Iwan Zajcew: Z pozycją rozgrywającego mi nie wyszłoReprezentacja Rosji w Wiedniu medali nie zdobyła, aczkolwiek jeden z Rosjan srebrnym medalistą Mistrzostw Europy 2011 został. Mowa tutaj o Iwanie Zajcewie.
22-letni Iwan jest synem słynnego mistrza z igrzysk olimpijskich w Moskwie 1980, Wiaczesława Zajcewa. Oczywiście, srebro, to nie jest to, na co dzisiaj liczyliśmy, – powiedział po finale Zajcew. - Wrażenia też pozostały niezbyt dobre, i jeszcze serbscy kibice nas wygwizdali… Z drugiej strony, po sześciu latach bez medali drugie miejsce, – to dla Italii niewątpliwy sukces. Jak Pan się w ogóle znalazł w reprezentacji Włoch? Przecież to, że Pan się urodził we Włoszech to trochę za mało… Urodziłem się rzeczywiście we Włoszech, dlatego, że ojciec w tych latach występował w miejscowym Spoleto. Potem pojeździliśmy całą rodziną po Europie – znowu w ślad za ojcem: szwajcarskie Lugano, Bratysława… Mając siedem lat przyjechałem do Sankt-Petersburga, gdzie poszedłem do szkoły i jednocześnie zacząłem zajmować się siatkówką. A w wieku 9 – 10 lat wróciłem do Włoch. Zawodową karierę zacząłem w Perugi, gdzie byłem drugim rozgrywającym. Potem były Roma i Latina. Po czym zmieniłem pozycję rozgrywającego na przyjmującego i wróciłem do Romy. W 2008r dostałem obywatelstwo i z początku grałem w barwach Italii w siatkówkę plażową. Niezbyt poważnie, – chociaż brałem udział w światowych rozgrywkach. A przed Ligą Światową 2010 otrzymałem od Andrei Anastasiego pierwsze zaproszenie do włoskiej reprezentacji w klasycznej siatkówce. I w tym też roku zagrałem na mistrzostwach świata. Pańskiego ojca uważa się za jednego z największych rozgrywających w historii. Dlaczego zmienił Pan pozycję? W Latinie miałem nieudany sezon – zagrałem wszystkiego 7 meczy na początku sezonu, mocno usadowiłem się na ławce. I kiedy przeszedłem do Romy w 2009r podjąłem decyzję, żeby zostać przyjmującym. Tak, więc relacje z pozycją ojca mi się nie ułożyły (uśmiecha się). Na chwilę obecną jest Pan podstawowym przyjmującym reprezentacji Włoch i miał Pan znaczący wkład w zwycięstwo w pierwszym secie meczu finałowego z Serbią… Prawda, nie rozumiem, dlaczego mnie wobec tego zmienili (śmieje się). Pewnie, dlatego, że to był pierwszy finał dla większości zawodników i dla trenera. Co stało się po tym jak wasza drużyna prowadziła 1:0? (Milczenie). Nie wiem. Z jakichś przyczyn nie wyglądało to już tak dobrze jak w pierwszym secie. Stawiamy na zagrywkę i bardzo silny blok, ale w drugiej partii gra się nie układała. A Serbowie świetnie atakowali z wysokich piłek – takie uderzenia bardzo trudno przyjąć. Dodatkowo sporny sędziowski gwizdek, kiedy odnotowali u nas dotknięcie bloku po ataku Nikića… W ogóle, w naszych działaniach pojawiło się zamieszanie i mecz w zasadzie się zakończył. Czy Serbowie nie czuli się zmęczeni po trudnym półfinale z Rosją? Mówiono nawet, że w sobotę dla uczczenia zwycięstwa poszli do baru… Nie wiem nic o łamaniu przepisów, ale Serbowie tak naprawdę nie mieli czasu, żeby odzyskać siły, w końcu finału ledwie powłóczyli nogami. Niestety, to im wystarczyło, żeby z nami wygrać. W Rosji bywa Pan pewnie rzadko – tylko w czasie urlopu? A jest on u nas – ten urlop? (Śmieje się). W tym roku był tylko tydzień – spędziłem go na Sycylii. To był jedyny odpoczynek w ciągu dwóch lat. Z klubu do reprezentacji, potem z powrotem do klubu… Przerwa między dwoma drużynami, – to zaledwie parę dni. Tak samo jest i teraz, po mistrzostwach Europy pora przygotowywać się do sezonu. Ale kiedyś trzeba się wybrać do Rosji. Tam są babcie, dziadkowie… A Pana ojciec na mistrzostwa Europy nie przyjechał? Niestety nie. Wcześniej był asystentem Gienadija Szipulina w Biełgorodzie, ale niedawno został trenerem woronieżskiego Kristala i teraz jest zajęty w nowym klubie. Ostatni raz widzieliśmy się w ubiegłym roku, na mistrzostwach świata. Ja gram, on trenuje… U obojga bardzo napięty grafik. To przykre oczywiście. Ale to nasz wybór. Ja teraz jestem już w takim wieku, że pora oddzielić się od rodziców i założyć własną rodzinę. Są jakieś postępy w tym kierunku? Ma Pan kogoś na myśli? Tak, są. Myślę, że za parę lat się ożenię. Pana wybranka jest Włoszką? W połowie Włoszką, w połowie Irlandką. To znaczy, że apenińskie dziewczyny są Panu milsze od rosyjskich piękności? Wychodzi, że tak (śmieje się). Źródło: Sport-Express
1. Dodane przez Sadomasło do "pro", w dniu - 21-09-2011 14:12 , IP: 83.6.194.189 Tak się zdarza, kiedy za długo przytrzymam "Alt", geniuszu. Na marginesie, jeżeli chciałeś pokazać moje słowotwórstwo, powinieneś ubrać cały wyraz w cudzysłów, nie tylko omyłkową literę.
|
2. Dodane przez Tom, w dniu - 21-09-2011 11:09 , IP: 82.160.92.22 ... Zajcew? ten od Ekstradycji... co go Rywin załatwił
|
3. Dodane przez pro do Sadomasło, w dniu - 21-09-2011 10:46 , IP: 87.205.82.2 społ"ę"cznymi? ftw
|
4. Dodane przez lemanus, w dniu - 21-09-2011 08:24 , IP: 193.203.47.121 pamietam go jak w sezonie 2005/2006 grał przeciwko Skrze w LM (tzn. stal w kwadracie Perugii) bo wtedy w niezlej formie byl pierwszy rozgr. Paolo Tofoli:) Mocno sie zdziwilem jak pare lat pozniej zobaczylem go jak gra na przyjeciu:) Jak mozna bylo z taka petarda w łapie probowac grac na rozegraniu?!:)
|
5. Dodane przez Sadomasło, w dniu - 21-09-2011 08:23 , IP: 83.6.194.189 Obie formy są poprawne. "Meczy" stosuje się coraz rzadziej, dlatego ta forma jest wypierana przez "słownikarzy" zgodnie z oczekiwaniami społęcznymi. "Meczy" ciągle jest formą szeroko przyjętą np. na Podlasiu.
|
6. Dodane przez mmm, w dniu - 20-09-2011 21:33 , IP: 83.11.45.11 "meczów", nie "meczy"!
| |