Jerzy Matlak: Dwie piłki dzieliły dziś euforię od rozpaczy- Dwie piłki dzieliły dziś euforię od rozpaczy, ale wygraliśmy i jest nam jednak trochę lżej - dziennikarzom, kibicom chyba też, bo przecież wszyscy wspólnie marzymy, żeby nie być gdzieś na końcu - podsumował mecz z Koreą Jerzy Matlak i opowiedział nam, jak z jego perspektywy wyglądało to spotkanie i czy zaskoczyła go forma Gosi Glinki.
Ten mecz kosztował was chyba więcej niż którykolwiek do tej pory. Jerzy Matlak: - To był mecz przeciwko Korei, ale też przeciwko własnym słabościom, które kosztowały nas już w tym turnieju bardzo dużo. To był zresztą także mecz o zostanie w tych mistrzostwach, liczenie się nadal w grze i nie wyjechanie za wcześnie do domu. Ten mecz odpowiedział też na kilka pytań, które cały czas wisiały w powietrzu między innymi na takie, czy ta drużyna jest w stanie w krytycznych sytuacjach wydostać się z kłopotów czy nie. Dzisiaj na szczęście pokazały, że tak i być może jest to pierwszy krok na nowej drodze. W pierwszym secie sromotna porażka. a później odważna decyzja o zmianie ustawienia zespołu. To była decyzja na wagę zwycięstwa w tym spotkaniu?
- Cały czas się zastanawiamy jak dalej grać. Ciężko jest zmieniać to, co robiło się przez dwa miesiące, ale ja o Karolinie Kosek pamiętałem cały czas, bo to ona była przecież jedną z bohaterek Grand Prix, gdzie grała prawie aż do omdlenia i dzisiaj też nie zawiodła. Jednak szczególnie przestawienie Gosi Glinki na pozycję atakującej wniosło o wiele więcej niż jej gra na takim pozornym przyjęciu z Asią Kaczor, która dziś wyraźnie nie była w formie i zeszła po pierwszym secie. Dziś z powrotem zobaczyliśmy parę lat niewidzianą Glinkę, bo to ona dzisiaj pociągnęła ten mecz. Na pewno pozbierać się po pierwszym secie pomogły te zmiany w ustawieniach. Wcześniej nie były one aż tak potrzebne, bo przegrywaliśmy minimalnie, w końcówkach. Może już wcześniej powinniśmy je zrobić, ale dobrze, że w ogóle zdążyłem z tą decyzją.
*więcej na reprezentacja.net
|