Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel: Mamy lepsze i gorsze dniWiadomo, jesteśmy tylko ludźmi, są gorsze dni, są lepsze, tak w jak życiu. Nie ma ludzi idealnych; niekiedy ktoś musi wybuchnąć - mówią o wzajemnych relacjach najlepsi polscy siatkarze plażowi w wywiadzie dla "Sportu".
Małgorzata Gotowiec: W tym sezonie jesteście prawdziwą sensacją na arenie międzynarodowej. To zasługa pracy, czy talentu? Grzegorz Fijałek: Jesteśmy w trakcie trzeciego sezonu w seniorskiej siatkówce plażowej. Nie ma takiej pary, która po jednym sezonie gry byłaby w czołówce. Nawet ci najbardziej utalentowani muszą pewną drogę przejść, nabrać doświadczenia, ostro trenować... Wyniki zaczynają przychodzić po pewnym czasie. Cierpliwość i praca. A talent? Pewnie też. Wszystko razem trzeba zebrać i cierpliwie poczekać. Trzeba czasu, aby się przebić, bo par jest coraz więcej. Rywale mówią o was, że macie znakomitą technikę. Mariusz Prudel: Jesteśmy najniższą parą, więc trzeba te różnice wzrostu czymś innym nadrabiać. Technika ułatwia grę, ale nie ma tak, że jesteśmy doskonali. Praca i jeszcze raz praca, w samozachwyt nie wpadniemy. Pracujecie z psychologiem? Grzegorz Fijałek: 70 procent w siatkówce plażowej to głowa, ale na razie z psychologiem nie pracujemy. Mówią, że mam dobrą psychikę i chyba tak jest, gdyż w meczu nie panikuję, gdy coś nie idzie tak jak powinno. Były rozmowy, czy przyda nam się fachowa pomoc. Na tym najwyższym poziomie rozgrywek może to być wskazane, ale na razie nie ma takiej potrzeby. Macie czasami siebie dość? Mariusz Prudel: Różnie to bywa, ale najważniejsze jest, że obaj wiemy co do nas należy, co mamy robić. Wiadomo, jesteśmy tylko ludźmi, są gorsze dni, są lepsze, tak w jak życiu. Nie ma ludzi idealnych; niekiedy ktoś musi wybuchnąć. * Więcej w "Sporcie"
|