Podsumowanie rundy rewanżowej ćwierćfinałów PPZakończyły się zmagania klubów w ćwierćfinałach Pucharu Polski. Wczoraj poznaliśmy ostatniego uczestnika turnieju finałowego, który odbędzie się w dniach 23 – 24 stycznia 2010 w hali Łuczniczka w Bydgoszczy. O puchar powalczą Resovia Rzeszów, Jastrzębski Węgiel, ZAKSA Kędzierzyn i Delecta Bydgoszcz. Największą sensacją rozgrywek jest brak w Final Four aktualnego Mistrza Polski, Skry Bełchatów.
W pierwszym spotkaniu zmierzyły się ze sobą Skra Bełchatów i Resovia Rzeszów. Po trzysetowej wygranej w Rzeszowie, wicemistrzowie Polski do awansu potrzebowali zaledwie jednego seta. Z kolei Skra musiała wygrać w trzech partiach i liczyć na lepszy bilans małych punktów. Ta sztuka mistrzom Polski się nie udała, a głośniej niż sam mecz komentowano decyzje pary sędziowskiej Andrzej Lemek – Marek Twardowski.
Spotkanie od początku było bardzo wyrównane. Z czasem jednak zaczęła sie uwidaczniać przewaga gości, głównie dzięki bardzo dobrej zagrywce. W końcowej fazie seta Resovia wywalczyła sobie pięciopunktową przewagę i mało kto wierzył, że Skra może odwrócić jego losy. Jednak wówczas świetnie w obronie i w ataku zagrał Wlazły, a na zagrywce bardzo dobrze spisywał się Falasca. Ostatecznie to gospodarze wygrali pierwszego seta na przewagi (26:24) i tym samym przedłużyli swoje nadzieje na zwycięstwo w tym dwumeczu. Wygrana w końcówce dała Skrze przysłowiowego „kopa”. Już od początku drugiej partii mocniej przycisnęła ona rywala, dzięki czemu udało jej się objąć trzypunktowe prowadzenie. Jednak Rzeszów po krótkim przestoju zaczął odrabiać straty, a z czasem też wypracowywać sobie przewagę, która w końcówce partii wynosiła już pięć punktów (15:20). Wtedy na zagrywce znowu pojawił się Falasca i Skra doszła na 19:20. W tym momencie dużo emocji wzbudziła decyzja sędziów, którzy uznali atak Mariusza Wlazłego za autowy (siatkarze Skry upierali się, że było po bloku). Ostatecznie seta do 21 wygrali siatkarze z Rzeszowa i to oni awansowali do turnieju finałowego. Od tego momentu mecz nie był już tak pasjonujący jak wcześniej. Obaj trenerzy zdecydowali się na zmiany (szczególnie trener Resovii, Ljubomir Travica). Na boisku kibice mogli więc zobaczyć m. in. Mateusza Mikę, Grzegorza Kosoka, Krzysztofa Gierczyńskiego, Pawła Papke (Resovia) czy też Radosława Kolanka (Skra). Oba sety padły łupem Skry, która ostatecznie wygrała to spotkanie 3:1.
PGE Skra Bełchatów : Asseco Resovia Rzeszów 3:1 (26:24, 21:25, 27:25, 25:20)
Skra: Dobrowolski, Novotny, Możdżonek, Pliński, Antiga, Kurek, Gacek (libero), Wlazły, Falasca, Bąkiewicz, Kolanek Resovia: Grzyb, Wika,Akhrem, Oivanen, Perłowski, Redwitz, Ignaczak (libero), Kosok, Gierczyński, Mika, Papke
Awans: Resovia Rzeszów W podobnej sytuacji co Resovia była też drużyna Jastrzębskiego Węgla. Również im do awansu do turnieju finałowego wystarczyło wygranie jednej partii. Ta sztuka siatkarzom Roberto Santiliego udała się już w pierwszym secie. Mimo to grali oni do końca i pokonali swych rywali, tym razem 3:1. Pierwsza i najważniejsza odsłona tego meczu rozpoczęła się od prowadzenia gości. Jastrzębianie grali bardzo sumiennie i, tak jak w pierwszym meczu, dyktowali warunki gry. Olsztynianie, poza dobrym blokiem i regularnym atakiem Winnika, nie mieli wiele do powiedzenia. Pierwszą partię, dającą awans Jastrzębskiemu Węglowi, zakończył Paweł Abramow (20:25). W tym momencie trenerzy obu drużyn zdecydowali się na dokonanie zmian, przez co na boisku pojawili się Sławomir Szczygieł (Jastrzębie) i Artur Jacyszyn (Olsztyn). Na początku drugiej partii spotkania walka trwała punkt za punkt. Potem jednak gospodarze popełnili sporo błędów, co wykorzystali jastrzębianie, budując sobie bezpieczną przewagę. W końcówce tej partii olsztynianie podjęli jeszcze walkę, ale nie udało im się dogonić rywala i przegrali seta do 21. W składach obu drużyn nastąpiły kolejne zmiany – pojawili się Sławomir Master (Jastrzębie) i Tomasz Józefacki (Olsztyn). AZS grał w tym fragmencie meczu naprawdę dobrze, prowadząc przez większą część trzeciego seta. Szybko jednak tę przewagę roztrwonił i o zwycięstwie decydowała gra na przewagi. W niej lepsi okazali się olsztynianie, którzy dzięki dobrej grze Marcelo wygrali tę partię spotkania do 24. Ostatnia odsłona meczu początkowo układała się po myśli jastrzębian, jednak ambitnym gospodarzom kilkakrotnie udawało się doprowadzić do wyrównania. W końcówce seta kibice ponownie byli świadkami zaciętej walki, którą atakiem w antenę zakończył Józefacki (23:25) i w ten sposób goście wygrali cały mecz w czterech setach.
AZS UWM Olsztyn - Jastrzębski Węgiel 1:3 (20:25, 21:25, 26:24, 23:25 )
AZS: Oczko, Winnik, Siezieniewski, Gunia, Paulo, Marcelo, Andrzejewski (L), oraz: Józefacki, Kowalczyk, Jacyszyn, Kusaj, Tomczyk Jastrzębie: Łomacz, Azenha, Hardy, Czarnowski, Abramow, Nowik, Rusek (L), oraz: Szczygieł, Pęcherz, Master Awans: Jastrzębski Węgiel Identycznie jak Resovii i Jastrzębskiego Węgla przedstawiała się przed spotkaniem rewanżowym sytuacja ZAKSY Kędzierzyn Koźle. Mecz rozpoczął się jednak dość niespodziewanie. Waleczni siatkarze z Będzina nie zamierzali kapitulować przed aktualnym wiceliderem tabeli PlusLigi i wygrali pierwszą partię spotkania. Pozostałe padły jednak łupem gospodarzy i to oni wywalczyli bilet do Bydgoszczy. Będzinianie rozpoczęli ten mecz z wysokiego „C” i juz na początku meczu udało im sie osiągnąć trzypunktowe prowadzenie, które potem powiększyli do pięciu "oczek". Kędzierzynianie rzucili się do obrabiania strat, ale niewiele im to dało, bo goście nie zamierzali ustąpić pola bardziej utytułowanym kolegom. Gospodarzom nie pomagała też nieskuteczna gra w ataku w końcowym fragmencie tej partii. Tą słabość siatkarze MOS-u Będzin bezlitośnie wykorzystali i wygrali pierwszego seta do 20. Przyjezdni nie poddawali się też na początku drugiego seta. Dopiero w srodkowej fazie tej partii gospodarzom udało sie osiągnać trzypunktową przewagę. Od tego momentu gra układała sie po myśli siatkarzy z Kędzierzyna, o czym najlepiej świadczy fakt, że decydujacą cześć tej odsłony spotkania wygrali 9:2, całego seta do 14 i tym samym zapewnili sobie awans do turnieju finałowego. W trzecim secie obie drużyny długo grały punkt za punkt. Gospodarzom nie udawało się wywalczyć większej niż 3 - 4 punktowa, przewagi. Jednak w końcówce będzinianie popełnili sporo błędów, które wykorzystali ich rywale, wygrywając tą odsłonę spotkania do 20. Czwarty i, jak się później okazało, ostatni set spotkania był popisem gry gospodarzy, którym dość szybko udało się wypracować sześciopunktową przewagę. To dało im spory komfort gry. Grający na luzie kędzierzynianie nie mieli problemu z wygraniem tego seta do 17, a tym samym całego spotkania 3:1.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle- MKS MOS Będzin 3:1 (20:25, 25:14, 25:20, 25:17) ZAKSA: Masny, Jarosz, Ruciak, Sammelvou, Szczerbaniuk, Kaźmierczak, Mierzejewski (libero) oraz Pilarz, Martin, Gladyr, Witczak i Kacprzak MKS: Kantor, Miller, Syguła,Dzierżanowski, Zborowski, Świechowski, Potera (libero) oraz Łaguszyński, Mędrzyk, Tomczyk, Leszczawski Awans: ZAKSA Kędzierzyn - Koźle
Zupełnie inaczej wyglądała rywalizacja w ostatniej parze półfinałowej. Gospodarz, Pamapol Siatkarz Wieluń, potrzebował do awansu dwóch wygranych setów, ponieważ w pierwszym spotkaniu zwyciężył 3:1. Z kolei Delecta Bydgoszcz, aby wyjść zwycięsko z tej rywalizacji musiała wygrać mecz, najlepiej w trzech setach (awans dawała jej też wygrana 3:1, pod warunkiem lepszego bilansu małych punktów). Ostatecznie z dwumeczu górą wyszli bydgoszczanie, którzy wygrali spotkanie rewanżowe 3:0 i tym samym wywalczyli ostatni bilet do turnieju finałowego Pucharu Polski.
Początek meczu był korzystny dla gospodarzy, którzy szybko objęli trzypunktowe prowadzenie. Przyjezdni jednak szybko przejęli inicjatywę i sami objeli identycznych rozmiarów prowadzenie. Gospodarze szybko wyrównali i od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt. W końcówce seta wielunianie stracili cztery punkty z rzędu, w czym duża była zasługa Szymańskiego. Tę przewagę goście utrzymali do końca partii, zwyciężając w niej do 21, po asie serwisowym Sopki. Następna odsłona była najbardziej wyrównaną i dramatyczną partią meczu, a sytuacja w nim zmieniała sie jak w kalejdoskopie. Wprawdzie początek należał do bydgoszczan, którzy prowadzili dwoma punktami, ale gospodarze szybko wyrównali. Po chwili, dzięki prostym błędom wielunian, goście ponownie byli na prowadzeniu, ale miejscowi po raz kolejny wyrównali. O zwycięstwie w tym secie decydowała gra na przewagi. Większą odpornością psychiczną wykazali się jednak podopieczni Waldemara Wspaniałego, którzy po błędzie w ataku Wołosza wygrali tę partię do 29. Wyrównany był początek trzeciej odsłony spotkania. Przez niemal połowę tego seta obie drużyny grały punkt za punkt. Po doskonałych serwisach Cervena gościom udało się wyjść na trzypunktowe prowadzenie, które pozwoliło im kontrolować grę w tym secie do samego końca. Wprawdzie w końcówce gospodarzom udało się zmniejszyć stratę do jednego punktu, ale na niewiele to się zdało, albowiem Delecta wykorzystała pierwszą piłkę meczową, wygrywajac tym samym cały mecz 3:0.
Pamapol Siatkarz Wieluń - Delecta Bydgoszcz 0:3 (21:25, 29:31, 23:25) Siatkarz: Matejczyk, Wołosz, Kordysz, Buniak, Lubiejewski, Zajder, Kryś (L) oraz Nowak, Sarnecki, Stelmach i Błoński Delecta: Woicki, Sopko, Cerven, Gruszka, Szymański, Jurkiewicz, Lambourne (L) oraz Pieczonka i Konarski Awans: Delecta Bydgoszcz inf. własna
|