Małgorzata Glinka: Muszę się dostosować do drużynyCzasami nie potrafię zaakceptować przegranej akcji. Są jeszcze takie zagrania, które kiedyś wykonywałam bez problemu, a dziś mam z nimi trochę kłopotów - przyznaje najbardziej doświadczona zawodniczka w polskiej reprezentacji.
- Jest pani zaskoczona tym, że tak szybko po powrocie do kadry trener Matlak regularnie widzi panią w podstawowym składzie?
- Tak naprawdę jeszcze sobie z tego nie zdaję sprawy. Zobaczymy, jak będzie, dopiero mistrzostwa świata pokażą tę właściwą wartość. Jestem przygotowana na wszystko, jeżeli forma pozwoli mi na grę w pierwszym składzie, to nie będę się przed tym zapierała rękami i nogami. Przyjaciele życzą mi nieustannie, abym była cierpliwa. Czasami są takie sytuacje, że nie potrafię zaakceptować przegranej akcji. Mimo to muszę się z tym godzić, żeby nie wymagać od siebie zbyt wiele. Są jeszcze takie zagrania, które kiedyś wykonywałam bez problemu, a teraz mam z nimi trochę kłopotów. - Jak się pani czuje w roli przyjmującej?
- Czuję się dobrze, ale na pewno brakuje mi jeszcze ogrania w tym elemencie. Dziewczyny mają ze mną więcej roboty na parkiecie, bo jestem przez nie trochę chowana. Ja biorę większą odpowiedzialność na siatce, a one z tyłu, i jakoś się dzielimy. Na pewno nie jestem przyjmującą z prawdziwego zdarzenia, którą stać na zabezpieczenie połowy boiska w przyjęciu. - Czego wam teraz najbardziej brakuje?
- Nie gramy meczów sparingowych i to nam doskwiera. Nie udało się, niestety, polecieć na turniej do Włoch, nie chcę nawet wnikać, jakie były tego przyczyny. Trudno teraz o dobrych sparingpartnerów, musimy wykorzystać to, co mamy. Szczególnie, że w perspektywie mamy mecz otwarcia mundialu z reprezentacją Japonii. - Były w kadrze niespodziewane odejścia i powroty. Czy teraz tworzycie już zgrany i kompletny kolektyw?
- Dołączyłam do kadry bardzo późno, a dziewczyny w tym roku zagrały już razem turniej World Grand Prix. Mogę to nadrabiać większym doświadczeniem, ale i tak to ja muszę się dostosować do drużyny, a nie drużyna do mnie. Wracając, musiałam zaakceptować pewne rzeczy, znam swoje miejsce w szeregu. Ze zgraniem jest tak, że zawsze mogłoby być lepiej. Wszystko wyjdzie w praniu - w naszym pierwszym meczu. *więcej na sports.pl
|