Siatkówka |
- wiadomości |
| Redaktor: Ola Piskorska | |||||||||||||||||||||||||||||||||
| 2010-12-16 22:33:41 | |||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() W pierwszej części wspólnego wywiadu dwaj młodzi przyjmujacy AZS Politechniki Warszawskiej, a zarazem przyjaciele, opowiadają volley24.pl m.in. o tym, jak się poznali, czego nie lubią u dziennikarzy i o współpracy z Lorenzo Bernardim.
ZB: Samych dziennikarzy to nie, ale mamy dosyć tych licealistek, które nazywają się paniami redaktor, a nie mają pojęcia o siatkówce. Interesują się siatkówką bo podoba im się na przykład Winiarski albo Kurek, są brane bardzo często z łapanki, zachwycone, że mają akredytację, ale nie umieją zadać jednego rozsądnego pytania, taki kompletny brak kompetencji. MK: Ja dam przykład. Przychodzi do mnie ostatnio jedna dziewczyna i pyta się, czy ja się nie boję o miejsce w szóstce, jak mam taką konkurencję na swojej pozycji. Pytam się, jaką konkurencję ma na myśli, a ona na to: no przecież Prygiel i Statsenko (śmiech). Wtedy to ręce opadają i właściwie nie wiadomo co powiedzieć. ZB: Czasami te pytania są naprawdę takie, że mam ochotę skończyć wywiad i odejść. Moje ulubione po meczu to ‘jak się czujesz?’. No jak ja się mogę czuć?! Jestem cholernie zmęczony i szczęśliwy, a jeżeli przegrałem to zmęczony i zły i tyle. Poza tym mam wrażenie, że upadła cała kultura dziennikarska. Kiedyś to było tak, że przychodził dziennikarz i mówił: 'dzień dobry, nazywam się tak i tak, jestem z takich mediów, czy mógłbym z panem porozmawiać'. A teraz to jest tak, że podchodzą i podkładają mikrofon i od razu lecą z pytaniem. A ja też bym chciał poznać swojego rozmówcę, tym bardziej, że nie mam obowiązku udzielania wywiadu. Brakuje mi pewnego minimum kultury osobistej u dziennikarzy. To ja bardzo przepraszam w imieniu dziennikarzy. Nigdzie nie znalazłam odpowiedzi na pytanie, jak właściwie się poznaliście? O waszych sukcesach wspólnych jest dużo, ale jak to się wszystko zaczęło? ZB i MK: Odpowiedź jest prosta - przez siatkówkę (śmiech). ZB: Poznaliśmy a spotkaliśmy, to jest różnica, bo to są dwie różne opowieści… MK: Pierwszy turniej, na którym się spotkaliśmy, to był turniej dwójek w Świnoujściu. Pamiętam, przyjechali tacy z Warszawy, wysocy wszyscy strasznie i nikt ich nie znał (śmiech). ZB: Ty nie opowiadaj, bo ty wtedy z bratem byłeś mistrzem Polski w mini- siatkówce. Misiek już trenował siatkówkę od dłuższego czasu, ja trenowałem dopiero dwa miesiące. I pojechałem tam na swój pierwszy turniej z Metrem Warszawa i tak się poszczęściło, że wygraliśmy cały turniej, Miśka też ograłem. Pamiętam, jaką reprymendę od ojca dostał, że przegrywają (śmiech) „Z kim wy przegrywacie? Z jakimiś chłopaczkami z Warszawy, którzy pierwszy raz stoją razem na boisku?” MK: Byli o głowę wyżsi, niestety. ZB: To było nasza pierwsza konfrontacja i pierwsze spotkanie. Ale wtedy byliśmy 10-letnimi dziećmi i się nie znaliśmy właściwie… MK: …a taka większa przyjaźń to się zaczęła po Mistrzostwach Polski Kadetów… ZB: …tak, Ogólnopolskiej Olimpiady Kadetów w Pile. Ja dostałem propozycję gry w siatkówkę plażową w Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata i miałem sobie dobrać partnera. Siedzieliśmy z ojcem na trybunach i obserwowaliśmy wszystkich zawodników na hali. A Michał był od zawsze wyróżniającym się, nawet w tych młodzieżowych rozgrywkach, zawodnikiem… To był 2004? MK: To był 2003… ZB: To był na pewno 2004, ja miałem 17, a ty 16 i to było w kwietniu. MK: Dobrze mówisz, kwiecień 2004, i w czerwcu, lipcu graliśmy na tych Mistrzostwach Europy. To wy graliście ze sobą razem zaledwie dwa miesiące, jak zdobyliście Mistrzostwo Europy na plaży? MK: Tak, a do tego mistrzami Europy to byliśmy w kategorii U18, a jak pojechaliśmy na Mistrzostwa Polski seniorów to zdobyliśmy piąte miejsce, i to tylko dlatego, że przegraliśmy o wejście do czwórki z ówczesną najlepszą parą w Polsce Pliński- Żukowski. A jakbyśmy na nich nie trafili, to moglibyśmy spokojnie wejść do czwórki. ZB: Też tak myślę. Ja miałem 17 lat, Michał 16 lat i dostaliśmy właśnie po Mistrzostwach Europy „dziką kartę” na turniej finałowy Mistrzostw Polski seniorów. i tak jak mówi Michał, zabrakło nam niedużo, troszkę szczęścia w losowaniu, bo para Pliński – Żukowski w tamtym turnieju nie straciła bodajże nawet seta. W pierwszym secie nie podjęliśmy walki, bo ja się uparłem, że uderzę Plińskiemu górą, no uderzyłem raz, ale set się skończył do 14 (śmiech). Ale potem jak przemyśleliśmy z Michałem ponownie naszą taktykę, to już drugi set był bardzo wyrównany i przegraliśmy go 22:20. Byliście naprawdę tacy dobrzy? ZB: Pamiętam, że od początku się świetnie dogadywaliśmy. Tym bardziej, że spędzaliśmy praktycznie każdy dzień ze sobą. Ja miałem jeszcze wtedy dom, z dużym ogrodem i z boiskiem do siatkówki w ogrodzie, więc Michał mieszkał u mnie i ciągle trenowaliśmy. MK: Pojechaliśmy na pierwszy turniej do Ełku i tam zrobiliśmy małą integrację. ZB: Zgadza się, tam się zintegrowaliśmy (śmiech). ZB: Od maja do września spędzaliśmy każdy dzień razem. Budziliśmy się razem, jedliśmy razem, chodziliśmy spać razem, więc robiliśmy wszystko razem. To był początek naszej wielkiej przyjaźni. A ponieważ wtedy byliśmy młodzi, właściwie nadal jesteśmy (śmiech), ale wtedy byliśmy nastolatkami, to zdarzały się też różne sytuacje między nami. Na przykład? MK: Lepiej o tym nie pisać (śmiech). ZB: Dzień przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy mieliśmy ostatni trening, na głównych boiskach i tak się pokłóciliśmy… MK: Tak solidnie… ZB: Gdyby ktoś między nas nie wszedł, to mogło dojść do rękoczynów. Ja zarzuciłem Michałowi, że jutro zaczynamy grać, a on dziś na treningu się nie stara. Z mojego punktu widzenia on się nie starał, a on twierdził, że robił wszystko na maksa i się nie mogliśmy dogadać. Była straszna awantura, na szczęście ktoś nas rozdzielił (śmiech). MK: A następnego dnia było już wszystko normalnie. Zaczęliśmy z wysokiego C i tak też skończyliśmy ten turniej. Może to było wam potrzebne do rozładowania napięcia. Jak to się stało, że po tych wszystkich sukcesach nie zostaliście w plażówce na dłużej? MK: Dla mnie to była wtedy jakaś droga do dużej kariery. Ale Zbychu dostał propozycję grania w PLS- ie, a on zawsze chciał grać przede wszystkim na hali. ZB: Po Mistrzostwach Świata ja miałem już podpisany kontrakt z ówczesnym KP Polska Energia Sosnowiec. Ale przez jakiś czas mieliśmy naprawdę poważne plany co do siatkówki plażowej. Wszystko już było przygotowane, mieliśmy jechać do USA do Manhattan Beach, to jest szkoła, która szkoli świetnych siatkarzy plażowych. Tam skończylibyśmy ostatnią klasę i potem dalej uniwersytet i plażówka. Ja postanowiłem, że podejmę decyzję po kwietniowych mistrzostwach Europy kadetów na hali. I gdybym tam nic nie ugrał, to pewnie pojechalibyśmy do USA. Czyli od początku siatkówka halowa była dla ciebie ważniejsza? ZB: Tak. Siatkówka halowa w naszym kraju jest bardziej perspektywiczna. No i nie ukrywajmy jest dużo bardziej prestiżowa i medialnie i finansowo. Wygraliśmy te mistrzostwa Europy i wtedy Michałowi powiedziałem, że no… MK: …sorry Winnetou… (śmiech) No i co wtedy, Michał? Wszystko było dopięte, plan przygotowany, miałeś wyjechać z przyjacielem… MK: Ja wtedy musiałem zweryfikować swoje marzenia i tyle. Pomógł mi mój ojciec, który znał Darka Luksa i on mnie przygarnął do Jockera. ZB: A potem Ty też dostałeś powołanie do reprezentacji kadetów na Mistrzostwa Świata… MK: Prawdopodobnie dostałbym to powołanie już na ME, ale wtedy miałem operację i dopiero na Mistrzostwach Świata z wami pojechałem. ZB: I pojechaliśmy na te Mistrzostwa Świata i o plażówce zapomnieliśmy. Obaj zachowaliście się dość nietypowo jak na polskich siatkarzy – bardzo wcześnie pojechaliście za granicę, dlaczego? ZB: Ja po Mistrzostwach Europy Kadetów w 2005 roku w Rydze dostałem ofertę z włoskiej Verony. Było to spełnienie marzeń, bo przecież każdy młody siatkarz marzy, żeby grać w lidze włoskiej. Dlatego się nie wahałem i powtarzając sobie że świat należy do odważnych, spakowałem walizki i ruszyłem na półwysep apeniński. MK: Ja po prostu nie miałem wyboru, jak chciałem grać. Miałem podpisany 3- letni kontrakt w Olsztynie, z którego zrezygnowałem, bo nie chciałem kolejny sezon siedzieć na ławce. Wtedy była moda na ściąganie różnych obcokrajowców do polskiej ligi, Polak miał mniejsze szanse. Dostałem propozycję i wyjechałem do Izraela. Potem grałem z kadrą B w memoriale Wagnera i miałem propozycję z Politechniki, ale Zibi akurat skontaktował się z Bernardim i okazało się, że brakuje im przyjmującego. Pojechałem do Padwy, zagrałem sparing z Weroną, w którym zdobyłem 26 punktów, no i zostałem. Zawsze chciałem poznać ligę włoską, Zibi też mnie namawiał. No i Padwa to klub o ogromnej tradycji. A propos Padwy to powiedzcie mi dlaczego obaj tak często podkreślacie, jak bardzo cenicie Lorenzo Bernardiego? Czego on Was nauczył? ZB: Ja byłem nim zafascynowany od dziecka, bo zaszczepił mi to mój trener Wojtek Szczucki, który był jego fanem. Miałem okazję mu się przyjrzeć podczas Ligi Światowej w 2001 Polsce w Spodku, a potem, jak ja byłem w Weronie, to on dołączył do nas przed ósmą kolejką i od pierwszego meczu zrobił na mnie gigantyczne wrażenie swoimi umiejętnościami siatkarskimi. Byłem nim zachwycony, on to dostrzegł, nawet w jednym wywiadzie powiedział, że dojrzał we mnie tę pasję, którą on miał do siatkówki i dlatego mnie wziął pod swoje skrzydła w tej Weronie, bardzo miło mi się zrobiło. Przede wszystkim to Lorenzo mi pokazał, jak wygląda profesjonalne podejście do sportu. Że nie jestem sportowcem tylko na hali, podczas treningu czy meczu, ale w każdym momencie życia i przy każdej czynności. Pokazał mi jak ważne jest odpowiednie odżywianie, suplementacja, sen i tysiące innych rzeczy. MK: Ja miałem mniej styczności z Lorenzo, niż Zibi, bo on był moim trenerem, a nie kolegą z drużyny. Jako trener nie mógł mi poświęcić tyle czasu, ale zaszczepił mi taką intuicję siatkarską, umiejętność analizy i pokazał mi bardzo dużo nowych elementów sztuki siatkarskiej. Jaki był dotąd najlepszy i najgorszy moment w waszym życiu sportowym? MK: Najtrudniejszy to był dla mnie ten przegrany finał we Włoszech… ZB: …właśnie o tym myślałem, pamiętam ostatnią akcję i te rozmowy. Wtedy wyszedł nasz upór. MK: Natomiast najlepszy… Nie wiem, myślę, że jeszcze przede mną są te najlepsze (śmiech). Bo to Mistrzostwo Europy, to mówiąc szczerze po pierwszym meczu widziałem, że wygramy. I Zibi też, byliśmy po prostu najmocniejsi na tym turnieju. ZB: Ja to muszę podzielić. Z mojego okresu młodzieżowego najgorszy moment, który pamiętam, to Mistrzostwa Świata. Graliśmy rewelacyjnie te Mistrzostwa Świata, przegraliśmy tylko jakiś mecz z Brazylijczykami, bo ja miałem moment słabości. W finale graliśmy z Litwinami i w pierwszym secie oni nas zaskoczyli okrutnie, bo zaprezentowali coś zupełnie innego, niż do tej pory. Drugiego seta wygraliśmy, najpierw prowadziliśmy bardzo wysoko, potem oni nas doszli, ale wygraliśmy na przewagi. W tie breaku cały czas goniliśmy wynik i było 14: 12. Wtedy Michał podjął decyzję, żeby grać w małego i ja mu zaufałem. I Michał obronił atak małego, wyprowadziliśmy kontrę, skończył ją, mamy 14:13. Michał idzie na zagrywkę, ja mówię ‘graj Michał w dużego, ja go złapię na bloku’, a Michał na to ‘nie, gramy nadal w małego, ja go drugi raz łyknę’. No i zagraliśmy w małego, mały rewelacyjnie pstryknął po prostej, w sam narożnik, Misiek już tej piłki nie sięgnął i przegraliśmy finał Mistrzostw Świata. A najbardziej pamiętny mecz z okresu juniorskiego to jest również mecz plażówki, z Niemcami na Mistrzostwach Europy, gdzie graliśmy o godzinie 9.00 rano pierwszy mecz drugiego dnia turnieju. Zlekceważyliśmy ich totalnie. Przegraliśmy pierwszego seta, w drugim secie coś mi odbiło w piłce na 20:19 dla nas, że ja mu z kontry wstawię palcami, przy czym sędziowie przez cały turniej nie dali mi odbić palcami, bo co się brałem za odbicie palcami, to gwizdali podwójną (śmiech) i ja odbiłem palcami, on skończył, nikt nie gwizdnął. Wygraliśmy tego seta 22:20, a w tie breaku przegrywaliśmy 10:2… I co się stało? MK: I Zibi kończył… ZB: Michał miał wtedy kryzys, zaczęliśmy grać na dwa, ja atakowałem i wpadliśmy w jakiś taki cug, amok. On zaczął nagle w polu bronić, jak go odciążyłem z ataku i bronił niesamowicie. I wygraliśmy (śmiech). A z seniorskiej siatkówki są mam takie dwa piękne momenty. Jeden to dwumecz z Piacenzą, tym bardziej, że grałem przeciwko swojemu ostatniemu trenerowi we Włoszech - Angelo Lorenzettiemu. A drugi to mistrzostwa Europy w Izmirze, to było niesamowite przeżycie i bardzo się cieszę, że mogłem brać w tym udział. A najgorszy moment w seniorskiej siatkówce, to ten mecz z Bułgarią w Anconie… A takie porażki, trudne, przegrane mecze zostają wam na długo w pamięci, w głowie? MK: To siedzi w człowieku… ZB: …ile razy myśleliśmy, co by było, gdybyś wtedy zagrał na dużego… Tyle lat, a wy pamiętacie nawet swoje słowa… ZB: Tak, dużo razy o tym myśleliśmy i gadaliśmy. MK: To siedzi w głowie, ale to nie jest przytłaczające. ZB: Tak, to nie przytłacza. Ale tylko jeśli nie ma sekwencji, dzisiaj słabo, pojutrze słabo, w następny weekend słabo, znowu słabo, bo wtedy zaczyna się pojawiać wielki dołek psychiczny. Człowiek traci wiarę w swoje umiejętności. A jak się po porażce wygrywa, to tamten mecz znika, przygnębienie mija. No chyba że to jest mecz istotny, o „być, albo nie być”, o medal, to zostaje na zawsze. Jak do tego doszło, że pierwszy raz w życiu gracie w tym samym klubie? MK: Ja zawsze chciałem ze Zbychem grać. Miałem w Padwie jeszcze dwa lata kontraktu, ale jak się dowiedziałem, że tu w Warszawie moglibyśmy zagrać razem, to byłem gotów. ZB: Nigdy nie graliśmy razem, ale zawsze chcieliśmy. MK: Przyszedł czas, żeby razem w końcu zagrać. ZB: I przypuszczaliśmy, że to da dobre efekty. Póki co, daje… MK: To było nasze marzenie i fajnie, że możemy je spełniać, a przy okazji gra w tym sezonie w Politechnice to jest ciekawe wyzwanie, mamy o co walczyć. Nie ma między wami rywalizacji? Gracie w tej samej dziedzinie, na tej samej pozycji, nie bywacie zazdrośni o sukcesy drugiego? MK: Nie mieliśmy tak jak na razie okazji rywalizować ze sobą. Zibi był w kadrze A ja byłem w B, graliśmy w innych klubach. W Warszawie też zwykle obaj wychodzimy w szóstce, wiec nie mamy możliwości, żeby rywalizować ze sobą. ZB: My się raczej uzupełniamy i wspieramy.. MK: …właśnie, raczej się wspieramy! Ja bym w ogóle nie chciał z Zibim rywalizować.. ZB: …właśnie chciałem to powiedzieć, że ja z Michałem nie podejmę rywalizacji. Nawet, jeśli będzie taka sytuacja, czego nam życzę, że będziemy razem w przyszłym roku w pierwszej reprezentacji.
rozmawiała Ola Piskorskazdjęcie Michała Kubiaka z azspw.comDołącz do grupy dyskusyjnej Volley24.pl. Zarejestruj się i porusz ciekawe tematy dotyczące siatkówki - Zapraszamy!
Strona 1 z 2 |
|||||||||||||||||||||||||||||||||

| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Mam z Tobą do pogadania |
|
||
Najczęściej czytane |