siatkówka

Siatkówka

- wiadomości

Redaktor: Ola Piskorska   
2011-04-10 14:01:01

Image
Jakub Bednaruk: Nie czuję się spełniony cz.I

W pierwszej części wywiadu dla volley24 były rozgrywający wielu znanych klubów, a obecnie drugi trener AZS Politechniki Warszawskiej opowiada m.in. o plusach i minusach życia sportowca oraz o różnych aspektach przejścia z bycia zawodnikiem na bycie trenerem.

Ola Piskorska: Zacznijmy od pytania, które nurtuje wielu kibiców. Dlaczego Diabeł?

Jakub Bednaruk: - To absolutnie nie jest związane z moim charakterem (śmiech). Jak przyjechałem do Radomia w wieku 20 lat, miałem trochę dłuższą brodę i akurat takie różki mi się zrobiły na głowie, odwoziłem Artura Maroszka do domu i jego żona, która mnie wtedy widziała pierwszy albo drugi raz, mówi: „o jaki diabeł”. Adaś Nowik mówił też na mnie „Karramba” i „Hiszpan”, ale Diabeł się jakoś przyjęło, przyzwyczaiłem się do tego bardzo i nawet ludzie, którzy mnie mniej znają potrafią tak powiedzieć.  

A dlaczego siatkówka?

- Nie miałem innego wyjścia. Bo mama grała w siatkówkę, ojciec w siatkówce działał. Nie miałem innej możliwości.

Nie miałeś ochoty na bunt? Pójście w drugą stronę?

- Nie, po prostu mi to pasowało, sprawiało mi to przyjemność. Ja w ogóle się nie buntowałem. Poza tym w tych czasach kozakiem byłeś na boisku z piłką, a nie przed klatką lub  monitorem obrażając wszystkich dookoła. Chodziłem na SKS koszykarski, treningi BKS w piłce nożnej, ale piłkę rzuciłem, bo padało i było mokro i błoto i w ogóle jakoś zimno (śmiech). Więc wybrałem halę. A ponieważ Bielsko ma bardzo silne tradycje siatkarskie, damskie, to stąd siatkówka. Mój dom był bardzo sportowy, mój ojciec pracował  w      BKSie przez długi okres czasu, więc ja na sali się wychowywałem, jeździłem na wyjazdy z dziewczynami, na obozy z dziewczynami. Dotąd pamiętam parę zawodniczek, podkochiwałem się w niektórych, a miałem z 12 lat - Bożena Waloch,  Rozpiórska, Różańska, Bąska, Ewa Bućko..

I w której się podkochiwałeś?

- Nie przyznam się (śmiech). Ale jak zacząłem grać w siatkówkę, to miałem numer 7, i wybrałem go nie bez powodu.

Nigdy nie miałeś takiego momentu zastanowienia, co mógłbyś robić, gdybyś nie wybrał siatkówki?

- Jak oglądam Real Madryt, to czasami mi się wydaje, że mógłbym tam grać, bo, nie przechwalając się, jestem chyba jednym z najlepszych piłkarzy wśród siatkarzy, może Dawid Murek lub Michał Winiarski mają inne zdanie, ale to by oznaczało, że się nie znają. Tak, myślę, że w Realu mógłbym sobie poradzić.

J
akie są najcięższe strony bycia wyczynowym zawodnikiem?

- To jest chyba rozłąka z rodziną, bo jednak te treningi, obozy, ciągłe wyjazdy. Jak byłem zawodnikiem to mieszkałem z rodziną i tak tego nie odczuwałem, ale teraz jestem sam przez te 5 dni w Warszawie i widuję ich zdecydowanie za rzadko. Najbardziej mnie boli, jak na przykład przyjeżdżam i patrzę, a dziecko mi już chodzi .. Ale moim zdaniem szukanie ciemnych stron sportu jest bez sensu, bycie sportowcem jest wspaniałe, no może ewentualnie bycie gwiazdą rocka jest równie dobre. Tylko nie wiem czy moja wątroba by to wytrzymała..

O sportowcach też się mówi różne rzeczy…

- Sportowcy to normalni ludzie, niektórzy odreagowują w jeden sposób, a inni w drugi. Ważne, żeby nie przed meczem i ważne, żeby nie w trakcie meczu, nawet przede wszystkim nie w trakcie meczu (śmiech).

Czyli nie ma ciemnych stron sportu poza rozłąką z rodziną?

- Przede wszystkim to trwa za krótko, bo fajnie by było dłużej. Na pewno nie jest przyjemne wstawanie rano i ładowanie przed śniadaniem środków przeciwbólowych, żeby funkcjonować. Na szczęście mnie to w jakimś stopniu ominęło, ale byłem świadkiem, kiedy zawodnicy już dwa, trzy dni przed meczem na przeciwbólowych musieli jechać, bo nie wytrzymywali z bólu.

Ale to chyba stare czasy, teraz już tak nie jest?

- Oczywiście, że jest. Zmieniły się tylko środki przeciwbólowe, bo kiedyś nas faszerowali na przykład Vioxxem, który okazał się być bardzo szkodliwy. Ale nadal się sporo tego bierze.

Jeszcze jakieś minusy?

- To nieustanne przemieszczanie się, brak czasu i miejsca na porządne wykształcenie. Ja sam mam nadzieję, że teraz wreszcie zacznę i skończę studia. Więcej minusów naprawdę nie widzę.

To jakie plusy ma w takim razie wyczynowe uprawianie sportu?

- Robi się to co się lubi, a nawet bardzo lubi, często przy dopingu tysięcy kibiców i jest się do tego mniej lub bardziej rozpoznawalnym, co ułatwia życie codzienne, na przykład przyśpiesza wizytę u mechanika albo rozwiązuje kwestię mandatu od policjanta (śmiech), a do tego jeszcze dostaje się pieniądze, których żaden z nas nie zarobiłby w biurze. Dostaje się dużą kasę za przyjemność pogrania sobie w siatkówkę, czego chcieć więcej?

Gdzie ci się najlepiej grało?

- W Radomiu, Jastrzębiu, Politechnice, Bełchatowie… Właściwie wszędzie się czułem dobrze.

Może ty masz taki charakter, że się dobrze czujesz wszędzie?

- Nie utrudniam sobie życia. Wolę się zawsze doszukiwać pozytywów. Ale nie wszystkie moje decyzje były przemyślane. Niepotrzebnie odchodziłem z Czarnych Radom do Radlina, tam się zupełnie zagubiłem. Trochę tych klubów przerobiłem, nie oszukujmy się. Jakby był jeden solidny, to bym wolał całe życie w jednym solidnym. Bo tak latać z jednej strony na drugą, potem nie wiadomo, na czym się stoi. Niektóre kluby były w miarę niezłe, a niektóre nie najlepsze. Niektóre kluby były bardziej, a niektóre mniej profesjonalne.

Ale za to zbierałeś różne doświadczenia.

- Dlatego teraz jest mi łatwiej, teraz to mnie się nie da niczym zaskoczyć (śmiech). Poważnie, niczym!!! Jakbym całe życie grał w Bełchatowie, to bym nie znał innej strony. To jest jakiś wzór dla klubów w Polsce, najbardziej profesjonalnie prowadzony. Część zawodników nie ma pojęcia o jakichś problemach z plastrami lub odżywkami (śmiech), że nawet nie wspomnę o pensjach niepłaconych na czas .Oczywiście nikomu tego nie życzę, ale niektórych sytuacji do końca życia nie zapomnę.

A dlaczego zdecydowałeś się teraz zakończyć karierę, przecież na Twojej pozycji można grać nawet do czterdziestki, patrząc na Grbica czy na Balla?

- Błagam, nie cierpię jeżeli ktoś mówi o sobie, i nie chodzi tu tylko o sportowców, i używa słowa „kariera” - to jest żenujące. To nie jest kariera, tylko sportowa przygoda. Ja po prostu już nie chciałem męczyć kibiców swoją grą i postanowiłem być trenerem. Grbic, Ball, Zagumny są wielcy, ja taki nie byłem. No cóż, po minionym sezonie z Sisleya do mnie nie dzwonili, z Dynama Moskwa też, w Skrze powiedzieli, że już raczej nie, a w Kazaniu chcieli tylko zgubili telefon. Poza tym nie da się ukryć, zakończyłem przygodę ze sportem dwoma spadkami z rzędu, których się wstydzę, nie chciałem doprowadzać kolejnego zespołu i kolejnych kolegów do takich sytuacji. Oczywiście miałem jeszcze zdrowie, żeby pograć, ale za ciekawa była ta propozycja trenerska od Politechniki, a ja swoją drogą już się przymierzałem do tego dość długo mentalnie, żeby się zacząć bawić w trenerkę…

Skąd ten pomysł?

- Pierwszy mi to powiedział Totolo, potem Bosek i paru zawodników, że ja dostrzegam takie rzeczy, które nie wszyscy widzą i to dobrze jest jakoś wykorzystać. Miałem taki plan na później. Ale nie ma co ukrywać, jeśli rozgrywający zalicza dwa spadki z rzędu i ma ponad 30 lat, to telefon się nie urywa z ofertami. Ja się szybko zdecydowałem na propozycję Politechniki, więcej nie szukałem. I jestem zadowolony z tego ruchu. Oczywiście trochę mi brakuje grania, są takie momenty, kiedy mam ochotę zrzucić ten garnitur i wyjść na boisko. Ale wydawało mi się, że to będzie trudniejsze, takie definitywne skończenie z graniem. A tymczasem jak się przekroczy tę granicę to już potem są tylko takie rzadkie momenty, a coraz bardziej czuję, że już bym nie dał rady się na ten cykl zawodniczy przestawić z powrotem..

To twój debiut w roli drugiego trenera. I spełniasz się w tym?

- Tak, zdecydowanie. Teraz jestem w cieniu, w czwartej linii. Nie chcę się pchać dalej, bo to też muszę mieć dystans do tego co robię.

  

I to Ci pasuje?

- Nie twierdzę, że jest mi dobrze z tym, że nie mogę decydować. Taka rola mi pasuje na razie. Nie oszukujmy się, bycie drugim trenerem to nie jest to, co bym chciał całe życie robić. Ale najpierw muszę się dużo podszkolić. Podpatruję Radka (Panasa - przyp.red.), obserwuję , notuję wszystko. Bycie z boku pozwala na dostrzeżenie sytuacji i zachowań w zespole, na które wcześniej nie zwracałem uwagi.

Jak jest teraz z emocjami?

- Nie przeżywam meczów tak jak wcześniej. Wcześniej nie mogłem spać przed meczami.

Przed czy po?

- Po to sobie pomagałem (śmiech). Przed meczami często nie spałem, były takie momenty, że tabletki musiałem brać. Nie wiem czy to ze stresu, ale miałem bezsenne noce. A teraz przeżywam mecze zdecydowanie spokojniej. Zawodnicy zresztą sami często mówią, że przy 23:23 jest tak dużo emocji tam na boisku, że z naszej strony powinno być wyciszanie. Dobry trener musi wiedzieć, kiedy ryknąć, a kiedy się uśmiechnąć. Czasem przy 26:26 jakiś żarcik sytuacyjny na czasie, rozluźnienie atmosfery może być dużo skuteczniejsze niż krzyki, szarpanie się i rzucanie marynarką.

To jest łatwiejsze czy trudniejsze, że masz wśród swoich podopiecznych chłopaków, z którymi zaczynałeś w juniorach i wiele lat razem grałeś?

- Wszystko zależy od osoby. Na przykład z Robertem Pryglem znamy się od juniorów, ale on nigdy mi nie powie „Diabeł przestań pie......”przy wszystkich. To zależy od klasy człowieka, a nie od ilu lat się znamy.

I nigdy ci nie mówi: „ Nie podskakuj, bo w zeszłym sezonie to my was spuściliśmy…”?

- Oczywiście, że pamiętają! (śmiech) Nigdy mi nie pozwalają zapomnieć razem z Wojtkiem Żalińskim. Ostatnio nie było Maikela na treningu, to musiałem rozgrywać i się parę razy minęliśmy z Szulikiem, to mówili „no jak to, wy to powinniśmy być wyjątkowo dobrze zgrani po tych dwóch sezonach razem”. (śmiech)

U którego trenera jeszcze chciałbyś być drugim trenerem?

- Do Rezende bym sobie pojechał popracować , bo to musi być wielki człowiek. Miałem go okazję posłuchać na szkoleniu w Bydgoszczy i  urzekł mnie, a szczególnie zaciekawił tym, że jeśli jest dobrze i jest za dobrze, to on prowokuje konflikty, żeby tak dobrze nie było. Jak się wygra mecz, potem drugi raz, to co zrobić, żeby nikt nie pomyślał, że jest wielkim zawodnikiem. Bo jeden zawodnik będzie pracował więcej, a drugi odfrunie daleko i jak go wtedy ściągnąć na ziemię. Chciałbym z nim popracować. Nie mówię o takich stricte technicznych rzeczach, ale chciałbym zobaczyć, jak pracuje z zespołem, jak wygląda dialog w zespole, jak kreuje lidera… Poza tym Alex Ferguson, Mourihno . Wydawało mi się na początku, że to jest wielki bufon, a teraz widzę, że  zawodnicy za nim idą w ogień, są gotowi się poświęcić dla niego . I chciałbym zobaczyć jak on to robi.  

Jakie cechy twoim zdaniem powinien mieć dobry trener?

- Przychodzi do głowy Orest Lenczyk, on ma nieprawdopodobną charyzmę, i przede wszystkim bezkompromisowość. Kiedyś czytałem badania, w których piłkarze mieli wybrać główną i najważniejszą cechę dobrego trenera. O dziwo fachowość była bardzo nisko. Najważniejsza dla zawodników, przynajmniej w  piłce nożnej, jest sprawiedliwość. Jeśli zawodnicy czują, że trener traktuje sprawiedliwie każdego zawodnika, to wybacza mu wiele i inaczej go traktuje. Ogólnie w sporcie drużynowym  powinno być tak, że  jest nieważne, czy wejdę na jedną zagrywkę na trzy mecze, czy robię 30 punktów w każdym to i tak przez trenera jestem tak samo traktowany. Oczywiście jest to trudne, bo czasami trzeba przymknąć oko na zachowania gwiazd, ale mi to chyba ciężko będzie przychodziło.

Czyli sprawiedliwość.  A umiejętność przyznania się do błędu?

- Zawsze mi imponowali trenerzy, którzy to potrafią. Jeśli trener potrafi stanąć, powiedzieć „przepraszam panowie, schrzaniłem, moja wina, jedziemy dalej” to nigdy na tym nie straci. Na pewno ważna jest osobowość, bo to jest tak, że na szacunek zawodników trzeba sobie zapracować, szczególnie kiedy się jest młodym trenerem. I na pewno się tego szacunku nie wyrabia będąc miłym, grzecznym i ustępliwym. Może kiedyś to mi się uda.

To jakim trzeba być?

- Ostrym, stanowczym, trzeba być nawet wrednym. Zawodnicy – i to świetnie wiem z autopsji – lubią się uważać za profesjonalistów, ale różnie z tym bywa i potrzebują kogoś, kto im będzie regularnie o pewnych rzeczach przypominał, dawał takiego symbolicznego kopa. Dobry trener niekoniecznie musi wiedzieć wszystko i o wszystkim, nawet nie powinien udawać, że wie wszystko. Ale musi umieć wzbudzić u zawodników szacunek i zaufanie, żeby oni chcieli za nim pójść. Czy będą go lubić to już jest mniej ważne, to nie jest cel sam w sobie, trener nie powinien nic robić tylko po to, żeby dobrze o nim w szatni mówili.

A z twoich trenerów którego wspominasz najlepiej i który dał Ci najwięcej?

- Chyba Stojczew w Trento, którego zresztą chciałem zamordować na początku. Naprawdę miałem ochotę go zabić, kompletnie nie rozumiałem jego poczynań. Dopiero zrozumiałem w połowie sezonu, że pewne sytuacje, które on prowokował, które mnie doprowadzały do szewskiej pasji, miały jakiś długoterminowy cel i przynosiły efekty. Stojczew to jest taki trener, któremu właśnie nie zależy na tym, czy ty go będziesz lubił, czy nie. Dla niego był najważniejszy był charakter zespołu i prowokował sytuacje, w których ten charakter się kształtował i nie zawsze było fajnie, sympatycznie i miło. Totolo z kolei pokazał mi, jak wygląda tak ta dokładność przygotowania do meczu, statystyki, taktyki, analizowanie każdego zawodnika aż do  najdrobniejszych szczegółów. Zawsze był perfekcyjnie przygotowany do każdego treningu i meczu. Poza tym bardzo mi się podobało, że on z nami szedł na kolację, na piwo czy na dyskotekę w sobotę. A na treningach jak zaczynał krzyczeć to wszyscy zapierniczaliśmy bez najmniejszych dyskusji. Tom ma ogromną charyzmę i czekam, aż znowu będzie go można oglądać jako pierwszego trenera. Poza nimi miałem wielu świetnych trenerów, bezkompromisowy Drzyzga czy wspaniały Felczak. Nie mogę narzekać na przekrój charakterów i fachowości szkoleniowców, z jakimi pracowałem.


*część druga wkrótce

rozmawiała Ola Piskorska

fot. Filip Olejniczak Volley24

Imię:
Komentarz:

Ochrona:* Code




  Komentarze (8)
1. Dodane przez Sandra, w dniu - 16-04-2011 12:29 , IP: 83.24.87.66
No cóż... Nie bez powodu Matej Kazijski uważa Stojczewa za nalepszego trenera :) A te słowa Bednaruka tylko to potwierdzają.
2. Dodane przez zawodnik, w dniu - 13-04-2011 17:45 , IP: 77.114.241.60
Niestey ale Baednaruk bedac rok w lidze wloskiej, byl prze caly rok tylko 3 minuty na boisku. Sa to oficjalne fakty. Facet nie ma zadnych predyspozycji aby byc trenerem i nim nie jest, Nie ta wiedz, nie to przygotowanie. W PW jawnie preferuje klientow z Radomia czyli Prygla, Salasa, Neroja,Zalinskiego, i do tego ogranicza sie jego rola, Klient byl i pozostanie prowincjuszem. Tylko glupia Dolecka moze go preferowac.
3. Dodane przez danzig, w dniu - 11-04-2011 22:22 , IP: 82.139.57.27
oj,diabeł nieżle się lansujesz....Radek musisz uwazać
4. Dodane przez lemanus, w dniu - 11-04-2011 09:30 , IP: 193.203.47.121
masakra! Po wywiadzie z Kubiakiem i Bartmanem, kolejna "Piskorska Perełka"..:) gratuluje!
5. Dodane przez ....., w dniu - 10-04-2011 21:40 , IP: 82.139.57.27
Diabeł,z 7 to Dorka Świeniewicz grała chyba co?
6. Dodane przez głoszbełchatowa, w dniu - 10-04-2011 20:36 , IP: 85.219.220.3
daje radę ta Twoja wątroba...;)
7. Dodane przez Pio, w dniu - 10-04-2011 14:31 , IP: 84.10.85.21
".....miałem wielu świetnych trenerów, bezkompromisowy Drzyzga...." to mnie rozbawiłeś Kuba!!! W ogóle nazwanie Drzyzgi trenerem to naduzucie.......a poza tym bardzo fajny wywiad
8. Dodane przez filip, w dniu - 10-04-2011 14:04 , IP: 95.40.244.231
alez niedziela na volleyu... teraz to juz kawal solidnej lektury Olu, brawo, swietny material, jak zwykle :)
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
transfery plusliga

Mam z Tobą do pogadania

Image
Paul Lotman: Na przyszłość reprezentacji USA patrzę z optymizmem

Przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów, specjalnie dla Volley24, zdecydował się udzielić wywiadu, w którym, między innymi, ujawnia, kto według niego będzie gwiazdą amerykańskiej siatkówki w kolejnych latach oraz opowiada o lidze portorykańskiej.

 

Siatkówka | Siatkówka polska i światowa | Rozgrywki kobiet | PLus Liga | Liga światowa | Siatkówka | Siatkówka plażowa | Siatkówka mężczyzn | vintage | testy na aplikację |

x