Semen Połtawski: Dostałem szansę na wygranie mistrzostw świataW piątek i sobotę reprezentacja Rosji rozegra towarzyskie mecze z Niemcami, a potem uda się do Serbii, gdzie weźmie udział w międzynarodowym turnieju. Wyniki tych spotkań zadecydują kogo ostatecznie Daniele Bagnoli zabierze do Włoch na mistrzostwa świata.
Wśród tych, których udział w mistrzostwach pozostaje nadal wątpliwym jest jeden z lepszych atakujących świata, Semen Połtawski. Semen, Bagnoli po Final Six Ligi Światowej "odczepił" Pana od drużyny, ale teraz Pan znowu jest w reprezentacji. Proszę wyjaśnić tę sytuację. Nikt mi niczego nie wyjaśniał, kiedy, jak to Pan mówi "odczepili" mnie od reprezentacji. Bardzo mocno mnie to dotknęło, byłem bardzo przygnębiony. Także i koledzy nie mogli tego zrozumieć. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy kilka dni temu zadzwonił do mnie główny menedżer reprezentacji Roman Stanisławow. Zapytał: "Semen jesteś gotów znowu dołączyć do drużyny? Masz życzenie ponownie trenować z reprezentacją?" Zdziwiłem się: po co było najpierw rezygnować z moich usług, a potem znowu wzywać? Ale oczywiście, oświadczyłem, że jestem gotowy dołączyć do reprezentacji w każdej chwili. Nigdy nie odmawiałem występowania w reprezentacji, a teraz mam jeszcze ogromne pragnienie wygrać mistrzostwa świata. Już po przyjeździe na bazę treningową pod Anapą dowiedziałem się, że inny atakujący - Losza Czeremisin uszkodził ramię. Jego kontuzja była niegroźna. Za dwa dni mógł już trenować. Stanisławow w ogóle mi o tym przez telefon nie mówił. Widocznie, sztab trenerski postanowił się zabezpieczyć. Ale ja zrobię wszystko, żeby wykorzystać nadarzającą się szansę. Ale będzie tak, że któryś z was, albo Pan, albo Czeremisin nie wystąpi na mistrzostwach świata. Miejsce w podstawowym składzie Maksima Michajłowa, nie podlega wątpliwościom... Tak właśnie myślę. O ile rozumiem, wszystko powinno się rozstrzygnąć w najbliższych dniach. Czekają nas treningi, a także pojedynki z Niemcami. Być może, już przed wylotem na turniej w Serbii będzie wiadomo, kto jest zbyteczny. Za burtą może zostać i Michajłow. Niczego nie można wykluczać. Taka ostra konkurencja nie wpływa na relacje w drużynie? Powiedziałbym, że mikroklimat w reprezentacji jest teraz lepszy niż ostatnimi laty. Wielu chłopaków ma niełatwy charakter, ale w tym sezonie nie było żadnych nieporozumień, a co dopiero kłótni. Często spotykamy się poza halą, jemy kolację prawie całą drużyną, zdzwaniamy się. Ale najważniejsze jest to, że teraz wszyscy bardzo chcemy wygrć mistrzostwa świata. Uważam, że możemy to zrobić. Oprócz tego, Bagnoli dobrze nas zna, a my jego. Jedynym, co może przeszkodzić w urzeczywistnieniu marzenia są kontuzje czołowych zawodników. Niedawno zgrupowanie był zmuszony opuścić Paweł Abramow. We Włoszech nie zagra. Niestety od urazów nikt nie jest zabezpieczony. Prawdopodobnie dla Pana wystąpić na mistrzostwach świata jest ważnym jeszcze dlatego, że ubiegły klubowy sezon też nie był zbyt udanym? Był jednym z gorszych w mojej karierze. Najpierw do Dynamo przyszedł trener o nazwisku Borszcz. Relacje między nami nie ułożyły się. On nawet odsuwał mnie od treningów. W drużynie, tego specjalisty wielu po prostu nienawidziło. Ale potem jemu przytrafiło się to, co przytrafiało się w innych klubach, - wypędzili go. Ale u mnie seria niepowodzeń nie skończyła się. To jedna kontuzja, to następna. Na skutek tego nowy trener Czerednik postawił na Romę Jakowlewa. I nawet kiedy nabrałem formy, to i tak niewiele grałem. Byłem bardzo roztrzęsiony porażką w finale Ligi Mistrzów z włoskim Trento. Na koniec sezonu jednak Czerednik sobie o mnie przypomniał. Ale w tym czasie ja miałem za sobą pół roku bez gry i nie mogłem pokazać wszystkiego na co mnie stać. A na koniec nie dano mi nawet możliwości zagrania w meczach o trzecie miejsce mistrzostw kraju. Po prostu wyrzucili mnie z drużyny i nawet "dziękuję" nie powiedzieli, pomimo że spędziłem w klubie siedem sezonów. Więcej, kierownictwo Dynamo podziękowało Bułgarowi Salparowowi, a o odchodzących: Wołkowie, Bierieżko i Połtawskim po prostu zapomnieli. Chodzą słuchy, że kierownictwo Dynamo obraziło się na Pana za wywiad, którego Pan udzielił po Final Four Ligi Mistrzów, a przed serią o trzecie miejsce rosyjskiej Superligi. Mówi się, że właśnie Pana wypowiedzi były jedną z przyczyn tego, że popadł Pan w niełaskę. Przede wszystkim zdanie "Do walki o trzecie miejsce nie ma żadnego nastawienia". Po pierwsze, dziennikarz nie całkiem poprawnie mnie zrozumiał. Sens mojej repliki polegał na tym, że mecze o trzecie miejsce nie są w zasadzie potrzebne i we Włoszech dawno ich się nie przeprowadza. Jednocześnie powiedziałem, że jeśli regulamin przewiduje mecze o trzecie miejsce, to trzeba je grać. Ale, żeby wyłonić zwycięzcę, to według mnie wystarczy jedno spotkanie na neutralnym boisku. Po drugie, myślę, że ten wywiad rzeczywiście nie przeszedł mimochodem. Głównym obrażonym, prawdopodobnie poczuł się Czerednik. Powiedziałem wtedy, że przyczyną naszej porażki w Final Four były także trenerskie wyliczenia. Krytyka pod adresem trenera polegała na tym, że według mnie zrobił on z drużyny talię kart. Zmieniał zawodników zaledwie po jednym błędzie. A wykazać się w takiej sytuacji jest niełatwo. Oprócz tego powiedziałem, że Dynamo zhańbiło się w półfinale czempionatu Rosji z kazańskim Zenitem. Według pewnych danych, to właśnie Czerednik był inicjatorem tego, że "zwinęli" mnie z drużyny. On widocznie nie chciał lub nie mógł przyznać się do swoich błędów. Dlaczego zdecydował się Pan przejść do skromnego Jarosławicza, który w ubiegłym sezonie zajął tylko ósme miejsce? Reprezentant Rosji nie miał innych propozycji? Oferty były. Na przykład z Lokomotiwu Biełgorod. Ale nie zdołaliśmy się dogadać. A w ogóle nie rozumiem, dlaczego wszyscy są tacy zdziwieni moim wyborem Jarosławicza. Pod kierownictwem trenera i prezydenta tego klubu, Siergieja Szlapnikowa grałem jeszcze w młodzieżowej reprezentacji Rosji. Podoba mi się, że Jarosławl znajduje się obok Moskwy. Trzy godziny jazdy samochodem i już jestem w domu i zajmuję się remontem. Tak, że nawet nie czuję, że przeprowadziłem się do innego miasta. Oprócz tego klub załatwił mi mieszkanie obok hali. Jeszcze bardzo ważnym jest to, że na pozycji rozgrywającego gra sam Wadim Chamutckich. Dla każdego atakującego grać z takim rozgrywającym to sama przyjemność. Dlatego szybko domówiłem sumę kontraktu i podpisałem umowę na jeden sezon. Ale w Dynamo każdego roku walczyliście o zwycięstwo w mistrzostwach kraju, a teraz nawet o brązowych medalch przyjdzie zapomnieć... Naturalnie, cele Jarosławicza znacznie skromniejsze. Ale nie całe życie gra się o nagrody. A europejskie puchary tylko siły zabierają. Roczek od nich można odpocząć. Moja nowa drużyna, na pewno będzie walczyć o udział w play-offach, a może i o strefę europucharów. Co prawda, na razie oficjalnie nikt zadań przed nami nie postawił. W każdym razie niczego nie żałuję. Wcześniej czy później trzeba było zmienić warunki. źródło: nowyje izwiestia/volleyservice
1. Dodane przez semen, w dniu - 01-09-2010 13:39 , IP: 178.37.77.132 fak zgadzam sie
|
2. Dodane przez janek, w dniu - 01-09-2010 10:17 , IP: 109.243.119.93 semen pojedzie na mś innej opcji nie widze;]
| |