Trener polskich siatkarek: Kadra to 26 osób, nie tylko MatlakŚwiat nam nie ucieka, choć może my zbyt wolno go gonimy. Widać nasze postępy, a działacze woleli spojrzeć na tę stronę medalu - mówi Jerzy Matlak, którego władze polskiej siatkówki zostawiły na stanowisku, mimo dziewiątego miejsca na mistrzostwach świata
Odetchnął pan już po czwartkowej decyzji zarządu PZPS?
Jerzy Matlak: Nie mogę odpowiedzieć inaczej niż tak. Kto merytorycznie odniósł się do podsumowania dwóch lat mojej pracy, musiał uznać, że nie ma co narzekać i robić zmian. Budzi pan skrajne odczucia. Działacze PZPS stoją za panem murem, ale kibice, nawet cześć siatkarek, oczekiwali, że pana zwolnią.
Nie jest przyjemnie czytać tych opinii, z reguły anonimowych. Moje odczucia co do jakości gry reprezentacji nie były aż tak katastrofalne. Niektórzy kibice widzieli w naszej drużynie medalistę MŚ. Też bym chciał, ale dziewczyny grały tak, jak umieją na dziś. Przy odrobinie szczęścia, wygraniu kilku akcji więcej, mogliśmy zająć wyższe miejsce niż dziewiąte, ale niehonorowej porażki nie ponieśliśmy, nie wróciliśmy z turnieju po drugiej rundzie. Najlepsze mecze rozegraliśmy w końcówce turnieju, odnieśliśmy trzy zwycięstwa, więc drużyna nie była wcale zdołowana. Rywalki też miały kryzysy. Może wielkie imprezy wywołują u pana nerwy, traci pan głowę?
Mam przy sobie asystenta, statystyka, którzy mi podpowiadają. Łatwo mówić, jak się siedzi wygodnie w fotelu.
Czym pan ujął działaczy, że tak mocno pana bronili?
Znalazłem się w takiej sytuacji po raz pierwszy i więcej nie chcę. Bez względu na wyniki na mistrzostwach po dwóch latach umówiliśmy się na weryfikację mojej pracy. Tak jest zapisane w kontrakcie. Pierwszy rok to był niespodziewany sukces na mistrzostwach Europy, drugi wcale nie zakończył się klapą, zwłaszcza że liczyłem na zupełnie inne dziewczyny. Proszę spojrzeć, ile z nich zrezygnowało, prawie wszystkie mistrzynie Europy z 2003 i 2005 roku! Z każdym rywalem, może poza Brazylią, mój zespół umiał nawiązać walkę. Świat nam nie ucieka, choć może my zbyt wolno go gonimy. Widać nasze postępy, a działacze woleli spojrzeć na tę stronę medalu. Działacze boją się pana, bo ma pan silne poparcie tzw. ludzi z terenu?
A co ja mam z nimi wspólnego? To jakaś szalona hipoteza. Zaraz po decyzji PZPS poszliśmy na drobną przedświąteczną kolację, taką z opłatkiem. Zostało parę osób z zarządu i w rozmowach prywatnych zaczęliśmy się mocno zapoznawać. Z paroma działaczami nie miałem dotąd przyjemności, więc powiedziałem im: Cieszę się, że mogę poznać tych, co wydawali na mnie wyrok. I jak tu mówić, że mam silne poparcie w terenie?
Po decyzji PZPS obiecał pan: Wyciągnę z mojej pracy to, co dobre, zmienię to, co było dotychczas źle. Może pan wskazać konkrety?
Minęły dopiero trzy tygodnie od powrotu z Japonii, nie było jeszcze czasu, by się dokładnie zastanowić. Nie wiedziałem, co postanowi PZPS, więc nie segregowałem tego w głowie. Nie chcę strzelać kulą w płot, mam wiele do przemyślenia i nie są to tylko minusy, ale także plusy.
Można by zmienić parę rzeczy, jeśli chodzi o ten rok. W zeszłym nie było czasu, bo najpierw zajmowały nas mistrzostwa Europy, później miałem problemy osobiste. Na pewno zabierałem na zgrupowania zbyt wiele zawodniczek, to trochę dezorganizowało pracę. Dzięki temu mam przegląd zaplecza, ale pierwszoplanowe zawodniczki mogą czuć się zaniedbane. Nie było czasu na rozmowy, nie wysłuchałem wszystkich problemów dziewczyn.
więcej na sport.pl
1. Dodane przez Makak, w dniu - 13-12-2010 11:04 , IP: 195.150.156.162 Ja nie kapuje pzps-u jak można zostawic na stanowisku trenera przeciw któremu jest duza część zawodniczek w kadrze. No ale widocznie lepiej jest zmienić i zastąpić kilka zawodniczek(a dobrych wśród młodzierzy i poza kadra jest niewiele) niz jednego trenera w dodatku niskiej-średniej klasy. Jeżeli byłby to trener klasy światowej o dużej renomie to spoko no ale...
|
2. Dodane przez gogo, w dniu - 13-12-2010 07:28 , IP: 89.228.203.33 99 na 100 trenerów po takiej krytyce ze strony mediów i samych siatkarek, zrezygnowałoby ze swojej funkcji, ale nie Matlak. Matlak ma poparcie samego siebie a to już wystarczy, tak przynajmniej myśli.
| |