Oświadczenie Mariusza Wlazłego Zamierzałem nie wypowiadać się na temat mojej sytuacji, ale ostatnie wydarzenia i wypowiedzi najważniejszych ludzi w polskiej siatkówce zmusiły mnie, bym napisał choć kilka słów o tym, co się teraz wokół mnie dzieje.
Nie dziwię się kibicom, że na mnie gwiżdżą, bo nie znają mojej sytuacji i nie wiedzą, jak jest złożona. Wypowiedzi Prezesa Mirosława Przedpełskiego sprawiły, że Kibice są zmanipulowani.
Prezes w sprytny sposób zrzucił całą odpowiedzialność za sytuację, że nie gram w kadrze na mnie. Tymczasem jest inaczej.
Do 2006 roku dla kadry byłem zawsze w stanie poświęcić wszystko: czas wolny, swoje siły i swoje zdrowie. Dążyłem do wyznaczonych przez siebie celów i do realizacji swoich marzeń, którymi były medale mistrzowskich imprez. Potem zaczęły się moje problemy zdrowotne. Organizm był wyczerpany, często miałem skurcze, które widzieliście wiele razy, gdy znoszono mnie z boiska. A jednak jak najszybciej na to boisko wracałem. I nie myślałem, ile zdrowia ryzykuję, choć byłem wtedy młodym chłopakiem.
Polski Związek Piłki Siatkowej w żadnym stopniu się mną nie interesował i gdyby nie Raul Lozano, który zażądał, by wysłać mnie na badanie do Barcelony, żadnej pomocy bym się nie doczekał. I to był ostatni raz, gdy Związek mi pomógł. Działo się to dokładnie po mistrzostwach Europy w 2007 roku, na których nie mogłem już zagrać. A to był czas, w którym zupełnie nie panowałem już nad własnym organizmem. Skurcze łapały mnie nawet po dziesięciu wyskokach w górę. Bardzo się bałem o swoje zdrowie i przyszłość.
W mediach obarczono mnie winą za nieudany występ kadry w Moskwie. Związek tego nie dementował, ale wtedy nie chciałem przedstawiać publicznie swoich racji i pokazywać, jak mnie potraktowano. Liczyła się tylko olimpijska kwalifikacja.
Podczas pierwszej rundy eliminacji, prekwalifikacji w węgierskim Szombathely skręciłem staw skokowy. Był tam lekarz kadry i należycie się mną zajął, ale na tym troska Związku o mnie po tej kontuzji się skończyła. Nikt nawet nie zapytał, czy wszystko ze mną w porządku i co będzie dalej. Nie dostałem też oczywiście do wypełnienia żadnych dokumentów niezbędnych do uzyskania pomocy ubezpieczyciela. Pozostawiono mnie więc z urazem samemu sobie i choć kontuzji doznałem w meczu kadry, pozostało mi tylko liczyć na pomoc Klubu. Ja mam to szczęście, że gram w PGE Skrze Bełchatów, czyli takim klubie, w którym zawsze szanowano człowieka i nigdy nie odmówiono mu pomocy. Nie wszyscy mają to szczęście, gdy wracają z urazem ze zgrupowania kadry. Wiele klubów rozwiązuje wtedy umowy lub zdecydowanie redukuje zarobki siatkarza. W PGE Skrze takiego zagrożenia nigdy nie było.
Oczywiście, skręcenie kostki nie jest najpoważniejszą z kontuzji, ale cała ta sytuacja dobrze pokazuje mechanizmy działania Związku.
Gdy doszedłem do pełnej sprawności po tym urazie, przyszedł kolejny. Przed końcem przyspieszonego ze względu na olimpijskie kwalifikacje sezonu zacząłem mieć kłopoty z kolanem. Zagrałem jednak w turnieju w portugalskim Espinho, który dał nam upragnione bilety do Pekinu. Problemy zdawały się być za mną. Coś chrupnęło wprawdzie w kolanie, ale ból nie był dokuczliwy.
Tuż przed igrzyskami wybiłem sobie palec – lewy kciuk. Ten sam palec złamałem potem podczas igrzysk w Pekinie, w meczu z Serbią. Drugą połowę igrzysk, czyli trzy mecze, grałem na blokadach i nie miałem żadnej wątpliwości, że warto podjąć takie ryzyko. To chyba ostatecznie obala zarzuty, że nie chcę grać dla kadry lub że nie zależy mi na jej sukcesach. Zawsze chciałem jej pomóc i pomagałem kolegom za wszelką cenę, także swojego zdrowia.
Po powrocie z Pekinu powtórzyła się historia sprzed roku. Jedyny kontakt ze strony PZPS nie był związany z pytaniem o stan mojej dłoni, a z nakazem występów w barażach o mistrzostwa Europy przeciwko Belgii. A ja zagrać nie mogłem, bo zakazali mi tego lekarze. Kolejne złamanie w tym momencie groziłoby kilkumiesięczną przerwą. Więcej telefonów ze Związku nie dostałem. To bolało, choć bardziej cieszyło mnie, że nie ma żadnych nacisków ze strony Klubu, bym wcześniej wracał do gry. Od PGE Skry dostałem wszelką pomoc, zawsze mogłem liczyć na wsparcie ludzi z Bełchatowa. To są moi Przyjaciele przez duże „P”.
Znając swoje wcześniejsze doświadczenia z kontuzjami w meczach kadry, postanowiłem zadbać o pełną dokumentację medyczną urazu z Pekinu. Gdy zadzwoniłem do PZPS, odesłano mnie do odpowiedzialnego za to Pana Marka Irka, który stwierdził, że nie może właśnie rozmawiać i… oddzwoni następnego dnia. Nie mieliśmy kontaktu aż do spotkania w… 2010 roku, czyli przez dwa lata. Podczas tego spotkania wraz z Prezesem Przedpełskim rozmawialiśmy - żeby było śmieszniej, a może tragiczniej - o… ubezpieczeniach.
Po tym spotkaniu podszedłem do Pana Irka, przypominając sprawę kontuzji z Pekinu i naszej rozmowy. Odpowiedział, że kojarzy sprawę, pamięta i… zadzwoni jutro. Nie zadzwonił do dziś, drugi raz okłamał mnie w ten sam sposób. Dlatego tak ciężko mi współpracować z ludźmi, którzy w Związku odpowiadają za to, by nam pomagać. A tego nie robią. Nie ufam im już.
W 2009 roku leczyłem głównie zniszczone kolano. Od zakończenia sezonu przebywałem na rehabilitacji. Od maja do końca października, równe pół roku, gdy walczyłem o powrót na boisko, nie zadzwonił do mnie nikt ze Związku. Nikt. Nie odebrałem ani jednego telefonu. Oprócz kolegów z kadry moją rehabilitacją interesował się tylko Daniel Castellani i bardzo go za to cenię. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i on mnie nie zawiódł.
Choć właściwie jeden telefon z PZPS był. Po 4 miesiącach, przed mistrzostwami Europy w Izmirze, zadzwonił do mnie Witold Roman, ówczesny menedżer reprezentacji. Nie dzwonił zapytać, jak się czuję, a poinformował mnie jedynie, że odebrano mi stypendium. Nie mam do niego pretensji, wykonywał polecenia. Mówię po prostu, jak było. Nie byłem zresztą jedynym reprezentantem, któremu odebrano stypendium podczas leczenia. I nie chodzi mi tu o pieniądze – tym bardziej, że po paru miesiącach, bez słowa i żadnej informacji, stypendia nagle wpłynęły na moje konto - a o zwykłą ludzką przyzwoitość i sposób traktowania kadrowiczów. Dla PZPS nie byliśmy partnerami, a bardziej niewolnikami.
W kadrze, w której byłem nikt nie grał dla pieniędzy. Związek może twierdzić, że zbijamy na grze w reprezentacji majątek, a tymczasem stypendia płaci nam państwo. Związek nie dokłada do nich nawet złotówki.
Przygotowania do mistrzostw świata w 2010 roku były najlepszymi, które przepracowałem. Dałem z siebie wszystko, wiele poświęcając, by dobrze przygotować się do najważniejszej imprezy. Problemem była strona psychiczna, bo tym razem grałem podczas przygotowań mało oficjalnych meczów.
Moja forma na mistrzostwach świata odbiegała od oczekiwań. Nie byłem w stanie pomóc kolegom i bardzo mnie to bolało. To było najtrudniejsze, do dziś ciężko mi się z tym pogodzić. Poświęcenie kilku miesięcy życia nie przyniosło żadnego skutku, ani dla kadry, ani dla mnie. Od działaczy PZPS nie oczekiwałem pocieszenia, ale to co mnie spotkało z ich strony po tym turnieju, było dla mnie szokiem. Obrzucono mnie błotem, usłyszałem, że już więcej nie dostanę powołania, że dla kadry się nie poświęcam. A przecież ci ludzie widzieli, jak pracowałem, ile z siebie dałem. Jak więc mam im znowu zaufać, skoro to ze mnie zrobili kozła ofiarnego po tych mistrzostwach?
Dochodzimy do bieżącego roku. W kadrze znów mnie nie było, a ta osiągnęła wielki sukces. Kibicowałem jej sprzed telewizora i cieszyłem się, że koledzy wskoczyli na podium. Nawet nie spodziewałem się, że po powrocie reprezentacji… dostanie się mnie. Nic złego nie zrobiłem, a już działacze wywołali dyskusję na temat Wlazłego. Zamiast się cieszyć i chwalić tych, co grali, mówili, że Wlazłemu nie będzie łatwo wrócić, że się będzie musiał starać. Nie można było po prostu zostawić mojego tematu? Zająć się tymi, którzy grali i którzy zasłużyli na wiele ciepłych słów?
Gdy ja wypowiedziałem się kiedykolwiek negatywnie o PZPS, szybko do mnie dzwoniono, że tak się nie robi. Wiem o tym, dlatego rozmowa o problemach kadry z prasą, była dla mnie zawsze ostatecznością. Ale ja jedynie chciałem, żeby realizowano wcześniejsze zobowiązania. Poza tym odczuwam, że PZPS działa inaczej, umiejętnie manipulując opinią publiczną. Wiele razy brakowało nam czegoś na kadrze, ale publicznie o tym nie mówiliśmy - tak zresztą powinno być. Potem sukcesy reprezentacji pozwalały zapomnieć o wcześniejszych kłopotach, działacze mogli wypinać pierś do orderów. A gdy przychodziły porażki, to nigdy nie były winą Związku. Działacze krytykowali wtedy najbardziej znanych zawodników, zdejmując z siebie wszelką odpowiedzialność. Wielu kibiców szło w ich ślady, specjalnie się nad tym nie zastanawiając. Uwierzcie, że sporo na tym ucierpiałem, ucierpiał też mój klub, PGE Skra.
Pozostaje jeszcze głośna jakiś czas temu sprawa „skarpetek Wlazłego”, którą też warto ostatecznie zamknąć i wyjaśnić. W reprezentacji nigdy nie grałem i nie będę grał dla pieniędzy. Po prostu wydawało mi się, że występując w kadrze powinno myśleć się tylko o treningu i o grze. Nie o sprawach organizacyjnych, nie o różnych detalach, jak czysty sprzęt treningowy. Zarzucono mi, że nie piorę własnych rzeczy – na kadrze nie ma na to czasu i chyba każdy to rozumie. Gdy dostajemy swój sprzęt po praniu dla całej drużyny, często zdarza się, że nie wszystko do ciebie wraca. Sprawa skarpetek pojawiła się, bo dostałem 5 par na ponad 2 miesiące. Gdyby powiedziano mi, żebym sam sobie kupił sprzęt, oczywiście bym tak zrobił. Tymczasem mówiono, że dostanę wszystko „następnego dnia”. Sprawa kupna ubrań jest zresztą utrudniona, bo nasze kontrakty wymagają, byśmy chodzili tylko w określonej marce, która ma kontrakt ze Związkiem. W przeciwnym razie PZPS i nam grożą kary, co jest zrozumiałe. Domagałem się tylko tego, byśmy dostali to, co powinniśmy. Dzień po wywiadzie o skarpetkach otrzymałem nagle 20 par, choć wcześniej przez kilka tygodni nie mogłem się doprosić choćby o jedną. Tylko wtedy już ich nie potrzebowałem, jechaliśmy na turniej… To wszystko są detale, ale one składają się na sukces. Gdy potem brakuje ci jednej piłki do zwycięstwa, zaczynasz myśleć, co mogłeś zrobić lepiej, czego ci zabrakło… Zresztą sprawa skarpetek nie była jedyną. Były zgrupowania na których długo nie dostawałem potrzebnego sprzętu, a tłumaczono to… zmianą kroju literki „p” w logo sponsora. Zdarzyło się, że przez dwa tygodnie zgrupowania nie dostawałem koszulki polo, w której przecież byłem zobowiązany chodzić i o którą wiele razy prosiłem! Tymczasem kiedyś, po artykule w gazecie na temat sprzętu, nagle wydano nam następnego dnia wszystko, czego potrzebowaliśmy. Ze starym logo. Okazało się, że sprzęt był i czekał… Przepraszam, ale ja takich zaniedbań zrozumieć nie potrafiłem.
Pierwszą osobą, która usłyszała to wszystko, o czym teraz piszę, był Andrea Anastasi. Powiedziałem Selekcjonerowi to wszystko na naszym spotkaniu w Bełchatowie i powiedział wtedy, że doskonale mnie rozumie i poczeka aż zmienię decyzję. Tymczasem dopóki w PZPS nie zmieni się podejście do człowieka, ja w kadrze nie zagram. Gdy odbywał się konkurs na trenera reprezentacji i najpoważniejszym kandydatem był Jacek Nawrocki, mój trener klubowy, powiedziałem mu to samo. Osoba szkoleniowca nie ma w tym przypadku znaczenia. Zwłaszcza, że nigdy nie powiedziałem i nigdy nie powiem, że nie chcę grać w kadrze. Chcę i to bardzo. Ale – przynajmniej na razie – nie mogę.
Dlaczego piszę to wszystko? Bo zniszczono moje marzenia. Bo czuję się kopany i poniewierany niesłusznie, choć rozmawiałem z Prezesem Przedpełskim o porozumieniu, zawieszeniu broni dla dobra dyscypliny. Powiedziałem co mnie boli, On uznał moje racje i mieliśmy nie prowadzić publicznej dyskusji. Stało się inaczej. Teraz zareagowałem, bo mam obawy, że po wypowiedziach prezesa Przedpełskiego niedługo nie odróżnimy siatkarskiej hali od niektórych stadionów piłkarskich. Szkoda, że ze wspaniałej atmosfery, która była naszym znakiem rozpoznawczym, może wiele nie pozostać. Nie podoba mi się, że związek rozmawia ze mną przez media ... Inne były warunki naszego porozumienia.
Działania Związku zrujnowały moje marzenia. Uwierzcie mi, że jeżeli gra w reprezentacji byłaby tylko zaszczytem i honorem, to na pewno bym w niej grał. Nie mam większych sportowych marzeń niż olimpijski medal, niż wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego z najwyższego stopnia podium. Niestety, coraz wyraźniej widzę, że nie będę miał możliwości tych marzeń zrealizować. I z pewnością nie jest to moja wina.
Pozostając z szacunkiem,
Mariusz Wlazły
PS. Tym oświadczeniem chciałbym ostatecznie zakończyć temat moich nieporozumień z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Nie ma sensu dalej rozdrapywać tych ran, zwłaszcza że Związek próbuje mnie przekonać, że sam odrzuciłem ich pomoc, co nie miało miejsca. Dla dobra dyscypliny skończmy wreszcie ten temat, niech każdy pójdzie swoją drogą. *inf. prasowa
1. Dodane przez kola, w dniu - 18-03-2012 20:22 , IP: 31.222.8.124 Niech Pan tylko nie żałuje ale spróbuje
|
2. Dodane przez ., w dniu - 14-02-2012 07:24 , IP: 79.190.55.42 I Tak go nie lubię. Na każdym kroku pokazuje swą wyższość, bo potrafi mocno uderzyć. :]
|
3. Dodane przez mark, w dniu - 18-01-2012 15:03 , IP: 89.174.147.45 szanowny ha ha ha niestety nie jestem z rodziny ani z bełchatowa ,ale miałem podobne problemy z zarządem i dotyczyły tego samego problemu co Wlazły dokładnie chodzi o syna . Chodzi też na siatke ,niecały rok temu skręcił paskudnie kostke na treningu (musze dodać że za zajęcia place niewiele bo niewiele ale jednak) i co? Zamiast wezwać pogotowie zadzwonili do mnie żebym go odebrał bo sie potukł.Przez 2 miesiące przechodził rechabilitacje i nikt sie nim nawet nie zainteresowal.Szlak mnie trafił jak po kilku miesiącach przyszło mi wezwanie do zapłaty za owe treningi na które ponoć uczeszczał .Niechcesz wiedzieć ile mnie to nerwów kosztowało wyjaśnienie owych treningów>na szczęście albo nie syn nie zraził sie i dalej zaczoł chodzić na treningi(dodam że jest to klub drugoligowy) może teraz zrozumiesz dlaczego mnie to nazywanie CWANIAK WLAZŁY zdenerwowało jedno co mnie u wlazłego denerwuje to to że traktuje SKRE jagby to był jedyny zespół a reszta to jakieś zlepki śmieci z poszanowaniem mark
|
4. Dodane przez hahaha, w dniu - 16-01-2012 14:37 , IP: 89.230.107.153 mark widać że jesteś kimś z rodziny lub z belchatowa mijasz się z prawdą
|
5. Dodane przez mark, w dniu - 16-01-2012 14:25 , IP: 89.174.147.45 cwaniak nie cwaniak swoje zrobił (aluzja do postu poniżej) a coś ty przeżył żeś taki cwany pewno siedzisz na tatusiowym i ważniaka udajesz
|
6. Dodane przez Fame, w dniu - 06-01-2012 22:45 , IP: 99.230.142.143 Mariuszu, ze swojej strony, dziekuje za wszystkie emocjonujace i radosne chwile na parkiecie, ktorych byles Autorem. Licze, ze wrocisz do swojej najlepszej formy i jednak spelnisz swoje marzenia, a na temat Zwiazku Siatkowki... nie bede sie nawet wypowiadac (daleko szukac, patrz PZPN :( Pozdrawiam
|
7. Dodane przez czy było już oświadczenie PZPS, w dniu - 22-12-2011 09:12 , IP: 89.72.117.249 Zaraz po oświadczeniu Mariusza, poproszony o komentarz Prezes PZPS, nie powiedział nic konkrektnego. Stwierdził że oświadczenie będzie później , bo trzeba sprawdzić sczegóły. Nie wiem czy przeoczyłam to oświadczenie , czy też to sprawdzanie trwa tak długo. Jeśli ktoś słyszał o tym oświadczeniu, to proszę o linka, bo chciałabym do końca wyrobić sobie swoje zdanie.
|
8. Dodane przez fRANEK, w dniu - 18-12-2011 07:12 , IP: 89.231.81.112 To taki sam związek jakPZPN. Mariusz ma rację.
|
9. Dodane przez sere, w dniu - 05-12-2011 18:14 , IP: 77.114.199.151 Trzymaj się! Jesteś super człowiekiem przez duże S.
|
10. Dodane przez aga, w dniu - 26-11-2011 12:27 , IP: 83.21.40.38 O takim stanie rzeczy mówił już trener Serwiński .Szkoda że inni trenerzy siedzą cicho.Wlazłego przypadek nie jest oosobniony bo o takim przedmiotowym traktowaniu mówi sie lecz tego tematu jakby baly się media.
|
11. Dodane przez Glaca, w dniu - 24-11-2011 19:25 , IP: 188.47.7.135 Wszędzie ludzie pchają się tylko dla kasy, zauważ. Jeśli jedak nie, to owy niewielki odsetek ludzi z pasją jest niezauważalny.
|
12. Dodane przez Lozano, w dniu - 22-11-2011 09:17 , IP: 109.243.69.215 PZPS, PZPN, itp. to koryta w których siedzi duża liczba osób tylko DLA KASY i do tego nie mają odpowiednich kompetencji i chęci do działania dla dobra zawodników i całego staffu. Na tak wysokim poziomie jak kadra narodowa nie powinno dochodzić do sytuacji rodem z szkolnego SKS-u. Przedpełski powinien pociągać do odpowiedzialności związkowców którzy zaniedbali swoje obowiązki a nie chronić ich przerzucając winę na zawodników i niszcząc kadrę narodową. KADRA TO ZAWODNICY a urzędnicy mają tylko zapewniać im warunki a nie stawiać się na pierwszym miejscu...chyba że Przedpełski jest lepszy od Wlazłego w siatę.
|
13. Dodane przez mały, w dniu - 21-11-2011 14:25 , IP: 194.181.138.10 coś jest na rzeczy..., PZPS też nie jest bez winy, ale myślę że leży ona po środku. Przecież Mariusz Wlazły, może olać jednego, drugiego prezesa i zagrać dla nas, kibiców, kolegów z reprezentacji i tego orzełka który jest ale nikt go nie widział ;)
|
14. Dodane przez kropka, w dniu - 20-11-2011 19:01 , IP: 84.140.146.252 brakuje ciebie w kadrze . dla mnei zawsze bedziesz numerem jeden , jestes wspanialym zawodnikiem . kibice cie kochaja.
|
15. Dodane przez ooojjj, w dniu - 16-11-2011 10:27 , IP: 46.170.39.93 O takich zawodników jak Wlazły, Gruszka, Winiarski, Pliński i pozostałych...PZPS powinna zapewnić odpowiednią pomoc. w PZPS Siedzą i płaszczą tył.. i umywają ręce. Ale tak jest najłatwiej zwalić odpowiedzialność na zawodnika,wpłynąć na jego ambicję. Niedługo będziemy mogli postawić znak równości pomiędzy PZPS a PZPN. (
|
16. Dodane przez DZIK, w dniu - 25-10-2011 08:56 , IP: 194.206.156.73 Ręce opadają. No comment for MW i PZPS.
|
17. Dodane przez at, w dniu - 24-10-2011 19:02 , IP: 89.74.176.154 mariusz możesz pisać że związek cię olał tak samo może powiedzieć Karol Bielecki ale on reprentacji nie odmówił a związek też go olał.Nie ma dla mnie wytłumaczenia bo jesli Karol Bielcki moze grać bez oka to ty tym bardziej
|
18. Dodane przez jojo, w dniu - 24-10-2011 09:04 , IP: 83.10.247.84 mam nadzieję ze nie będzie takiej sytuacji ze inni zawodnicy namęcza sie, wywalcza kwalifikacje na IO a poźniej Mariuszek dojdzie do wniosku ze sytuacja w PZPS się poprawila i on moze grac w kadrze, przestanie byc obrazony i pojedze na olimpiadę.
|
19. Dodane przez r, w dniu - 23-10-2011 22:02 , IP: 83.22.173.247 http://www.mistrzowiesportu.pl/Siatkowka/Wlazly-Lozano-ma-mnie-przeprosic,artykul,35192,1,282.html
|
20. Dodane przez kropka, w dniu - 23-10-2011 22:00 , IP: 89.174.127.137 "Nie mam większych sportowych marzeń niż olimpijski medal, niż wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego z najwyższego stopnia podium." Mazurek na innych imprezach niż IO lub MŚ go nie kręci? Kiedy to ostatnio pan Wlazły grał w ME? Kto ma zdobyć kwalifikację na olimpiadę? Kurek, Kubiak i spółka? Oni nie ulegają kontuzjom? To oświadczenie nic nie tłumaczy, poza tym, że Wlazły ma problem z wybujałym ego i, być może, wystraszył się ostracyzmu ze strony kibiców. Nie mam zamiaru bronić PZPS, ale Wlazły powinien zastanowić się najpierw nad sobą, czy jest w porządku wobec kolegów z reprezentacji i selekcjonera. O kibicach nie wspomnę.
|
21. Dodane przez 000, w dniu - 23-10-2011 19:28 , IP: 83.26.242.23 za gwizdy jeszcze nikt nikogo nie zamyka. Dzialacze PZPS mają swoje za uszami ale to nie jest powod odmowy gry w reprezentacji. Koniec kropka.
|
22. Dodane przez olo, w dniu - 23-10-2011 19:26 , IP: 83.26.242.23 ale z tego Mariuszka rozkapryszony dzieciak
|
23. Dodane przez fan polski, w dniu - 23-10-2011 19:18 , IP: 83.17.215.218 @000 masz na myśli kibiców piłkarskich? Za ich zachowania już się zamyka ludzi :)
|
24. Dodane przez 000, w dniu - 23-10-2011 18:52 , IP: 83.26.242.23 Mariusz ma prawo odmówić gry w reprezentacji a kibice maja prawo zamanifestować co o tym sądzą. Znam bardziej wulgarne zachowanie niz gwizdy.
|
25. Dodane przez Kokos, w dniu - 23-10-2011 17:34 , IP: 77.253.18.158 Serbowie pokazali jak się można dogadać. Ivan pojawił się w kadrze na finały ME i został MVP. Każdy zawodnik zasługuje na opiekę PZPS ( to taki psi związku obowiązek ) Mariusz jest dobry , bardzo dobry i oczekuje profesjonalnego traktowania. Może Panie Prezesie mniej opalania więcej pracy.
|
Strona 1 z 12 |