siatkówka

Siatkówka

- wiadomości

Redaktor: Jakub Komorowski   
2011-11-24 19:49:39

Image
"To siostra chciała grać w siatkówkę"

Libero dąbrowskiej drużyny - Krystyna Strasz w wywiadzie dla volley24.pl opowiada o początkach swojej kariery i planach na przyszłość.

Skąd pomysł na siatkówkę? Jest Pani niską osobą więc to dość odważna decyzja. Sama przyznała Pani w jednym z wywiadów, że libero jest jedyną szansą dla tak niskich zawodniczek jak Pani. Nie pozostało Pani zbyt dużo pola manewru jeśli chodzi o ewentualną zmianę pozycji.
- Kiedy zaczynałam grać w siatkówkę to jeszcze nie było pozycji libero więc nawet o tym nie myślałam. Zawsze chciałam grać w piłkę ręczną a nie siatkówkę. To moja siostra chciała grać w siatkówkę. Treningi siatkarskie prowadził w Dąbrowie akurat trener Kawka. Zapisałyśmy się na początku po to, żeby się poruszać. Później gdy rozpoczęły się sukcesy na juniorskich turniejach zaczęłyśmy o tym myśleć poważniej. No i tak zostało.

A nie miała Pani chwil zwątpienia?
- Nie. To była cały czas moja pasja. Złapałyśmy bakcyla na samym początku i nie wyobrażam sobie żebym mogła robić cokolwiek innego. Tak się akurat złożyło, że dziewczyny w Dąbrowie Górniczej awansowały po kolei z drugiej ligi do pierwszej potem już razem awansowałyśmy do ekstraklasy więc miałam szczęście, że byłam akurat tutaj.

Nie żałuje Pani zatem, że zrezygnowała z piłki ręcznej?
- Nie żałuję. Przynajmniej nie jestem tak poobijana (śmiech).

Siostra też zawodowo zajmuje się sportem?
- To siostra początkowo grała na pozycji libero. Ja wchodziłam głównie na zagrywkę i do drugiej linii. Niestety siostra na Mistrzostwach Polski juniorek nabawiła się kontuzji kolana i musiała przejść operację. Później poszła w troszkę inną stronę – w stronę kosmetyki. Już nie zajmuje się siatkówką ale jest wiernym kibicem i wytrwale mnie wspiera.

Rok temu stwierdziła Pani, że jest w stanie poprawić się w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, jednak największym Pani mankamentem są momenty, w których gubi Pani koncentrację. Podtrzymuje Pani te słowa?

- Tak. Wydaje mi się, że te elementy są właśnie istotne. Szczególnie w kobiecej siatkówce. Koncentracja i psychika są najważniejsze.

Żeby nie tracić punktów tak jak w meczu z Aluprofem?

- Dokładnie tak.

Na pozycji libero w reprezentacji dochodzi do zmiany pokoleń. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że ma Pani pecha, że w tym samym czasie pojawiła się na parkietach PlusLigi Paulina Maj, z którą musi Pani walczyć o miejsce w podstawowym składzie.
- Nie wydaje mi się. Jest dużo bardzo dobrych libero. Choćby Magdalena Saad. Kilka dziewczyn świetnie się spisuje, więc z każdą z nich także czekałaby mnie zacięta rywalizacja.

Zadomowiła się już Pani w kadrze narodowej, czy dalej ciąży Pani ta biało-czerwona flaga na piersi?
- Na pewno te pierwsze mecze były bardziej stresujące. Z każdym kolejnym już było lepiej. Z pewnością nie jestem jeszcze całkowicie zadomowiona. Nie wiadomo jak to będzie w kolejnym sezonie, kto dostanie powołanie.

Występy w reprezentacji zmieniły Pani życie? Ludzie rozpoznają Panią w kolejce w spożywczym?

- Częściej mi się to zdarza niż wcześniej. Ale nie odczułam jakiejś zdecydowanej zmiany.

Michał Łasko powiedział kiedyś, że z czasem siatkarz zaczyna nabierać dystansu do tego co dzieje się na parkiecie. Zmieniają mu się priorytety i zdaje sobie sprawę z tego, że sport to tylko zabawa.
- Zdecydowanie się z nim zgadzam. Ja jeszcze co prawda nie doszłam do tego etapu, w którym tak sprawnie oddziela się życie prywatne od zawodowego, ale staram się o to. Tak naprawdę czasem przejmujemy się zepsutą piłką, nieudaną akcją a na świecie są tragedie, ludzie mają dużo większe problemy i radzą sobie z tym. Nie ma więc sensu się stresować, ale wiadomo, że to nie jest takie proste. Łatwo się mówi, trudniej zrobić, choć z wiekiem przychodzi to coraz łatwiej.

Największy sukces w Pani dotychczasowej karierze? Medal na Uniwersjadzie?

- Po części brąz z Uniwersjady, a po części brąz Mistrzostw Polski z przed dwóch lat.

Z którym trenerem pracowało się Pani najlepiej? Który zrobił na Pani największe wrażenie?

- Każdy trener wnosi coś nowego. Od Wiesława Popika dowiedziałam się i nauczyłam kilku nowych rzeczy. Tak samo sprawa wygląda z innymi trenerami czy też ze specjalistami od przygotowania fizycznego. Każdy inaczej prowadzi zespół i każdy z nich jest inny. Wiadomo, że największy sentyment mam do Waldemara Kawki, bo poświęcił mi najwięcej czasu i zawsze mnie wspierał.

Potrafiłaby Pani wymienić zawodniczkę, która miała największy wpływ na rozwój Pani kariery? Od której najwięcej się Pani nauczyła?
- Ciężko powiedzieć (śmiech). Sytuacja wygląda podobnie jak z trenerem. Co roku zmieniają się zawodniczki, z którymi gram i każda z nich czegoś nowego mnie nauczyła.

Po raz kolejny przed sezonem drużyna z Dąbrowy Górniczej jest trochę niedoceniana. Podobnie zresztą jak częstochowski AZS w męskiej PlusLidze. Bardziej Was to irytuje czy mobilizuje?
- Ja osobiście na nic takiego nie zwracam uwagi. Liga jest długa, mamy sporo grania, mecze się różnie układają. Zespoły, które przed sezonem skazywane były na porażkę często grają później o najwyższe cele. Dlatego też na takie rzeczy kompletnie nie zwracam uwagi.

Podjęłaby się Pani zatem wytypowania podium PlusLigi kobiet po zakończeniu tego sezonu?
- Wole nawet nie próbować. Różnie może się poukładać. Ja mam tylko nadzieję, że jedną z drużyn na podium będziemy my. To jest mój najważniejszy typ (śmiech).

Dwa lata temu była Pani druga w konkursie na najlepszą zawodniczkę MKS-u, w zeszłym roku trzecia, po tym sezonie w końcu uda się wygrać? Póki co wyrasta Pani na gwiazdę swojego zespołu.
- Nie przywiązuje do tego wagi. To nie jest dla mnie najważniejsze. Siatkówka jest sportem zespołowym i chyba nie ma u nas wielkich gwiazd. Każda z nas ma swoją słabość, czasem gra gorzej i na tym polega siła zespołu, żeby reszta tej dziewczynie pomogła.

Gwiazdą Waszego zespołu jest chyba cała drużyna
- Dokładnie. Najważniejsze jest, żeby stworzył się zespół. Jeśli tego brakuje, jeśli jest jakiś „kwas” w zespole, jakieś konflikty to zawsze widać to później na boisku. Każde niepowodzenie na treningach, każde kłótnie odbijają się na drużynie. W tym roku na szczęście udało nam się tego uniknąć. Podobnie zresztą jak w ubiegłym.

Podkreśla Pani, że jest wychowanką MKS-u, gra tu już Pani wiele lat, nie pojawiły się myśli o zmianie środowiska? O przeprowadzce do innego miasta?
- Myślałam. Były takie plany. Na razie jednak poukładało się tak, że nadal jestem w Dąbrowie Górniczej. Jak będzie dalej nie wiem. Wszystko się jeszcze okaże.

Ale pojawiały się inne oferty?
- Tak, ale na razie pozostaje tutaj.

Ogląda Pani poczynania reprezentacji mężczyzn podczas Pucharu Świata?
- Częściowo (śmiech). Jak mam czas.

Niestety chłopcy grają o nieludzkich, wczesnych porach.
- Niestety. Poza tym jak wracam do domu staram się odcinać od siatkówki. Mam wtedy swoje zupełnie inne życie i staram się o sporcie nie myśleć, bo tak naprawdę mogłabym zwariować. Nadal zbytnio przejmuje się pewnymi niepowodzeniami i nieporozumieniami, dlatego staram się o tym nie myśleć. Moja rodzina wie, że jak wracam do domu to nie rozmawiam o siatkówce w ogóle. Zatem siatkówką poza własnymi meczami raczej się nie interesuje. Nie czytam żadnych portali internetowych o tej tematyce i tym podobnych.

Sportowcy często próbują zaklinać rzeczywistość. Przed występami mają wiele swoich rytuałów. Pani również?
- Wcześniej miałam bardzo różne. Rozruch przed meczem musiałam skończyć złym przyjęciem i tym podobne (śmiech). Teraz staram się już nie zwracać na to uwagi, bo tak naprawdę to nie jest ważne. Wole odpowiednio wypocząć przed meczem. Jeśli jestem w Dąbrowie raczej nigdzie nie wychodzę, ewentualnie z pieskiem na dwór. Z nikim się nie spotykam. Siedzę w domu i próbuje się skoncentrować. Już nie patrzę na żadne przesądy. Nie zakładam ciągle jednego topu ani tych samych skarpetek.

Ma Pani sportowego idola?
- Nie. Nie mam idoli ani sportowych, ani w żadnych innych dziedzinach. Nigdy raczej nie miałam, choć kiedyś jak byłam dzieckiem to lubiłam The Kelly Family i to byli chyba moi jedyni idole (śmiech).

Co jest ważniejsze w osiąganiu sukcesów: ciężka praca czy talent?
- Myślę, że ważniejsza jest ciężka praca. Praca fizyczna i nad własną głową. Choć talent oczywiście też się przydaje.

W takim razie nazwałaby się Pani tytanem pracy?
- Nie wiem (śmiech). Jeśli mam coś do zrobienia to staram się to zrobić i to najlepiej jak potrafię. Z pewnością jestem solidna w wykonywaniu swoich obowiązków.

Marzenie sportowe?
- Z pewnością gra na jak najwyższym poziomie i medal na igrzyskach. Podnoszenie swoich umiejętności cały czas.

inf.własna
rozmawiał: Kuba Komorowski

Imię:
Komentarz:

Ochrona:* Code




  Komentarze (1)
1. Dodane przez Trollface, w dniu - 02-12-2011 12:50 , IP: 77.253.60.98
Me gusta twe usta.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
transfery plusliga

Mam z Tobą do pogadania

Image
Paul Lotman: Na przyszłość reprezentacji USA patrzę z optymizmem

Przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów, specjalnie dla Volley24, zdecydował się udzielić wywiadu, w którym, między innymi, ujawnia, kto według niego będzie gwiazdą amerykańskiej siatkówki w kolejnych latach oraz opowiada o lidze portorykańskiej.

 

Siatkówka | Siatkówka polska i światowa | Rozgrywki kobiet | PLus Liga | Liga światowa | Siatkówka | Siatkówka plażowa | Siatkówka mężczyzn | vintage | testy na aplikację |

x