nigdy się nie przekonamy. Wszystko wskazuje jednak na to, że włodarze związku dokonali właściwego wyboru, gdyż na chwilę obecną na poziom gry naszej reprezentacji narzekać nie możemy. Początki nie były jednak łatwe. Andrea Anastasi przejął drużynę, w której miały miejsce różnego rodzaju konflikty. Co więcej, część gwiazd odmówiła gry w kadrze narodowej. Niejako na powitanie z występów z biało-czerwoną flagą na piersi zrezygnowali: Daniel Pliński, Michał Winiarski, Paweł Zagumny czy Mariusz Wlazły. Andrea Anastasi nie załamywał jednak rąk. Zakasał rękawy i rozpoczął kolejny etap ciężkiej pracy. Jak sam twierdzi obecność gwiazd w zespole nie jest konieczna. Najważniejsze jest, by umieć stworzyć z zawodników kompletną drużynę. By mieć w głowie gotowy wizerunek zespołu jaki się chce stworzyć i konsekwentnie go realizować. Niestety początkowe rezultaty nie były zachwycające. Spośród pierwszych czterech meczów pod wodzą nowego szkoleniowca Polacy wygrali zaledwie jeden. Przeciwnicy byli co prawda z najwyższej światowej półki (USA i Brazylia) ale styl gry naszych reprezentantów nie mógł zachwycać. Po zawodnikach widać było zmęczenie i brak zgrania. Pojawiało się wiele kłopotów komunikacyjnych.
Czas jednak pracował na korzyść biało-czerwonych. Finał tegorocznej Ligi Światowej podczas, którego wywalczyli brązowy medal był już całkiem udany. Jeszcze lepiej nasi siatkarze spisywali się na Mistrzostwach Europy, które ostatecznie także skończyli na najniższym stopniu podium. Ukoronowaniem wysiłków Andrei Anastasiego i spółki było srebro wywalczone na Pucharze Świata w Japonii. Co spowodowało tak pomyślny dla nas wszystkich obrót spraw? Dlaczego zespół tak teoretycznie osłabiony był w stanie ugrać tak dużo? Czynników, które o tym zadecydowało jest wiele. Przede wszystkim bardzo rozsądna konstrukcja zespołu, zwłaszcza pod względem charakterów poszczególnych zawodników. Orkiestra prowadzona przez Włocha zdaje się być idealnie zestrojona. Andrea Anastasi po raz kolejny wyśmienicie dobrał swoich podopiecznych pod względem ich temperamentu. Stworzył dzięki temu ekipę walczącą o każdy punkt, nie oddającą rywalowi niczego za darmo. Nie jest tajemnicą, że włoski trener lubi mieć w swoim zespole „boiskowych wariatów”. W kadrze Hiszpanii taką rolę odgrywał za jego kadencji Israel Rodriguez. W naszym zespole taką funkcję przypisać można Michałowi Kubiakowi. Swoją nieobliczalność udowodnił choćby w meczu Pucharu Świata przeciwko Serbii, kiedy to odbijał piłkę pozornie już straconą, przeskakując nad stolikiem sędziowskim. To właśnie takie akcje budują morale zespołu. Młodość i zapalczywość Michała Kubiaka czy Zbigniewa Bartmana bardzo dobrze niwelowali zaś tacy zawodnicy jak Piotr Nowakowski, Łukasz Żygadło czy w późniejszym okresie Michał Winiarski. Wprowadzali tym samym do gry naszej reprezentacji spokój, opanowanie i rozsądek.
Bardzo ważną rolę odegrało zaufanie pomiędzy zawodnikami a trenerem. Andrea Anastasi postawił na kilku nowych zawodników. Ci odwdzięczyli mu się wiarą w jego trenerską filozofię. Bez narzekań przerzucali na treningach tony ciężarów budując tym samym siłę i kondycję. Wystarczy spojrzeć na fizyczną przemianę Piotra Nowakowskiego by zrozumieć jak duże obciążenia nałożone były na zawodników. Tak ciężko nasi siatkarze pracowali ostatnio chyba za czasów Huberta „Kata” Wagnera. Zaangażowanie w przygotowania przekraczało momentami zdrowy rozsądek. Sam Andrea Anastasi przyznał swego czasu, że takiej liczby przekleństw podczas treningów nigdy nie słyszał. To właśnie ta boiskowa, pozytywna agresja zapewniła nam potem sukcesy. W taki sposób tworzy się mentalność zwycięzców, powstaje charakter drużyny. Szkoleniowiec naszej kadry miał do dyspozycji zawodników głodnych sukcesów i potrafił to doskonale wykorzystać. Świetnie posługiwał się także symbolicznymi gestami. Nowym kapitanem drużyny desygnowany został Marcin Możdżonek. Utrzymał swoją funkcję nawet po powrocie do kadry etatowego kapitana – Pawła Zagumnego. Trener pokazał tym samym, że nowe gwiazdy liczą się nie mniej niż „starzy wyjadacze”. Co więcej obecność w składzie Pawła Zagumnego wcale nie zmniejszyła znaczenia Łukasza Żygadło, który w Japonii grał więcej niż się wszyscy spodziewali. Andrea Anastasi często podkreślał jak ważni są zawodnicy rezerwowi. Bez chwili zawahania komplementował między innymi Michała Ruciaka, który na co dzień musiał pogodzić się z rolą zmiennika. Te wszystkie zabiegi zaowocowały tym, że udało mu się stworzyć szeroką grupę zawodników, którzy szczerze deklarowali, że dobro drużyny jest dla nich dużo ważniejsze od ich własnego. Dlatego prawie wszystkie ze zmian podczas Pucharu Świata były udane i przynosiły pozytywne efekty. Każdy z siatkarzy znajdujących się w Japonii był w stanie w dowolnym momencie wejść na boisko i zaprezentować się nie gorzej niż teoretycznie podstawowy zawodnik. Było tak ponieważ mieli poczucie własnej wartości i przydatności dla zespołu dzięki czemu nie czuli się choćby odrobinę gorsi od zawodników z pierwszej szóstki.
Po objęciu stanowiska selekcjonera naszej reprezentacji Andrea Anastasi stwierdził stanowczo, że w jego zespole będzie miejsce tylko i wyłącznie dla siatkarzy, którzy będą dumni z tego, że mogą występować z biało-czerwoną flagą na koszulce. Taka filozofia zapewniła nam już sporo radości i awans na Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Jeśli uda się w niej konsekwentnie wytrwać będziemy przystępować do turnieju olimpijskiego w roli faworytów. Naszą kadrę można spokojnie nazywać „Drużyną A”. Nie tylko z powodu inicjałów głównodowodzącego ale także ze względu na podobieństwa charakterologiczne. Pułkownikiem Hannibalem – mózgiem ekipy mógłby zostać Andrea Anastasi. Przystojniakiem łamiącym kobiece serca – Buźką - jest bez dwóch zdań Zbigniew Bartman. Na B.A ze względu na groźne spojrzenia rzucane na przeciwnika mianowałbym Michała Ruciaka. Szalony Kapitan Murdoch to Michał Kubiak. Co najważniejsze, podobnie jak bohaterowie serialu, nasi siatkarze są grupą zgranych przyjaciół. Wypada mieć nadzieję, że wszystkie swoje misje będą realizować równie skutecznie co „Drużyna A”. inf.własna
1. Dodane przez johny, w dniu - 20-12-2011 13:30 , IP: 217.17.36.77 Podoba mi się ta drużyna, myślałem że Pliński by się przydał ,ale widzę że młodzi środkowi są już dobrzy, więc niech będzie jak jest. Kurek jest potegą, jego postepy przez ostatnie trzy lata, to skok w jakości a jest to wciąż młody chłopak. Bartman dla mnie był "jeźdzcem bez głowy", ale przyznaję że robi postepy, zwłaszcza w sferze mentalnej. Czekam na poprawę jakosści Jarosza, a wtedy Wlazły niech pozostanie w miasteczku Bełchatów i nikt za nim nie będzie tęsknił. Jest dobry, ale chyba mentalnie nadal pozostaje młodziakiem. Wiele tej druzynie daje "mały" Michał Ruciak i jemu się należy szacunek za to co i jak robi dla druzyny. Dodam tylko, że ja jestem kibicem siatkówki a okres aktywny na parkietach mam już za sobą. Cieszy mnie rozwój dyscypliny, tłumy na meczach i zainteresowanie mediów zwłaszcza Polsatu, który nam serwuje wiele meczów. Fajnie że są wierni kibice klubów i reprezentacji. Smucą mnie maniery z "kopanej"- te gwizdy przy zagrywce "obcych", wycie na Wlazłego i Skrę. To są nadal mistrzowie i należy im sie od prawdziwych kibiców szacunek, mimo różnych uwag /także moich/.
|
2. Dodane przez Roger, w dniu - 19-12-2011 22:46 , IP: 93.181.164.3 Bo kto inny miał się wtedy załapać do podstawowego składu w obliczu braku Świderskiego i Winiarskiego jako ofensywny ? Rywalizowali Kurek i Bartman, Bąkiewicz i Ruciak to przyjęcie. Buszek z Wiką się nie liczyli. DC musiał postawić od razu na kogoś, przecież nie będzie wystawiał, żeby sprawdzić zawodnika 50% jednego, 50% drugiego dla równowagi i głupio pojętej sprawiedliwości, kiedy czas gonił a na horyzoncie była impreza docelowa czyli ME2009. Obydwaj nie grali jeszcze dużo w reprezentacji i któregoś trzeba było na szybko zgrywać z drużyną. Kurek miał lepsze warunki, Bartman świetny sezon, obydwoje dobry atak i kiepskie przyjęcie. Ale imho Bartman się wtedy bardzo szybko gotował gdy coś mu nie wychodziło, DC próbował to w nim zwalczyć, poświęcał mu sporo na uwagi na czasach, co wcale nie znaczyło, że Zibi był zły. Po prostu wtedy nie umiał tego pokazać, a Kurek tak. Zresztą Kurek zagrał wtedy bardzo dobre mecze w Brazylii (gdzie skręcił kostkę), a szczególnie w sparingach z Bułgarią. DC postawił na Kurka i się nie pomylił. Czy tak samo albo lepiej by było gdyby grał Bartman, możemy tylko gdybać. Wtedy Bartman mówił, że Kurek jest w lepszej formie niż on - wiem, wiem co miał innego powiedzieć. Ale imho czuł, że na tamtą chwilę Kurek jest lepszy. Gdyby grał Świder i Winiarski to pozostałą dwójkę wg mnie DC wybierałby między jednym zawodnikiem z dwójki Bartman, Kurek, a jednym z pary Ruciak, Bąkiewicz.
|
3. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 22:20 , IP: 88.156.22.230 @Roger a jak wyjaśnisz,że po pierwszych powołaniach rezerwowy w klubie Kurek: 1.od razu załapał się do wyjściowego składu 2.Podczas meczu LŚ grał dwukrotnie więcej,choć wejścia Bartmana były dobre lub bardzo dobre 3.Jak to DC nie sekował Bartmana?Zrobił to samo z Gromadowskim,Grzybem,Żygadło.Gdyby Świder i Winiar byli zdrowi,to właśnie dla Bartmana zabrakłoby miejsca w kadrze.
|
4. Dodane przez Roger, w dniu - 19-12-2011 22:14 , IP: 93.181.164.3 A tak przy okazji moim zdaniem DC nie sekował ani nie preferował Kurka kosztem Bartmana. Wtedy imho Kurek był wyraźnie lepszy na pozycji ofensywnego przyjmującego w 2009 roku. Nie grali wtedy Świderski (kontuzja chyba w meczu sparinowym z Bułgarią) i Winiarski. Teraz różnice między nimi są mniejsze, choć chyba Kurek lepiej sobie radzi z piłek sytuacyjnych - przede wszystkim z racji warunków fizycznych. Wydaje się, że Bartman jest bardziej wymagający jeśli chodzi o dokładność wystawy, szczególnie jeśli chodzi o pipe. Co znowu wynika z tego, że bazuje na swojej dynamice i szybkości. Obaj potrafią być nieregularni. Ale Matej Kazijski też nie zawsze jest ostoją swojej drużyny :) Za to oboje się poprawiają, choćby w przyjęciu :) AA znalazł sposób, żeby mieć ich na raz na boisku, bo cechuje ich duża siła ofensywna - ale wynikło przede wszystkim z braków dobrych graczy na ataku. Bartman po szybkim przestawieniu daje radę i chwała mu za to
|
5. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 22:14 , IP: 88.156.22.230 a powinni :)
|
6. Dodane przez kolega, w dniu - 19-12-2011 22:09 , IP: 90.156.29.77 to nie mnie wszyscy uwazaja za frustrata:)
|
7. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 21:40 , IP: 88.156.22.230 spójrz na siebie panie bezkrytyczny 1."bartman gra na ataku bo na przyjeciu AA woli Kurka:)" 2."Kurek od poczatku sezonu ligowego gral wykonczony, albo z kontuzja. Bartman wypoczety i swiezy. nie mozna porownywac statystyk. AA woli Kurka i mysle ze on sie na tym zna lepiej niz my wszyscy tu razem wzieci." 3."za darmo tych statuetek Wlazly nie dostaje. najlepszy atakujacy plusligi nieprzerwanie od 8 lat." 4."pbm, po prostu nie lubisz Skry. gdyby Bartman gral w skrze, to wypowiadalbys sie o nim tak jak o Kurku. proste." ...
|
8. Dodane przez kolega, w dniu - 19-12-2011 21:35 , IP: 90.156.29.77 "no tak zapomniałem,są na tej stronie rzeczowe komentarze..." - twoje na pewno do takich nie naleza.
|
9. Dodane przez top, w dniu - 19-12-2011 21:25 , IP: 87.246.233.123 słabość aa do bartmana jest powszechnie znana i wszyscy wiedzą, że to jego największy pupil od początku. mnie to nie przeszkadza, chlopak zdecydowanie poprawił grę, chociażby w stosunku do zeszłego sezonu, który miał przecież udany, orłem w przyjęciu nie jest, ale nie robi błędów i nie daje się blokować ma lewym w ataku o czym świadczą statystyki po I rundzie: krytykanci mogą zaklinać rzeczywistość, ale jest najskuteczniejszym, i co ważniejsze, najefektywniejszym skrzydłowym ligi. po tym jak aa mu zaufał i zrobił podstawowego zawodnika kadry, bartman nabrał jakiejś takiej większej pewności w ataku. w dodatki ktoś tu już wspomniał, ma bardzo dobre inne elementy siatkarskie, jak dogrania, obrony, wystawy sytuacyjne itp, ale to już pewnie robota bernardiego:) stać do na lepszą zagrywkę, tu są duże rezerwy. co do bartka, to nikt nie jest robotem, każdy ma słabsze momenty, na pewno chłopak się odbuduje. o ile kurek, bartman, nowakowski, czy kubiak idą do przodu, to martwi brak postępów w grze jarosza od 2 lat nic. jedynie udane epizody w kadrze, kilka dobrych zmian dał bartmanowi na pś z japonią i chinami i tyle. szkoda. liczyłem, ze prandi coś z niego wyciśnie, ale jak dostąd nie zanosi się na to.
|
10. Dodane przez kooper, w dniu - 19-12-2011 21:21 , IP: 46.171.5.66 Każdy ma prawo się tutaj wypowiadać i wyrażać swoją opinię, nawet jeżeli się z nią nie zgadzacie. Prawda jest taka że i Bartman i Kurek są mocnymi na swojej pozycji, aczkolwiek uważam że na chwilę obecną lepszy jest Kurek. I co, mnie też zaczniecie wyzywać,że mam inne zdanie niż wy?
|
11. Dodane przez 666, w dniu - 19-12-2011 21:20 , IP: 195.88.28.3 Dajcie już spokójh Mariuszowi Wlazłemu. To jest artykuł o obecnych reperezentantach i nalezy sie cieszyc z tego że są jacy są i osiągają sukcesy. A Mariusz Wlazły.. cóż szkoda ze nie gra w repezentacji. Ale trzeba pamiętac że dużo dla niej zrobił. Jak grał to wszyscy chcieli go na rękach nosić. A teraz nóż w plecy mu wbijaja. Tez byłem na niego zły ale jest dobrym (bardzo dobrym )atakującym. I prosze , dajcie już mu spokój, bo analizujecie tegoroczne osiągnięcia reprezentacji a przecież on w tym roku nie grał. A co by było gdyby się zdecydował na grę zdobyłby z reprezentacją medal. To też byście go atakowali? Dajmy Mariuszowi spokój.
|
12. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 21:10 , IP: 88.156.22.230 no tak zapomniałem,są na tej stronie rzeczowe komentarze i są posty jaro... Chciałem napisać od razu,ale postanowiłem uczcić tę tragedie minutą ciszy.
|
13. Dodane przez Fan Jastrzebskiego, w dniu - 19-12-2011 21:06 , IP: 87.239.74.202 Demagogia zgadzam się z Tobą,to ewidentne skur.....ństwo pisać ,że Bartman zafundował sobie wakacje.Chłopak robił wszystko,żeby zdążyć na ME po tej ciężkiej kontuzji.O wyjeżdzie do Kataru też już nikt nie pamięta.Nie będę zniżał się do tych chłoptasi z Bełka ,którzy myślą,że są pępkami świata i nie będę oceniał kto z dwójki Kurek Bartman jest lepszy?Obydwaj mają przed sobą przyszłość,grają w kadrze a co ważne chcą w niej grać.W klubie są ważnymi ogniwami,sezon pokaże który z nich dalej zajdzie.Przez takich kolesi chorych(jaro.ks.dc i im podobnych) z klapami na parchatych ślepkach większość kibiców w Polsce nie lubi Skry,mimo że docenia klasę ich zawodników.Zaksa straciła dużą przewagę to towarzystwo zaczyna znowu ujadać.Spokojnie ,w tym sezonie jest mało prawdopodobne ,że Skra zdobędzie kolejny tytuł.Brakuje jeszcze tylko żeby ci kolesie zaczęli nam wmawiać ,że ta ,,,dziura w ziemi,,,to najpiękniejsze i najbardziej urokliwe miejsce w Polsce.Kto wie,może tego sie też doczekamy.W ich mniemaniu co z Bełchatowa to najlepsze.
|
14. Dodane przez jaro, w dniu - 19-12-2011 20:27 , IP: 87.205.94.114 Kurek to zawodnik ktory w reprezentacji robi różnicę. Być moze niektórzy geniusze woleli by zrobić z niego atakujacego ale moim zdaniem byla by to czysta głupota. Kurek grając na co dzień na swojej pozycji robi kolosalne postepy i jezeli ktoś pamieta go jeszcze z poczatku poprzedniego sezonu ( przyjecie i zagrywka) to przyzna mi rację. Za rok lub dwa bedzie najlepszym graczem na swej pozycji na świecie.
|
15. Dodane przez lukkop, w dniu - 19-12-2011 20:10 , IP: 83.10.158.216 Nie kłóćcie się! Zbigniew Bartman i Bartosz Kurek to świetni zawodnicy, tak samo ważni dla Reprezentacji Polski i basta! Pozdrawiam kibiców.
|
16. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 19:59 , IP: 88.156.22.230 albo jak kto woli z konieczności musi przestawić Bartmana,który i tak gra lepiej niż nominalni kandydacci na tę pozycję.
|
17. Dodane przez kolega, w dniu - 19-12-2011 19:49 , IP: 90.156.29.77 bartman gra na ataku bo na przyjeciu AA woli Kurka:)
|
18. Dodane przez Kania, w dniu - 19-12-2011 19:45 , IP: 94.40.78.186 kolaga wypoczety i świeży?? wrócił po kontuzji więc nie piszcie tak jakby był na wakacjach. A różnnica w statach bardzo duża... AA woli Kurka?? hmmm moim zdaniem AA chce ich obu dlatego Bartman gra na ataku
|
19. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 19:43 , IP: 88.156.22.230 @vugu Nie popadaj w zachwyt nad tym Kovacevicem.Teraz zagrał dobry mecz,ale w zeszłym sezonie jeszcze przegrywał rywalizację z Jakopinem,który teraz w 100licy grzeje ławkę.Poza tym zobacz jego staty z występów w PŚ-ataki na poziomie 30%.To jeszcze nie jest poziom ani dla niego ani innego tak chwalonego Atanasijevicia.
|
20. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 19:39 , IP: 88.156.22.230 Przede wszystkim u AA nie ma rywalizacji Kurek Bartman i nie wynika to z faworyzacji Kurka tylko deficytu dobrych atakujących.
|
21. Dodane przez kolega, w dniu - 19-12-2011 19:34 , IP: 90.156.29.77 Kurek od poczatku sezonu ligowego gral wykonczony, albo z kontuzja. Bartman wypoczety i swiezy. nie mozna porownywac statystyk. AA woli Kurka i mysle ze on sie na tym zna lepiej niz my wszyscy tu razem wzieci.
|
22. Dodane przez Kania, w dniu - 19-12-2011 19:30 , IP: 94.40.78.186 Czytam i smieszy mnie, ze porównujecie zawodników w jednym meczu a tak po całości Kurek 100 razy przyjmował z 22% skutecznością Bartman 139 z 39% skutecznoscią. Atak Bartman 61% Kurek 45% obydwaj atakowali 218 razy (Kurek o jeden błąd więcej i tyle samo razy zablokowani) Jedynie w bloku Kurek jest lepszy. Ale to Bartman jest mega beznadziejny a Kurek jest Bogiem.. no cóż kibicom z Łodzi nie dogodzisz...bo przeciez łatwiej opierac sie na jednym mega słabym w przyjęciu meczu Bartmana, bo akurat w tym meczu był słabszy w tym elemencie od Kurka. Nikomu nie umniejszam, bo dla mnie obydwaj sa bardzo dobrymi zawodnikami i nic tylko cieszyć sie
|
23. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 19:23 , IP: 88.156.22.230 @Pat 28 Naucz się kolego szanować zdanie innych.Jak sam piszesz elaboraty na 3/4 strony,nikt nie nazywa tego idiotyzmem.
|
24. Dodane przez pogromca bełchatowskich mitów, w dniu - 19-12-2011 19:12 , IP: 88.156.22.230 konkurencji dużej nie miał:kontuzjogenny Papkin,chimeryczny Szymański,niedoświadczony Yudin i Oivaanen,średni Billings,pewnego sezonu lepszy był Novotny,ale zabrakło mu sukcesów żeby się przebić.podobnie Grozer,do którego doszły poważne problemy zdrowotne Teraz Wlazły ma atakujących z prawdziwego zdarzenia za konkurentów,zobaczymy na przestrzenii sezonu jak sobie poradzi.
|
25. Dodane przez Demagogia, w dniu - 19-12-2011 19:08 , IP: 89.68.181.188 A ty dc to teraz poL jesteś? Ale w Łodzi to chytruski!
|
Strona 1 z 3 |