"To siostra chciała grać w siatkówkę"Libero dąbrowskiej drużyny - Krystyna Strasz w wywiadzie dla volley24.pl opowiada o początkach swojej kariery i planach na przyszłość.
Skąd pomysł na siatkówkę? Jest Pani niską osobą więc to dość odważna decyzja. Sama przyznała Pani w jednym z wywiadów, że libero jest jedyną szansą dla tak niskich zawodniczek jak Pani. Nie pozostało Pani zbyt dużo pola manewru jeśli chodzi o ewentualną zmianę pozycji. - Kiedy zaczynałam grać w siatkówkę to jeszcze nie było pozycji libero więc nawet o tym nie myślałam. Zawsze chciałam grać w piłkę ręczną a nie siatkówkę. To moja siostra chciała grać w siatkówkę. Treningi siatkarskie prowadził w Dąbrowie akurat trener Kawka. Zapisałyśmy się na początku po to, żeby się poruszać. Później gdy rozpoczęły się sukcesy na juniorskich turniejach zaczęłyśmy o tym myśleć poważniej. No i tak zostało.
A nie miała Pani chwil zwątpienia? - Nie. To była cały czas moja pasja. Złapałyśmy bakcyla na samym początku i nie wyobrażam sobie żebym mogła robić cokolwiek innego. Tak się akurat złożyło, że dziewczyny w Dąbrowie Górniczej awansowały po kolei z drugiej ligi do pierwszej potem już razem awansowałyśmy do ekstraklasy więc miałam szczęście, że byłam akurat tutaj.
Nie żałuje Pani zatem, że zrezygnowała z piłki ręcznej? - Nie żałuję. Przynajmniej nie jestem tak poobijana (śmiech).
Siostra też zawodowo zajmuje się sportem? - To siostra początkowo grała na pozycji libero. Ja wchodziłam głównie na zagrywkę i do drugiej linii. Niestety siostra na Mistrzostwach Polski juniorek nabawiła się kontuzji kolana i musiała przejść operację. Później poszła w troszkę inną stronę – w stronę kosmetyki. Już nie zajmuje się siatkówką ale jest wiernym kibicem i wytrwale mnie wspiera.
Rok temu stwierdziła Pani, że jest w stanie poprawić się w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, jednak największym Pani mankamentem są momenty, w których gubi Pani koncentrację. Podtrzymuje Pani te słowa? - Tak. Wydaje mi się, że te elementy są właśnie istotne. Szczególnie w kobiecej siatkówce. Koncentracja i psychika są najważniejsze.
Żeby nie tracić punktów tak jak w meczu z Aluprofem? - Dokładnie tak.
Na pozycji libero w reprezentacji dochodzi do zmiany pokoleń. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że ma Pani pecha, że w tym samym czasie pojawiła się na parkietach PlusLigi Paulina Maj, z którą musi Pani walczyć o miejsce w podstawowym składzie. - Nie wydaje mi się. Jest dużo bardzo dobrych libero. Choćby Magdalena Saad. Kilka dziewczyn świetnie się spisuje, więc z każdą z nich także czekałaby mnie zacięta rywalizacja.
Zadomowiła się już Pani w kadrze narodowej, czy dalej ciąży Pani ta biało-czerwona flaga na piersi? - Na pewno te pierwsze mecze były bardziej stresujące. Z każdym kolejnym już było lepiej. Z pewnością nie jestem jeszcze całkowicie zadomowiona. Nie wiadomo jak to będzie w kolejnym sezonie, kto dostanie powołanie.
Występy w reprezentacji zmieniły Pani życie? Ludzie rozpoznają Panią w kolejce w spożywczym? - Częściej mi się to zdarza niż wcześniej. Ale nie odczułam jakiejś zdecydowanej zmiany.
Michał Łasko powiedział kiedyś, że z czasem siatkarz zaczyna nabierać dystansu do tego co dzieje się na parkiecie. Zmieniają mu się priorytety i zdaje sobie sprawę z tego, że sport to tylko zabawa. - Zdecydowanie się z nim zgadzam. Ja jeszcze co prawda nie doszłam do tego etapu, w którym tak sprawnie oddziela się życie prywatne od zawodowego, ale staram się o to. Tak naprawdę czasem przejmujemy się zepsutą piłką, nieudaną akcją a na świecie są tragedie, ludzie mają dużo większe problemy i radzą sobie z tym. Nie ma więc sensu się stresować, ale wiadomo, że to nie jest takie proste. Łatwo się mówi, trudniej zrobić, choć z wiekiem przychodzi to coraz łatwiej.
Największy sukces w Pani dotychczasowej karierze? Medal na Uniwersjadzie? - Po części brąz z Uniwersjady, a po części brąz Mistrzostw Polski z przed dwóch lat.
Z którym trenerem pracowało się Pani najlepiej? Który zrobił na Pani największe wrażenie? - Każdy trener wnosi coś nowego. Od Wiesława Popika dowiedziałam się i nauczyłam kilku nowych rzeczy. Tak samo sprawa wygląda z innymi trenerami czy też ze specjalistami od przygotowania fizycznego. Każdy inaczej prowadzi zespół i każdy z nich jest inny. Wiadomo, że największy sentyment mam do Waldemara Kawki, bo poświęcił mi najwięcej czasu i zawsze mnie wspierał.
Potrafiłaby Pani wymienić zawodniczkę, która miała największy wpływ na rozwój Pani kariery? Od której najwięcej się Pani nauczyła? - Ciężko powiedzieć (śmiech). Sytuacja wygląda podobnie jak z trenerem. Co roku zmieniają się zawodniczki, z którymi gram i każda z nich czegoś nowego mnie nauczyła.
Po raz kolejny przed sezonem drużyna z Dąbrowy Górniczej jest trochę niedoceniana. Podobnie zresztą jak częstochowski AZS w męskiej PlusLidze. Bardziej Was to irytuje czy mobilizuje? - Ja osobiście na nic takiego nie zwracam uwagi. Liga jest długa, mamy sporo grania, mecze się różnie układają. Zespoły, które przed sezonem skazywane były na porażkę często grają później o najwyższe cele. Dlatego też na takie rzeczy kompletnie nie zwracam uwagi.
Podjęłaby się Pani zatem wytypowania podium PlusLigi kobiet po zakończeniu tego sezonu? - Wole nawet nie próbować. Różnie może się poukładać. Ja mam tylko nadzieję, że jedną z drużyn na podium będziemy my. To jest mój najważniejszy typ (śmiech).
Dwa lata temu była Pani druga w konkursie na najlepszą zawodniczkę MKS-u, w zeszłym roku trzecia, po tym sezonie w końcu uda się wygrać? Póki co wyrasta Pani na gwiazdę swojego zespołu. - Nie przywiązuje do tego wagi. To nie jest dla mnie najważniejsze. Siatkówka jest sportem zespołowym i chyba nie ma u nas wielkich gwiazd. Każda z nas ma swoją słabość, czasem gra gorzej i na tym polega siła zespołu, żeby reszta tej dziewczynie pomogła.
Gwiazdą Waszego zespołu jest chyba cała drużyna - Dokładnie. Najważniejsze jest, żeby stworzył się zespół. Jeśli tego brakuje, jeśli jest jakiś „kwas” w zespole, jakieś konflikty to zawsze widać to później na boisku. Każde niepowodzenie na treningach, każde kłótnie odbijają się na drużynie. W tym roku na szczęście udało nam się tego uniknąć. Podobnie zresztą jak w ubiegłym.
Podkreśla Pani, że jest wychowanką MKS-u, gra tu już Pani wiele lat, nie pojawiły się myśli o zmianie środowiska? O przeprowadzce do innego miasta? - Myślałam. Były takie plany. Na razie jednak poukładało się tak, że nadal jestem w Dąbrowie Górniczej. Jak będzie dalej nie wiem. Wszystko się jeszcze okaże.
Ale pojawiały się inne oferty? - Tak, ale na razie pozostaje tutaj.
Ogląda Pani poczynania reprezentacji mężczyzn podczas Pucharu Świata? - Częściowo (śmiech). Jak mam czas.
Niestety chłopcy grają o nieludzkich, wczesnych porach. - Niestety. Poza tym jak wracam do domu staram się odcinać od siatkówki. Mam wtedy swoje zupełnie inne życie i staram się o sporcie nie myśleć, bo tak naprawdę mogłabym zwariować. Nadal zbytnio przejmuje się pewnymi niepowodzeniami i nieporozumieniami, dlatego staram się o tym nie myśleć. Moja rodzina wie, że jak wracam do domu to nie rozmawiam o siatkówce w ogóle. Zatem siatkówką poza własnymi meczami raczej się nie interesuje. Nie czytam żadnych portali internetowych o tej tematyce i tym podobnych.
Sportowcy często próbują zaklinać rzeczywistość. Przed występami mają wiele swoich rytuałów. Pani również? - Wcześniej miałam bardzo różne. Rozruch przed meczem musiałam skończyć złym przyjęciem i tym podobne (śmiech). Teraz staram się już nie zwracać na to uwagi, bo tak naprawdę to nie jest ważne. Wole odpowiednio wypocząć przed meczem. Jeśli jestem w Dąbrowie raczej nigdzie nie wychodzę, ewentualnie z pieskiem na dwór. Z nikim się nie spotykam. Siedzę w domu i próbuje się skoncentrować. Już nie patrzę na żadne przesądy. Nie zakładam ciągle jednego topu ani tych samych skarpetek.
Ma Pani sportowego idola? - Nie. Nie mam idoli ani sportowych, ani w żadnych innych dziedzinach. Nigdy raczej nie miałam, choć kiedyś jak byłam dzieckiem to lubiłam The Kelly Family i to byli chyba moi jedyni idole (śmiech).
Co jest ważniejsze w osiąganiu sukcesów: ciężka praca czy talent? - Myślę, że ważniejsza jest ciężka praca. Praca fizyczna i nad własną głową. Choć talent oczywiście też się przydaje.
W takim razie nazwałaby się Pani tytanem pracy? - Nie wiem (śmiech). Jeśli mam coś do zrobienia to staram się to zrobić i to najlepiej jak potrafię. Z pewnością jestem solidna w wykonywaniu swoich obowiązków.
Marzenie sportowe? - Z pewnością gra na jak najwyższym poziomie i medal na igrzyskach. Podnoszenie swoich umiejętności cały czas.
inf.własna rozmawiał: Kuba Komorowski
1. Dodane przez Trollface, w dniu - 02-12-2011 12:50 , IP: 77.253.60.98 Me gusta twe usta.
| |