Mieszko Gogol: Przegraliśmy przez rażącą nieskuteczność w kontratakuPo półfinale Pucharu Polski, w którym Tytan AZS Częstochowa przegrał z Zaksą Kędzierzyn - Koźle, volley24 poprosił o komentarz drugiego trenera akademików – Mieszko Gogola.
Ola Piskorska: Rozumiem, że po przegranej nie ma się ochoty na wywiady, wiec ten będzie krótki, obiecuję.
Mieszko Gogol: To nie jest problem tego, że przegraliśmy, tylko stylu, w jakim to się stało. Przegraliśmy frajersko, tak się nie powinno przegrywać.
Cztery dni temu zespół z Kędzierzyna wygrał z wami gładko nie wypuszczając was z 20. Dziś ten mecz mimo wszystko wyglądał już dużo lepiej, czy to znaczy, że wychodzicie z tego kryzysu?
- Może faktycznie powoli wychodzimy i to jest jedyna rzecz pocieszająca. Ale nadal nie potrafimy sobie poradzić w pewnych sytuacjach, dzisiaj byliśmy wprost rażąco nieskuteczni w kontrataku. Do tego przeciwnik dobrze czytał nasze rozegranie w kontrataku, w ogóle bardzo dobrze czytali grę Fabiana Drzyzgi, chodzili cały czas blokiem tam, gdzie my wyprowadzaliśmy atak. Trzeba przyznać, że dobrze odrobili pracę domową. Widzieliśmy to z boku i próbowaliśmy Fabianowi podpowiadać, ale dziś ten blok Kędzierzyna był bardzo skuteczny. Ale to nie tym przegraliśmy ten mecz, przegraliśmy go naprawdę rażącą nieskutecznością w kontrataku. Wyprowadzaliśmy dobre kontry, ale nie potrafiliśmy ich kończyć.
A jak pan ocenia zagrywkę? Na początku sezonu AZS sprawiał bardzo dużo kłopotów swoją zagrywką, ostatnio tego brakuje.
- Myślę, że akurat zagrywką zrobiliśmy dziś dobrą robotę. Odrzuciliśmy przeciwnika od siatki, zagrywaliśmy w te strefy, w które chcieliśmy. Z drugiej strony graliśmy na nieznanej nam hali, pierwszy raz na Torwarze, dlatego nie było sensu mocno ryzykować zagrywką. Ale utrzymaliśmy poziom i taktykę, które zakładaliśmy przed meczem w tym elemencie. To nie zagrywka zaważyła dziś na wyniku, to nieskuteczność w ataku. Przegraliśmy końcówki i w drugim i w trzecim secie, w których prowadziliśmy. Można powiedzieć, że oddaliśmy ten mecz, choć trzeba przyznać, że przeciwnik też grał bardzo ambitnie i wyjątkowo dobrze na bloku. Ale na pewno mogliśmy wygrać ten mecz.
Wracając do poprzednich spotkań, jakie pana zdaniem były przyczyny tego kryzysu, w którym niewątpliwie Częstochowa się znalazła? Dłuższy czas byliście niezwyciężoną rewelacją ligi, a potem takie bolesne porażki.
- To było kilka rzeczy naraz moim zdaniem. Mamy za sobą bardzo ciężko przepracowany okres na siłowni, ten świąteczno – noworoczny i to mogło wpłynąć na formę sportową. Po drugie jest duża częstotliwość meczów, więc z psychologicznego punktu widzenia zawodnicy się nużą taką ciągła grą środa – sobota. I po trzecie, przed sezonem byliśmy postrzegani nie jako drużyna z czołówki tylko jako taka średnia, ze środka tabeli. Nie mamy wielkiego budżetu, nie dokonaliśmy żadnych głośnych transferów i chyba zakładano, że jesteśmy do ogrania. Potem dopiero wszyscy się zorientowali, że możemy wygrać z każdym i teraz się na mecze z nami dużo bardziej mobilizują. A w tym kryzysie najbardziej niepokojące było to, że pękaliśmy pod presja, ale dziś moim zdaniem nie pękliśmy. Przegraliśmy po prostu brakiem skuteczności w ataku, ale nie poddaliśmy się tak jak wcześniej.
Za chwile zaczyna się druga runda. Jaki macie cel? Czy szóste miejsce was satysfakcjonuje?
- Nie, w tej chwili naszym celem jest już czwórka. Przed sezonem naszym celem był awans do szóstki, osiągnęliśmy to i teraz mamy nowy cel: chcemy być w czwórce. Myślę, że to jest realne patrząc na naszą grę i nasze możliwości. Choć na pewno to nie będzie łatwe i trzeba się będzie sporo napocić, żeby to osiągnąć.
Ze wszystkich zespołów w lidze gracie najwięcej tą samą szóstką, prawie bez zmian. Zmiennicy pojawiają się tylko na krótko. Nie boicie się, że w tej sytuacji może być bardzo ciężko pod koniec tak intensywnego sezonu? Pojawiły się już głosy, że ten kryzys miał swoje źródło właśnie w przeciążeniu tych podstawowych zawodników.
- Na pewno nie mamy takiego pola manewru jak inne drużyny. U nas większość zawodników rezerwowych to zadaniowcy, wchodzą na zagrywkę, na blok czy poprawienie przyjęcia. Część z nich dostawała swoje szanse w tym sezonie, ale, poza Gradowskim, który dał świetną zmianę w Jastrzębiu, to żaden nas jeszcze nie przekonał swoją grą. Na pewno jest wiele prawdy w tym co pani mówi, że powinniśmy robić więcej zmian i szukać nowych rozwiązań i być może wyciągniemy z tego wnioski przed drugą rundą.
Rozmawiała Ola Piskorska
1. Dodane przez ktoś, w dniu - 23-01-2011 16:50 , IP: 178.37.223.131 AZS CZewa to teraz wygląda jak zalękniona panienka przed pierwszym stosunkiem.Trzeba było mieszać zmianami .A nuż by wyszedł dzień konia jak kiedyś Gradowskiemu.
|
2. Dodane przez ktoś, w dniu - 23-01-2011 16:47 , IP: 178.37.223.131 AZS CZewa to teraz wygląda jak zalękniona panienka przed pierwszym stosunkiem.Trzeba było mieszać zmianami .A nuż by wyszedł dzień konia jak kiedyś Gradowskiemu.
|
3. Dodane przez Ola, w dniu - 23-01-2011 11:23 , IP: 83.7.192.43 Szkooda szkoda, ale trzymamy kciuki nadal za Was chłopaki! Jak pociśniecie do końca to czwórka jest Wasza :D Kibicuję Częstochowie własnie ze względu na to jakim są zespołem...bez dużego budżetu, głośnych transferów, z małą ekipą.....Mam nadzieję że dotrzymacie do końca sezonu w dobrej formie, i bez kontuzji! Kraków pozdrawia serdecznie!
|
4. Dodane przez green, w dniu - 23-01-2011 10:09 , IP: 85.202.156.6 Madre slowa!!!! Nie konczylismy pilek!! chlopaki mieli obawy , zeby przypierdolic pilka o blok .( Szansa na final byla ogromna!!! Szkoda.
| |