Michał Mieszko Gogol: Zasłużyliśmy na to, żeby być w czwórceTuż po ostatnim meczu Final Eight LŚ 2011 Michał Gogol, członek sztabu szkoleniowego polskiej kadry, specjalnie dla volley24 zanalizował przyczyny sukcesu Polaków i Rosjan, a także opowiedział o swojej przynależności klubowej w nowym sezonie PlusLigi.
Ola Piskorska: Czy spodziewał się pan zwycięstwa Polski w meczu o brąz i to w trzech setach?
Michał Gogol: - Udał nam się dzisiaj dzień na zagrywce, zagrywaliśmy bardzo dobrze i to przełożyło się albo wprost na punkty albo na punkty zdobywane blokiem i obroną. Z drugiej strony argentyński atakujący Pereyra miał dziś bardzo nieudany dzień i na pewno jego słaba postawa miała wpływ na wynik meczu. My swoją drogą wyciągnęliśmy wnioski z naszego pierwszego meczu i nie daliśmy poszaleć, szczególnie w kontrataku, Conte, który poprzednio nam mnóstwo piłek po prostej po bloku powybijał. Teraz byliśmy na te jego techniczne zagrania i na jego ataki z szóstej strefy dużo lepiej przygotowani. Ale podstawą była dobra zagrywka. A najważniejsze było to, że w tym meczu byliśmy prawdziwą drużyną, nasza gra była sklejona, nie graliśmy chaotycznie, płynnie przechodziliśmy do ataku po obronie, cały nasz system gry idealnie funkcjonował.
Powszechnie chwalony De Cecco zagral w tym meczu dużo słabiej niż dotąd, pana zdaniem to z powodu złego przyjęcia czy zbyt dużej presji?
- W rundzie interkontynentalnej Argentyńczycy grali bardzo dobrze, tak samo zagrali też pierwsze trzy mecze tutaj, a mecz z nami o brązowy medal nie wyszedł żadnemu z nich, nie tylko De Cecco. Ale ta drużyna za kilka lat może rządzić tak jak dzisiaj rządzi Brazylia, to są młodzi zawodnicy z ogromnym potencjałem i do tego już bardzo zgrani. Widziałem ich 2 lata na MŚ juniorów w Indiach i już wtedy zrobili na mnie duże wrażenie. Faktycznie w tym składzie dotarli tak wysoko po raz pierwszy, może ta presja była dla nich trudna. Ale jestem pewien że za kilka lat to będzie jedna z najlepszych drużyn na świecie. A co do samego De Cecco to jest to ogromny talent poparty ciężką pracą. On już gra niesamowicie, bardzo niekonwencjonalnie, dostosowuje swoją grę do tych zawodników których akurat ma do dyspozycji, potrafi wystawić szybką i dokładną piłkę dołem przez plecy. A ma zaledwie 23 lata, większość klasowych rozgrywających jak Ball, Grbic osiągala swoje największe sukcesy dopiero po trzydziestce, dlatego myślę, że wszystko jeszcze przed nim. Ma potencjał, żeby być najlepszym rozgrywającym na świecie.
Przejdźmy do meczu finałowego. Czy Rosja zasłużyła na ten złoty medal pana zdaniem?
- Zdecydowanie tak. Pracowali na ten sukces ciężko przez cały turniej, nie tylko w tym ostatnim meczu.
Czym oni głównie wygrali ten mecz?
- Zagrywka i blok przede wszystkim, to zawsze dwa kluczowe elementy. Ale pokazali też, że mają dobrych zmienników, bardzo podobało mi się wejście Butko. Ten rozgrywający wcześniej nie grał jakoś porywająco ani nie grał w meczach o stawkę, a tu wszedł i poprowadził zespół do bardzo ważnej wygranej i to przeciwko Brazylii. I zagrał bardzo dobrze! Myślę, że tym meczem pozbył się etykietki tego wiecznie drugiego i gorszego od Grankina, zagrał odważnie, mądrze i skutecznie. Drugim ważnym elementem były błędy, Brazylia przez cały turniej popełniała jak na siebie bardzo dużo błędów własnych i w tym meczu również. Mieli spore problemy z przyjęciem, zresztą Sergio przez cały turniej nie grał na swoim normalnym poziomie. Z kolei Murilo przy najważniejszych piłkach zawodził.
Trener Rezende przyznał, że również Vissotto, choć już zupełnie zdrowy, jest daleki od swojej optymalnej formy.
- Tak, Vissotto zdecydowanie był bez formy. Mogło brakować mu grania przez tę wcześniejszą kontuzję. Ale podobała mi się bardzo gra brazylijskich środkowych, Lucas i Sidao przez cały turniej to były najjaśniejsze punkty swojego zespołu. Świetnie zagrywali, blokowali i atakowali. W ataku byli po prostu nietykalni! Półfinał z Argentyną Brazylia wygrała właśnie środkiem. Oni grają niebywale szybko pierwsze tempo, a Lucas może zaatakować wszędzie z takim samym ustawieniem ciała, więc właściwie nie da się ich zablokować czy podbić.
Czy ma pan poczucie, że ten historyczny brązowy medal zrekompensował wam te 8 tygodni niezwykle ciężkiej pracy?
- Tak, mam ogromną satysfakcję, że nasza praca się do tego sukcesu przyczyniła, że nie poszła na marne. Trzeba dodać, że trochę szczęścia na tym turnieju mieliśmy, pomogli nam Bułgarzy po tym jak Włosi nas zmasakrowali zagrywką. Ale w sporcie fart też jest niezbędny! A w półfinale swoją dobrą grą przeciwko Rosji i potem bardzo dobrą przeciwko Argentynie pokazaliśmy, że jesteśmy jednak drużyną klasową i zasłużyliśmy na to, żeby być w tej czwórce.
To zmieniając temat na bardziej osobisty: Częstochowa czy Rzeszów?
- Nie wiem. Jest 10 lipca, a ja wciąż nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Ale miejsce w sztabie częstochowskim i miejsce w sztabie rzeszowskim wciąż na pana czeka?
- Wydaje mi się, że tak. Ja decyzję podjąłem, chciałbym odejść do Rzeszowa, żeby się rozwijać, spojrzeć z innej perspektywy, w innym systemie pracy. Owszem, tam nie byłbym drugim trenerem i to jest jedyny, choć na pewno bardzo poważny minus.
Będzie pan w stanie jeszcze wrócić z ławki, ze środka drużyny, na krzesełko za bandami?
- Wierzę, że tak. Myślę, że jak ktoś naprawdę chce się rozwijać, to czasem warto w tym celu zrobić krok wstecz, żeby pójść dwa kroki naprzód. I wierzę, że kiedyś wrócę do Częstochowy, ale w innej roli, bo w tej, w której jestem teraz, ciężko mi się dalej rozwijać. Potrzebuję bodźców z zewnątrz, motywacji, stawiania poprzeczki wysoko. W Częstochowie to ja sam sobie stawiam pewne cele, że to mógłbym zrobić lepiej i tamto mógłbym zrobić lepiej ale to mi nie wystarcza. Na przykład teraz w kadrze w naszym sztabie szkoleniowym trwała nieustająca burza mózgów, ciągle każdy miał jakieś pomysły i w efekcie mi również przychodziły do głowy zupełnie nowe rozwiązania.
Skoro pan już podjął decyzję, to co stoi na przeszkodzie?
- Ważny kontrakt z AZSem, oczywiście! Dlatego jest możliwe, że zostanę w Częstochowie i taką sytuację też zaakceptuję. Podpisałem umowę i jeżeli będzie trzeba, to się z niej wywiążę, będę robił wszystko, żeby AZS grał jak najlepiej. Teraz oba kluby negocjują między sobą a ja czekam na rezultat tych rozmów.
Rozmawiała Ola Piskorska
1. Dodane przez azsiak, w dniu - 22-07-2011 09:47 , IP: 80.48.119.250 Michał !! Zostań w Częstochowie. Potrzebujemy ciee .
|
2. Dodane przez vugu, w dniu - 13-07-2011 09:48 , IP: 83.15.232.202 nie porównuję gry zespołów z poszczególnych okresów tylko sposób osiągnięcia sukcesu ( uszło uwagi ? ) . To czy pózniej coś ugrała czy nie jest nieistotny - nie wiesz co ta ekipa ugra . Dla każdego sportowca sposób pokonania drugiego sportowca i co on sobą reprezentuje jest istotne tak samo jak sposób osiągnięcia sukcesu w pracy . można stanąć przed lustrem i sobie odpowiedzieć czy jestem z tego zadowolony bardziej czy też mniej bo przy okazji padło ileś tam trupów . Wracając do LŚ : otóż jest istotne ( dla Ciebie jak widać nie bardzo - liczy się medal ) czy do finałów weszliśmy walcząc w eliminacjach czy też dostaliśmy je w prezencie . Jest także istotne czy nas '' wylosowano '' czy też wepchnięto do słabszej grupy i w sumie jest istotne czy ten medal został osiągnięty w sportowej walce czy też nas w niego wmanewrowano . Dla Ciebie nie ma różnicy - dla mnie jest .
|
3. Dodane przez mils, w dniu - 12-07-2011 15:41 , IP: 83.6.79.193 Oj vugu ty jednak trochę marudzisz. Nie ma sensu ciągłe zawracanie do 2006 roku. Dawno to było. I ciągłe porównywanie do gry tamtego zespołu jest bez sensu. Zwłaszcza,że poza tym medalem, grupa naszych ówczesnych orłów nigdy nic więcej nie ugrała. Więc może to tamten sukces zbyt przeceniliśmy? Potem były ME i srogie baty. A mistrzami zostali Hiszpanie. Ani razu nie było podium LŚ. Co do ME 2009 to przypominam, że też było pełno narzekania że wygraliśmy, bo nasza grupa była taka łatwa. Czyli też nam się nie należało? Według takiej filozofii, to może powinniśmy wygrywać wszystko od początku do końca i najlepiej 3:0 w każdym meczu. Wtedy dopiero będzie wiadomo,że zasługujemy??? Nikt tutaj nie twierdzi, że graliśmy w tej LŚ na niebotycznym poziomie. Ale gadanie,że na miejsce w czwórce zasłużyliśmy tylko kasą, to jednak przesada. Bo co by nie mówić, to nikt nam tutaj spotkania nie podarował. Trochę szczęścia było. Pierwszy raz widzę,żeby ktoś na szczęśliwe okoliczności narzekał. Nasza gra w fazie grupowej była niedoskonała, ale ambitna. A w final8 były przynajmniej dwa nasze dobre mecze i dwa średnie, ale za to wygrane. Więc w sumie cztery. Ten z Rosjanami pokazał nam nasze braki, ale to był dobry mecz, na przyzwoitym poziomie. I ten ostatni z Argentyna też. Twój problem jak nie jesteś tego pewien. Jak widzę ty byś chętnie ten medal komuś oddał za domniemane zasługi. Ciekawe komu? Dlaczego w takim razie ktoś naszej \"marnej\" drużyny jednak nie ograł? No tak...szczęście, sędziowie, presja kibiców i tysiąc innych argumencików, które dla naprawdę dobrej drużyny takiej jak Rosja nie miały jednak znaczenia. Mimo szalejących kibiców pokonali nas w czystej grze. Skoro tego nie potrafili zrobić Bułgarzy, ani Argentyńczycy, to znaczy że aż tacy dobrzy nie są. Siła drużyny to nie tylko technika.
|
4. Dodane przez vugu, w dniu - 12-07-2011 13:55 , IP: 83.15.232.202 jako nieudacznik twierdzę , że widziałem tylko jeden dobry mecz w naszym wydaniu ale nie jestem pewien czy akurat był dobry czy Argentyna zagrała kiepsko . To nie ma nic wspólnego z malkontenctwem , raczej z realnym spojrzeniem w jaki sposób to wykonano . Widzę wyrazną różnicę w sposobie w jaki osiągnięto v-ce mistrzostwo swiata w 2006 r , złoto na ME a brąz obecnie . To nie jest to samo ani nawet podobne . Co do organizacji ok reszta to rozpaczliwy ratunek tego co było polskiej siatkówce dobre jeszcze parę lat wcześniej za Lozano . Windowanie do góry za pieniądze a nie za wynik sportowy .
|
5. Dodane przez sumit, w dniu - 12-07-2011 13:40 , IP: 82.177.68.148 F.I.O.U,T w 1000% popieram, ale u nas jak zwykle ,,znaFcy" wiedzą lepiej.
|
6. Dodane przez F.I.O.U.T, w dniu - 12-07-2011 13:07 , IP: 46.112.112.53 Odwalcie się od Michała i reprezentacji. Jak to jest, że mamy tylu malkontentów? Zamiast się cieszyć, że w końcu w LŚ coś osiągneliśmy to wiecznie macie jakieś pretensje. A to, że turniej w Polsce, a to słaba grupa, a to przeciwnik nie w formie, a to "mieliśmy szczęście". Skoro finał LŚ był u nas to znaczy, że jesteśmy jednym z niewielu Państw gdzie takie coś można zrobić. Jeśli zajeliśmy 3 miejsce to znaczy, że na nie zasłużyliśmy czy to Wam się podoba czy nie. Nagle znalało się tylu siatkarskich ekspertów? Każdy jest mądry do krytyki. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że takie komentarze piszą zazwyczaj nieudacznicy, którzy niczego nie osiągneli. Czapki z głów i swoje uwagi zatrzymajcie następnym razem dla siebie!
|
7. Dodane przez vugu, w dniu - 12-07-2011 07:44 , IP: 83.15.232.202 na miejsce w 4-ce zasłużyliśmy tylko i wyłącznie kasą wydaną na organizację turnieju a nie poziomem gry . Do finałów nas wciśnięto z 3 miejsca a w finałach tylko jeden dobry mecz - więc na 4-kę nie zasłużyliśmy i pan Gogol wie o tym bardzo dobrze .
|
8. Dodane przez vugu, w dniu - 12-07-2011 07:40 , IP: 83.15.232.202 ... udała nam się zagrywka . I dopóki będzie się UDAWAĆ to niewiele z tego będzie . Dlaczego wieżowcy z Rosji nie mają z tym jakichkolwiek problemów ? Dlaczego u nas są tylko balony ?
|
9. Dodane przez frikumiku, w dniu - 11-07-2011 22:11 , IP: 85.202.149.244 resoviaczek....szkoda gadac wielki mi ekspert..
| |