Kinga Kasprzak: Gra się nam układa- Reprezentacja to dla mnie nowe doświadczenie, ale skoro jestem potrzebna, chcę pomóc drużynie - zapewnia Kinga Kasprzak, przyjmująca reprezentacji Polski.
Swoją przygodę z reprezentacją Kinga Kasprzak rozpoczęła już rok temu, gdy dostała powołanie od trenera Jerzego Matlaka. Okazji do zaprezentowania się szerszej publiczności w biało-czerwonej koszulce jednak nie miała. Po pierwszym sezonie spędzonym w Muszyniance, okraszonym mistrzostwem i Pucharem Polski, znów dostała szansę na grę w narodowej drużynie. Z bardzo dobrej strony zaprezentowała się już w Pucharze Jelcyna w Jekaterynburgu oraz w sparingowych spotkaniach z Japonią. Wygląda na to, że także podczas turniejów World Grand Prix będzie podstawową przyjmującą.
Puchar Jelcyna i sparingi z Japonkami to wystarczające przetarcie przed World Grand Prix? Kinga Kasprzak: Wydaje mi się, że tak. W Jekaterynburgu rywalizowałyśmy z czołowymi drużynami globu, choć podobnie jak one nie byłyśmy w najsilniejszym składzie. Japonia to brązowy medalista ostatnich mistrzostw świata i to było widać w meczach w Węgierskiej Górce. Jestem spokojna, bo prezentujemy nową grę, dużo szybszą. Czasem jeszcze trochę się gubimy, bo to jest dla nas, atakujących zawodniczek nowe. Jeszcze nie do końca rozumiemy rozegranie i spóźniamy się z wyskokiem. Trzeba do tego podejść spokojnie, z chłodną głową. Wszystko będzie wychodziło. Teraz jest tak, że mamy nowego trenera, który zmienił styl gry. To jest do dopracowania; musimy się dotrzeć, a przede wszystkim zacząć się rozumieć na boisku. Będzie dobrze, bo taka gra - jeśli się ją dobrze zrozumie - naprawdę owocuje wieloma punktami. Warunek? Dobre przyjęcie, a tego zabrakło ostatnio z mojej strony. Dwa tygodnie, które pozostały do WGP, to dostateczny czas dla pani i całej drużyny? - Chyba tak, bo proszę mi wierzyć, że gra na treningach wygląda już bardzo fajnie. To też nie jest tak, że jak ktoś zmienił styl gry, to my uczymy się grać w siatkówkę na nowo. Po prostu trzeba się do pewnych rzeczy przyzwyczaić, popatrzeć na nie z boku, chłodno ocenić i pracować bez żadnej nerwowości. Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. Jak się układa współpraca z trenerem Alojzym Świderkiem? - Bardzo dobrze. Treningi są wyczerpujące, trener bardzo dużo od nas wymaga. To jest osoba, która poświęca czas na to, żeby nam zawsze wytłumaczyć, co i jak zrobiłyśmy źle. Po każdej akcji szuka błędów i stara się je wskazać, żebyśmy mogły tego uniknąć w sytuacji meczowej. To jest dla mnie bardzo pozytywne, bo wniosło dużo nowego do mojej gry. Nie mam odniesienia do trenera Matlaka, bo z nim pracowałam tylko rok, inne dziewczyny mogłyby powiedzieć coś więcej. To są nowe doświadczenia, nowe wyzwania, a ja zawsze jestem otwarta na pracę. *Więcej przeczytasz w serwisie sports.pl źródło: sports.pl
|