|
Redaktor: Piotr Postrożny
|
|
2010-11-04 21:10:18 |
Glinka: nie bałam się, że się skompromituję Małgorzata Glinka-Mogentale to najstarsza zawodniczka naszej kadry siatkarek na mistrzostwa świata, które odbywają się w Japonii.
Po raz ostatni wystąpiła pani na mistrzostwach świata siatkarek osiem lat temu. To szmat czasu. Czym różnią się te mistrzostwa od tych, na jakich pani występowała?
 - Przez te osiem lat polska siatkówka poszła bardzo do przodu. Nie ukrywam, że chcemy osiągnąć jak najwyższe cele, a jak wiadomo w miarę jedzenia apetyt rośnie. Osiem lat temu byłam jeszcze bardzo młodą zawodniczką i z wielu rzeczy nie zdawałam sobie jeszcze sprawy. Teraz wiem już o wielu rzeczach, może nawet czasem za dużo. Wiem jedno, że są to moje drugie i ostatnie mistrzostwa świata.
Ile razy mówiła już pani w karierze słowo "ostatnie"?
- (Śmiech) Tym razem wydaje mi się, że to na pewno będą moje ostatnie mistrzostwa. Ciężko mi było wyjechać na miesiąc na te mistrzostwa świata, bo ktoś na mnie czeka w domu. Teraz wiem, że swoje ambicje muszę schować głęboko do kieszeni.
Czuje pani, że jest potrzebna temu zespołowi na mistrzostwach świata?
- Ciężko mi powiedzieć. Najlepiej zadać to pytanie dziewczynom z kadry. Na pewno na tych mistrzostwach odgrywam trochę inną rolę w zespole niż w poprzednich latach. Najważniejsze jest dla mnie to, że dobrze się czuję w tej kadrze. Gramy na mistrzostwach świata, a to oznacza, że naszymi rywalkami są zespoły z górnej półki. Podczas tej imprezy zostałam rzucona na bardzo głęboką wodę. Postanowiłam jednak podjąć wyzwanie. Na pewno nie jestem w stanie ciągnąć drużyny tak, jak to bywało do tej pory. Mam nadzieję, że będę drużynie pomagać, a nie przeszkadzać. Jeżeli trener posadzi mnie ławce, przyjmę to z pokorą. Wydaje mi się jednak, że z meczu na mecz moja dyspozycja będzie coraz wyższa.
Nie bała się pani ryzyka?
- Nie. Ani przez moment nie przeszło mi przez myśl, że mogę się tych mistrzostwach skompromitować. Wierzę we własne siły i chcę jak najlepiej pomagać drużynie.
Czuje pani to, że koleżanki mają do pani zaufanie na boisku?
- Tak. Oczekują ode mnie też wsparcia.
To pomaga?
- Na pewno. Dużo łatwiej się gra, kiedy czuję, że akceptowana na boisku.
Dochodzą nas słuchy, że jest pani dobrym motywatorem. Podobno przed spotkaniem z Peru wygłosiła pani mowę w szatni?
- Nie chcę mówić nic na ten temat. Po prostu staramy się z dziewczynami, by to, co się dzieje w szatni, zostało tylko między nami. To są nasze wewnętrzne sprawy. Szatnia jest naszym jedynym azylem, jaki możemy mieć. W innych miejscach ciągle ktoś nas obserwuje. Powiem tylko jedno. Rzeczywiście staramy się w szatni jakoś do siebie dotrzeć.
więcej w sport.onet.pl
|