Maksim Michajłow: Od dziecka kibicuję piłkarskiemu ZenitowiAtakujący reprezentacji Rosji, Maksim Michajłow w rozmowie z korespondentem agencji R-Sport opowiedział o swojej adaptacji w kazańskim Zenicie, ulubionym piłkarskim klubie, a także o tym, że nie czuje się gwiazdą i marzy o odwiedzeniu Londynu.
Konkurent Lloya Balla Maksim, w końcu tego tygodnia odbędzie się w Kazaniu mecz hokejowy pomiędzy AK Barsa, a jarosławskim Lokomotiwem. Komu będzie Pan kibicować? Nie powiedziałbym, że bardzo interesuję się hokejem, raczej tylko śledzę wyniki. Sympatia w tym meczu będzie po stronie Lokomotiwu, jakby nie patrzeć spędziłem w Jarosławiu 7 lat. Szkoda, że w niedzielę Zenit gra w czempionacie Rosji, gdyby nie to, być może poszedłbym na hokejowy stadion. Na razie nie udawało mi się być na meczach AK Barsa. Cały czas, a to treningi w te dni, a to oficjalne mecze. Lloy Ball kilka razy był na meczach, a Losza Czeremisin, wiem, że też jest kibicem. Może dołączę do nich, jeśli będzie czas. Przejdźmy do siatkarskich spraw. Jakie wrażenia po Meczu Gwiazd, który na dniach odbył się w Kemerowie? Najlepsze! W ogóle wszystko mi się spodobało, wyszedł z tego świetny show. To był chyba jeden z najlepszych Meczów Gwiazd w całej jego historii. Było bardzo wesoło. Nie było odczucia, że drużyny rywalizują i wyszedł interesujący mecz, w którym wynik zszedł na drugi plan.
Jak się Panu spodobała gra Pana partnera, Reida Priddy’ego na pozycji rozgrywającego? Ball powinien się martwić o miejsce w podstawowym składzie? Poradził sobie z obowiązkami. Reid bardzo dobrze wystawiał, kiedy został rozgrywającym. Ball powinien pomyśleć (śmieje się).
Czas stracony na przelot do Kemerowa stał się łyżką dziegciu we wspomnieniu o Meczu Gwiazd? Prawdopodobnie w karierze zawodowego siatkarza przeloty, to nieprzyjemna rzecz. Nogi trzeba podkurczać i tak dalej… Zgodzę się, że jest to bardzo trudne. W Kemerowie było podwójnie ciężko, ponieważ mieliśmy przelot z dwoma przesiadkami. Najpierw lecieliśmy do Moskwy, potem ze stolicy do Kemerowa, a tam jeszcze trzygodzinna różnica w czasie. To najmniej pozytywny moment tego meczu, ale od całej reszty zostaną tylko dobre wspomnienia.
Co robicie podczas takich długotrwałych lotów? Każdy ma swoje sprawy. Ktoś czyta książki, inny ogląda filmy czy gra w komputerowe gry. Ja głównie albo śpię, albo filmy oglądam.
Został Pan najlepszym zawodnikiem Meczu Gwiazd. Pewnie wszystkie półki u Pana są zapchane indywidualnymi nagrodami. Jak się Pan do nich odnosi? Spokojnie. Dla mnie najważniejsze – nagrody drużyny. Chciałoby się więcej wspólnych zwycięstw, przecież siatkówka – to nie indywidualna dyscyplina sportu. Jaką bym nagrodę nie dostał, to jednak rezultat pracy całej drużyny.
Psychologia decyduje o wszystkim Ma Pan takie hokejowe nazwisko, ale z jakiegoś powodu w dzieciństwie wybrał Pan siatkówkę. Prawdopodobnie był Pan wysoki? Byłem chłopakiem zwykłego wzrostu, ale w tamtym momencie w moim mieście była dobra siatkarska sekcja, gdzie pracował doświadczony trener. Ja od dziecka chciałem się zajmować jakąś dyscypliną sportu. Jak wszystkie dzieci biegałem po ulicach, goniłem za piłką, a potem w pewnym momencie zrozumiałem, że chcę czegoś więcej.
Kiedy Pan zrozumiał, że siatkówka stanie się Pana zawodem? W wieku 15 lat, kiedy przyjechałem do Jarosławia. Mieliśmy wtedy po dwa treningi dziennie, przy czym pierwszy od siódmej rano do chwili rozpoczęcia szkolnych zajęć. Odróżniało się to od amatorskiego poziomu. Byłoby wstyd niczego nie uzyskać. Wtedy cały czas oddawałem ulubionemu zajęciu i ciężko było się skoncentrować na nauce, na wykonywaniu prac domowych. Zdarzało się opuszczać lekcje, ponieważ było tak wiele treningów.
Proszę powiedzieć, dlaczego po zakończeniu ubiegłego sezonu zdecydował się Pan przejść do kazańskiego Zenitu? Chciał Pan spróbować czegoś nowego? Miałem i inne propozycje, ale w Kazaniu zebrał się szereg świetnych zawodników. To najbardziej stabilny klub w Rosji w ciągu ostatnich 10 lat. Są drużyny, które na 2-3 lata „wystrzelą”, a potem im obetną budżet, albo coś innego. Zenit pod tym względem jest stabilny. Oprócz tego Kazańcy mają świetny sztab szkoleniowy, podoba mi się też same miasto. W Zenicie mogę nabrać doświadczenia od takich zawodników jak Ball, Priddy czy Tietiuchin. Od nich można się wiele nauczyć.
Przejście z klubu-outsidera do drużyny, od której oczekują tylko zwycięstw nie jest łatwe. Zgodzi się Pan, że i oczekiwania kibiców są zupełnie inne? Spodziewałem się tego, ale nie myślałem, że będzie aż tak ciężko. Teraz to czuję. Mamy dwa mecze w tygodniu, nieustanne przeloty, wszyscy oczekują tylko zwycięstw. Zenit często spotyka się z zasadniczymi rywalami pokroju Biełgorodu, dlatego trzeba się bardzo poważnie przygotować. W Jarosławiu było znacznie prościej. W ciągu całego sezonu drużyna grała 5-6 ważnych meczów, i rywale byli słabsi. Tam grałem jedno spotkanie w tygodniu, a to nie jest takie ciężkie.
To jest najważniejszy problem – psychologia? Tak, to jest najtrudniejsze. Od Zenitu oczekują tylko zwycięstw. W Jarosławiu mogliśmy przegrać i nic strasznego się nie działo, można było się przygotowywać do następnego meczu. W Kazaniu, jeśli uległeś to zaraz zaczynasz zastanawiać się nad tym, co zrobiłeś nie tak.
Czytałem, że Pana idolem w dzieciństwie był Siergiej Tietiuchin. Jak to jest znaleźć się ze swoim ulubionym graczem na jednym boisku? Bardzo przyjemnie jest grać z Tietiuchinem w jednej drużynie. Do spotkania z nim nie sądziłem, że Siergiej to taki dobry człowiek. Kiedy obcujesz z nim, nawet nie czujesz, że to sam Siergiej Tietiuchin. Jestem bardzo szczęśliwy, że go poznałem.
Siergiej bardzo lubi wędkować. Zdążył już Pana do tego przyuczyć? Znam wielu siatkarzy, którzy lubią łowić ryby, ale ja szczerze mówiąc mam obojętny stosunek do wędkowania.
Jak się Panu pracuje z głównym trenerem Zenitu, Władimirem Alekno? Z boku wydaje się on być twardym człowiekiem. W zasadzie, całkiem nieźle. Znam go jeszcze z pracy z reprezentacją, tak że znaleźliśmy wspólny język. Alekno czasami bywa twardy, ale to zdarza się wtedy, kiedy to jest potrzebne w drużynie. Nie wolno tylko chwalić zawodników, bo to rozluźnia. W nim jest i trenerska twardość i wtedy on może pochwalić i uspokoić. Takie i oto zestawienie.
W końcu jesieni Zenit miał nieprzyjemny okres w czasie, którego drużyna doznała kilku porażek. Czym można to wyjaśnić? Zmęczeniem zawodników, czy może informacjami o zaproponowaniu Alekno funkcji trenera reprezentacji? W pierwszej kolejności, to zmęczenie. Lataliśmy z jednego miasta do drugiego, a w domu prawie nie graliśmy. Przychodziło grać po dwa mecze w ciągu tygodnia i do tego wszystkiego na chłopaków nałożyło się psychologiczne obciążenie. Kiedy przegrasz jeden mecz, w drugim już nie masz prawa pozwolić sobie na błąd. A przeciwko nam stały drużyny, które szły naprzód, które nie miały nic do stracenia w meczach z Zenitem. Ten moment odegrał ważną rolę.
Jak Pan się odniósł do tego, że Alekno wrócił do reprezentacji Rosji? Taras Chtiej nie był zadowolony z decyzji Federacji. Uważam, że ze wszystkich kandydatów – Alekno to najbardziej udany wybór. Łączy on w sobie wszystkie niezbędne trenerowi cechy, i oprócz tego to świetny specjalista, który wiele w swoim życiu widział. Zna obce języki, a to ważne dla trenera, no i już pracował z reprezentacją. Złotych medali u niego nie było, ale z nim reprezentacja zawsze była w czołówce.
Całkiem niedawno w Kazaniu otworzono siatkarską arenę „Sankt-Petersburg”. Wie Pan, kto zdobył pierwszy punkt w tej hali? Szczerze mówiąc, nie.
To był Pan. Tak Pan wszedł do historii klubu. Jak się Panu podoba nowy dom Zenitu? Bardzo mi się podoba. To bardzo czysta siatkarska arena, nie jak w Basket-Hall, gdzie jeszcze koszykarze grają. To prawdziwa siatkarska świątynia, dlatego tam jest bardzo komfortowo. Jedyne co, to że kibicom jest niezbyt wygodnie dostać się do hali, ponieważ jest ona położona dosyć daleko od centrum miasta. Gramy dla nich i frustracja kibiców przenosi się na nas. Po pierwsze, mało kibiców przychodzi na mecze, po drugie uważam, że to nie w porządku, jeśli kibice drużyny są niezadowoleni. Wśród nich są prawdziwi fani, którzy zawsze przychodzili na mecze Zenitu. Sądzę, że nieźle by było gdyby kierownictwo klubu i kibice doszli do porozumienia w tej kwestii.
Niezbyt miło jest grać w pustawej hali. To wpływa na nastrój drużyny? W pustawej jeszcze normalnie. Nieprzyjemnie jest grać, kiedy ona w ogóle jest pusta. Wychodzisz na boisko, a dopingu nie ma. A kiedy pełna hala cię wspiera i kibicuje, to chcesz pokazać się z jak najlepszej strony.
Zenit czasów Pietrżieły To prawda, że kibicuje Pan piłkarskiemu Zenitowi? Często bywa Pan na meczach tej drużyny? Od dzieciństwa kibicuję tej drużynie. Ale szczerze mówiąc, ani razu nie byłem na stadionie. Kiedy mieszkałem w Piterze, to przeszkadzała nauka, szkoła i treningi, a potem kiedy już mieszkałem w Jarosławiu, to nie było czasu, albo biletów.
Który Zenit Panu bardziej „po sercu”, - ten który składał się z piterskich graczy z początku 2000-ch lat, czy obecny, który nazywają drużyną-oligarchią? Oczywiście, bardziej sympatyzowałem drużynie Włastimiła Pietrżieły, gdzie solistami byli Arszawin, Kierżakow, Bystrow i inni. Wtedy Zenit pokazywał świetną grę! Może trochę gorszą, niż teraz, ale wtedy w drużynie nie było tych pieniędzy, tych gwiazd, które są teraz. W zasadzie Zenit zasłużył na takiego sponsora. Klub stale pokazywał dobrą grę, walczył o medale tak, więc teraz czerpie z tego korzyści. Ulubieni piłkarze? Teraz nie mam, a wcześniej tak jak już mówiłem podobał mi się Kierżakow i Arszawin.
Dlaczego w Rosji siatkówka tak silnie ustępuje w popularności futbolowi? Wszyscy, którzy grają twierdzą, że to bardzo interesująca dyscyplina sportu. Futbol – to sport numer jeden w świecie i w Rosji. Jeśli w mieście jest piłkarski klub, to drużyna siatkarska nie będzie cieszyć się taką samą popularnością. A jeśli wziąć Biełgorod, gdzie nie ma silnych piłkarzy, to tam na pierwszym miejscu u kibiców jest Lokomotiw-Biełagorie. W niektórych innym miastach jest tak samo.
Hokeiści i piłkarze dosyć sceptycznie odnoszą się do kobiet, które zajmują się ich dyscyplinami sportu. A Panu podoba się żeńska siatkówka? Sama siatkówka – to bardzo piękna dyscyplina sportu, a żeńska siatkówka staje się jeszcze lepsza ze względu na urodę dziewczyn. To jest dyscyplina sportu, którą trzeba zrozumieć. Nigdzie nie ma takiej szybkiej gry czy też mnóstwa kombinacji jak tutaj.
W grudniu udało mi się porozmawiać z ojcem Lloya Ball'a i powiedział, że głównym plusem Maksima Michajłowa jest wytrwałość w pracy nad sobą. Proszę się przyznać, dopadła Pana kiedyś choroba gwiazd? Nigdy czegoś takiego nie miałem i mam nadzieję, że nie będzie. Jeśli zawodnik przestaje pracować, zaczyna się degradacja. Kiedy sportowiec łapie chorobę gwiazd, przestaje być zawodnikiem. Pojawiają się u niego inne zadania, inne plany.
Uważa się Pan za gwiazdę rosyjskiego sportu? Nie czuję się gwiazdą, tylko troszkę popularnym. Kibice zwracają na mnie uwagę, piszą do mnie na portalach, gdzie jestem zarejestrowany.
To, że nie zawsze jest Pan rozpoznawany na ulicach, to chyba dobrze? Wcześniej wspomnianym Arszawinowi i Kierżakowi fani i dziennikarze spokoju nie dają. Tak, jestem zadowolony, że nie wszyscy mnie rozpoznają. Bycie w centrum uwagi jest miłe, ale nie w dużych ilościach.
Jak odnosi się Pan do tego, że dla wielu rosyjskich chłopców zajmujących się siatkówką jest Pan przykładem do naśladowania? Jest to dla Pana miłe? Oczywiście, to miłe, że się na mnie wzorują. Ja sam jestem jeszcze młody, całkiem niedawno przebiłem się do superligi. Może chłopcy dostrzegli moją pracowitość, cierpliwość i chęć gry.
Był Pan już w Londynie? Co pierwsze przychodzi Panu do głowy, gdy słyszy Pan o tym mieście? Nie byłem, ale bardzo chciałbym tam być. Chciałbym odwiedzić Anglię, gdyż od dawna sympatyzuję z tym krajem. W pewnym sensie Anglia i Piter są podobne, a pierwsze skojarzenie z Londynem to na pewno futbol…
Hm, myślałem, że Pan wspomni o olimpiadzie. Proszę powiedzieć, kiedy siatkarska reprezentacja Rosji przywiezie złoto z olimpiady? Co w tym celu należy zrobić? To było dziecięce skojarzenie, teraz powiedziałbym olimpiada. Dla zwycięstwa trzeba najpierw stworzyć drużynę, która mogłaby wygrać złoto. Teraz na pewno będzie odmłodzenie składu, niektórzy zawodnicy już nie będą grać w reprezentacji. Nawet nie drużyna potrzebna, a kolektyw. Świetnych zawodników w Rosji nie brakuje, ale nie było drużyny, która byłaby zjednoczona w jednym duchu. Na początek należy wygrać jakiś turniej. Kiedy nigdzie nie wygrywasz, trudno jest od razu zdobyć złoto na olimpiadzie.
Źródło: zenit-kazan.com
1. Dodane przez Kola, w dniu - 30-01-2011 08:51 , IP: 89.228.226.136 Волейбол в России на самом высоком уровне, чем в Польше.
| |