siatkówka

Siatkówka

- wiadomości

Redaktor: Maciej Rżysko   
2009-04-05 22:30:56

Image
O eks-beniaminku słów kilka

Miały być posezonowe, gremialne peany, strzelające korki od szampana, zachwyty nad trenerskim geniuszem Wojciecha Kaszy. Słowem - sielanka. Siatkarska rzeczywistość brutalnie jednak zweryfikowała śmiałe założenia gdańskiego Trefla. Beniaminka, który z niespotykanym do tej pory hukiem spadł z Plusligi. 

 

Kiedy podczas przedsezonowej konferencji prasowej zapytałem prezesa Kazimierza Wierzbickiego o cele na nadchodzący sezon stwierdził, że miejsce premiowane grą w europejskich pucharach bierze w ciemno. Wówczas wydawało się, że nie są to czcze obietnice bez pokrycia. Trefl miał w teorii najlepszą drugą linię w lidze, solidny środek siatki z charyzmatycznym Łukaszem Kadziewiczem, parę doświadczonych rozgrywających oraz leworęcznego Wojciecha Winnika, jednego z najlepiej punktujących w zdominowanym przez gdańszczan zapleczu Plusligi. Trefl miał więc teoretycznie wystarczającą ilość atutów, aby stać się "czarnym koniem" rozgrywek. Na papierze skład "gdańskich lwów" rzeczywiście wyglądał imponująco. Jedyne zastrzeżenia znajdowały się na ławce trenerskiej, bowiem wielu wątpiło w słuszność jej składu. Zaufano jednak młodemu Wojciechowi Kaszy, który, jak zapewniał prezes Wierzbicki, posiada(ł) ogromny autorytet w drużynie. Ciężko jednak było wyobrazić sobie wspomnianego Kadziewicza czy choćby dowolnego z nowopozyskanych obcokrajowców zafascynowanych autorem "Metodyki nauki obrony w polu". Nie należy mieć jednak większych pretensji do byłego trenera Trefla. Młody szkoleniowiec, a do niedawna kolega z boiska dla kilku swoich podopiecznych, nie dość, że został rzucony na najgłębszą w swojej karierze wodę, to jeszcze na deser otrzymał zbiór skrajnie różnych charakterów. Nie można bowiem stwierdzić, że trenerowi Kaszy, absolwentowi kierunku trenerskiego krakowskiej AWF brakuje myśli szkoleniowej czy warszatu trenerskiego (z sukcesami prowadził ekipy spalskiej, sosnowieckiej i rzeszowskiej SMS). Brakowało dwóch rzeczy. Doświadczenia oraz trzeźwego dostrzeżenia przepaści między juniorską a seniorską siatkówką. Czasem można było również zauważyć dystans i swoisty strach względem swoich podopiecznych, zwłaszcza na przerwach technicznych, gdzie popularne "gramy, gramy" wyraźnie przeważało nad merytorycznymi uwagami. Tak to już jest z tymi dzisiejszymi autorytetami...

Wreszcie, w połowie stycznia, po serii upokarzających porażek trwającej od listopadowego zwycięstwa nad późniejszym katem gdańszczan, radomskim Jadarem, trener Kasza nie wytrzymał krzyżowego ognia krytyki. Odszedł w niesławie, ale z honorem, zapewniając przy tym, iż rezygnuje ze stanowiska wyłącznie dla dobra drużyny, zanim będzie za późno na skuteczną walkę z widmem spadku. Po dwóch dniach anarchii, trzynastego stycznia, stery tonącego powoli okrętu przejął człowiek skrajnie inny od swojego poprzednika.

Jerzy "Georg" Strumiłło, utytułowany menedżer, znany bardziej poza granicami naszego pięknego kraju, poliglota, człowiek ogromnego życiowego i sportowego doświadczenia, miał wreszcie stworzyć ze zlepku nazwisk zespół, zdolny wyprzedzić w tabeli bydgoską Delectę oraz wspomniany Jadar, a tym samym spokojnie utrzymać się w PlusLidze. W osiągnięciu szczytnego celu miał mu pomóc powracający po koszmarnej kontuzji Bruno Augusto Zanuto, który, jak zapewniał sam Strumiłło, miał być długo poszukiwanym liderem zespołu, na barkach którego spoczywałby ciężar zdobywania ważnych punktów. Siatkarska rzeczywistość po raz kolejny jednak wzięła górę nad marzeniami i fantazjami Trefla. Kontuzja odcisnęła głębokie piętno na Brazylijczyku, który był cieniem samego siebie z rozgrywek Serie A, kiedy to był jednym z najlepiej punktujących zawodników Top Volley Latina. Na domiar złego dał o sobie znać kontuzjogenny charakter przesympatycznego Serba Bojana Janicia, który wraz ze swoim feralnym barkiem częściej przebywał u reprezentacyjnego lekarza niż na parkiecie, nie mówiąc nawet o treningach. W końcu, za porozumieniem zainteresowanych stron, rozwiązano trzyletni kontrakt ze świeżo upieczonym olimpijczykiem z Pekinu.

Ten moment należy również uznać za początek okresu podejrzanie słabej dyspozycji libero Marko Samardzicia, prywatnie przyjaciela Janicia. Przyjęcie rzekomo jednego z najlepszych na swojej pozycji zawodników stało na tak fatalnym poziomie, że nie młodzi przecież Kruk i Bednaruk (o szalonej rotacji na pozycji rozgrywającego w dalszej części felietonu) wybiegali się po boisku po wsze czasy. Do elementów sfery psychicznej należy dodać również dziwne kontuzje Serba, który po uderzeniu w bandy reklamowe lewym barkiem z reguły łapał się za bark prawy, by po chwili radośnie wrócić na boisko tylko po to, by zaraz z niego zejść. Szeroko rozumiana medycyna nie leży na orbicie moich zainteresowań, ale nawet niezbyt wprawne oko zauważy, że coś tu nie gra. Oczywiście nie można odmówić Marko zaangażowania w pierwszej części sezonu, gry Trefl o coś jeszcze grał, ale od momentu, gdy sytuacja w klubie zaczęła robić się fatalna, zarówno on, jak i inni gwiazdorzy, których nazwisk w kwestii krytyki głośno wymawiać nie wolno, stracili jakąkolwiek motywację do gry. Nie ukrywajmy jednak, że dla olimpijczyków, wielokrotnych mistrzów lub przynajmniej medalistów poważnych lig europejskich, walka o utrzymanie w namaszczonej przez pewnych skrajnie optymistycznych ludzi trzecią ligą świata jest poniżająca lub co najmniej nie w ich naturze.

Łukasz Kadziewicz. Cóż, kwestia gry i zachowania tego zawodnika jest o tyle trudna do rozpatrzenia, o ile budzi on skrajne emocje. Niektórym jego rzeczywistą wartość przesłania niepohamowana sympatia lub jej brak do jego osoby. Niektórzy zaś realnie stwierdzają, że enfant terrible polskiej siatkówki, pomimo niesamowicie trudnej do rozgryzienia osobowości, to po prostu świetny, doświadczony i charyzmatyczny środkowy. Pochodzący z Dobrego Miasta siatkarz, pomimo wielu ofert z możnych klubów ówczesnej PLS, zdecydował się reprezentować barwy beniaminka z Pomorza. W wielu wywiadach zaznaczał, że zadecydowały głównie względy prywatne, choć i sama chęć nowego wyzwania (których w swojej karierze miał aż nadto, od mroźnego Surgutu do straconego sezonu w Mediolanie) była dla niego wystarczającym magnesem. On również miał pełnić w Treflu funkcję magnesu na nieco sceptycznie podchodzących do siatkówki gdańszczan. Ponadto na jego barkach oczywiście miał spoczywać ciężar dowodzenia gdańskim blokiem oraz kończenie ataków z popularnej krótkiej. Zwłaszcza z tego drugiego elementu siatkarskiego rzemiosła wywiązywał się znakomicie, kończąc większość nadarzających się okazji do zdobycia punktu. Okazji, umówmy się, dość rzadkich. Trudno bowiem skutecznie zagrać krótką gdy rozgrywający gania za piłką po całym placu przeznaczonym do gry. Nie zapominajmy również, że jakość rozegrania w niektórych przypadkach była tak kuriozalna, że niejednokrotnie przebywający w pierwszej linii środkowy otrzymywał piłkę w najlepszym przypadku pod łokieć.

Wielu etatowych krytyków atakuje Kadziewicza, uważając go za jeden z niewypałów transferowych bieżącego sezonu. Cóż, jeśli średnio prawie jeden punktowy blok na każdy rozegrany set i 57% skuteczność w ataku w skali całej rundy zasadniczej to dzieło niewypału transferowego, to w istocie Łukasz Kadziewicz nim jest. A wychodzącą z niego duszę showmana (choćby słynne żonglowanie piłką przed zagrywką) należy mu wybaczyć, bowiem nie miało to większego przełożenia na najbardziej istotną w siatkówce kwestię, czyli poziom sportowy.

Jeśli już jesteśmy przy kwestii transferowych błędów, warto pokusić się o krótką analizę sytuacji, jaką mieliśmy na pozycji, od której w bodaj największym procencie zależy ewentualny sukces lub porażka drużyny. I nie chodzi mi tutaj o indywidualne wycieczki względem duetu rozgrywających Trefla Gdańsk, Łukasza Kruka i Jakuba Bednaruka, lecz o sposób ich doboru do pozostałych elementów siatkarskiego mechanizmu. Przed sezonem głośno padały nazwiska utalentowanego Kevina Hansena, doświadczonego Loica de Kerget. "Poinformowani" nieśmiało wskazywali nawet na Pawła Zagumnego, który rzekomo miał stracić pracę w wyniku ewentualnego rozbioru olsztyńskich akademików. Ostatecznie, głównie z powodów finansowych, zdecydowano się na Mistrza Włoch w barwach Itasu Diatec Trentino, Jakuba Bednaruka. Nie trzeba być wybitnym znawcą tematu, aby stwierdzić, że mimo znacznych sukcesów drużyn, które reprezentował, Bednaruk jest po prostu ligowym rzemieślnikiem, wiecznym rezerwowym, który miewał przebłyski znakomitej formy bodaj jedynie w barwach Jastrzębskiego Węgla.

Członek szalonej drużyny Tomaso Tottolo dołączył do solidnego, niezwykle sympatycznego Łukasza Kruka, który w minionym (choć paradoksalnie wkraczającym w najbardziej emocjonującą fazę) sezonie pełnił rolę "pierwszego rozgrywającego". Jak względne jest to pojęcie, niech świadczy fakt, że rotacja na tej newralgicznej pozycji była po prostu szalona. Często za Kruka wchodził Bednaruk (i odwrotnie) tylko po to, by dwa razy wyrzucić Winnika za antenkę, raz wystawić piłkę pod łokieć Kadziewiczowi oraz huknąć w aut z zagrywki. Po kilku efektownych akcjach następowała zmiana powrotna. Trudno mieć jednak większe pretensje do duetu rozgrywających, bowiem istotą zdrowej równowagi na tej pozycji są trzy kwestie: wzajemne uzupełnianie się obu "sypaczy", wyraźne wskazanie rozgrywającego numer jeden oraz wartościowy zmiennik po przekątnej w przypadku niekorzystnego ustawienia zawodników na boisku. Zarówno Kruk jak i Bednaruk nie imponują warunkami fizycznymi ani szczególną kreatywnością, rozgrywają na podobnym poziomie i wreszcie, zwłaszcza w Treflu, nie mieli pełnego komfortu gry i bagażu zaufania od trenera. Trudno więc było się spodziewać, że zawodnik A, wchodząc za zawodnika B diametralnie zmieni obraz gry i z chłodną głową rozegra ważną akcję.

Wracając do zawodnika występującego po przekątnej z rozgrywającym. O ile Wojciech Winnik pewnego poziomu nie przeskoczy, o tyle jest on solidnym, relatywnie młodym zawodnikiem grającym na adekwatnie wysokiej skuteczności. Ileż to razy Wojtek został radośnie wyrzucony za antenkę lub postawiony przed potrójnym blokiem. No i oczywiście, w przeciwieństwie do rozgrywających, komfortu gry w wyjściowym składzie miał aż nadto. Nie sprawdził się zupełnie i nie zyskał zaufania trenera (zwłaszcza Jerzego Strumiłło) młodziutki rezerwowy atakujący Dawid Suski. Podczas rozpaczliwego boju z Jadarem o utrzymanie w PlusLidze notorycznie blokowanego Winnika zmieniał czwarty w hierarchii środkowych zawodnik - Waldemar Świrydowicz.

Kwestia Wojciecha Serafina, Krzysztofa Kocika, Jarka Stancelewskiego czy choćby spolonizowanego Rosjanina, Dimy Skoryy'a jest już mniej skomplikowana. Są to zawodnicy o określonym, umownie średnim poziomie gry lub gracze o świetlanej przeszłości, którym rzeczywiście zależało na utrzymaniu Trefla w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pod koniec sezonu jednak wielu z nich zabrakło motywacji lub po prostu ogrania na szczeblu ekstraklasy. Wielu przerosła rzekomo fatalna atmosfera w drużynie (choć wszystkie związane z klubem osoby jak jeden mąż utrzymują, że była ona znakomita) lub poziom rozgrywek. Warto jednak wspomnieć że, zwłaszcza w pożegnalnych spotkaniach Trefla z Jadarem, Wojtek Serafin i Krzysztof Kocik nie raz udowadniali, że są w stanie pociągnąć grę swojego zespołu pod nieobecność reprezentacji gwiazd i gwiazdeczek całego świata.

Powoli dochodzimy do aspektów pozasportowych. O ile z Bojanem Janiciem rozstano się w pokojowych okolicznościach, rozwiązując kontrakt za porozumieniem stron, o tyle odsunięcie od ekipy wyjazdowej do Radomia Bruno Augusto Zanuto odbiło się szerokim echem po siatkarskiej Polsce jako swoisty nietakt. Każdy, kto uważnie obserwował Brazylijczyka w akcji spostrzegł, że wyłamywał się z boiskowej melancholii partnerów z drużyny, "żyjąc" na parkiecie i pobudzając byłych już kolegów do walki. Fakt odsunięcia od zespołu dziwi również w kontekście niespotykanej ambicji i woli walki powracającego po groźnej kontuzji zawodnika. Bruno w przyspieszonym trybie rehabilitacji, po wielu wizytach u olsztyńskich specjalistów, starał się doprowadzić do pierwotnego stanu kontuzjowaną nogę. Cuda mają jednak to do siebie, że zdarzają się niezmiernie rzadko, więc nie inaczej było i tym razem. Zanuto nie zdołał powrócić do swojej normalnej dyspozycji, pokazując wyraźne rezerwy zwłaszcza w ataku, gdzie nie dość że nie łapał piłki na swoim normalnym pułapie, to jeszcze momentami bił przed siebie piłkę na tak zwaną aferę. Nie można więc Brazylijczykowi zarzucić zaangażowania i działania dla dobra klubu, z którego został w tajemniczy sposób usunięty.

Można postawić śmiałą tezę, że właściwie wszystko, co mogło przeszkodzić beniaminkowi w realizacji hucznych założeń przedsezonowych stało się faktem. Kontuzje, zamieszanie z głównym sponsorem (ostatecznie typowana do tej funkcji Hestia nie podjęła się strategicznego zabezpieczenia finansowego Trefla), niefortunny dobór zawodników na poszczególne pozycje czy wreszcie swoisty debiut prezesa Wierzbickiego w wielkiej siatkówce (kojarzonego do tej pory głównie z sukcesami trójmieskiej koszykówki) spowodowały, że ekipa z Gdańska zapłaciła frycowe w swoim debiutanckim sezonie w PlusLidze.

Efektowny z różnych względów okres rozgrywek to jednak nie tylko ewidentne minusy. Klub, co oczywiste, nie był odpowiednio dojrzały na zaprezentowanie światowej siatkówki, zaś zarówno miasto, jak i sympatycy siatkówki z całego Pomorza, owszem. Hala AWFiS przy ulicy Kazimierza Górskiego nigdy, nawet gdy Trefl grał o pietruszkę lub zbierał soczyste baty w barażach od drużyny Jana Sucha, nie świeciła pustkami. Miejscowy klub kibica głośno wspierał kompromitującą się na każdym kroku drużynę, zaś licznie zgromadzona widownia skutecznie wtórowała najwierniejszym sympatykom "gdańskich lwów".

Tym bardziej szkoda sportowej katastrofy Trefla, iż w Trójmieście prowadzone są kosmetyczne prace wykończeniowe w monumentalnej hali przygotowanej specjalnie na potrzeby EuroBasketu. Docelowo ekipa znad Motławy z relatywnie niewielkiej hali na gdańskiej Oliwie miała się przenieść właśnie tam.

Paradoksalnie huczny spadek podopiecznych Jerzego Strumiłło nie musi oznaczać przyszłosezonowej gry Trefla w rozgrywkach pierwszoligowych. Stabilność finansowa klubu prezesa Wierzbickiego jest ewidentna, co pozwala na żerowanie na nieszczęściu innych drużyn ekstraklasy. Głośno jest bowiem o problemach natury materialnej warszawskiej Politechniki i olsztyńskiego AZS. Nie jest więc wykluczone, że gdańszczanie zdublują ubiegłoroczny "myk" bydgoszczan, którzy skorzystali z przymusowej relegacji teoretycznie utrzymanego w szeregach elity Płomienia Sosnowiec. Jeśli tak się stanie i tym razem, a jest to coraz bardziej prawdopodobne w przypadku widma bankructwa krążącego nad Kortowem, Trefl zapewne skorzysta z nadarzającej się okazji.

Pytanie jednak brzmi - czy gdańszczanie odrobią zadanie domowe i posiądą sztukę nauki na własnych błędach? Nie ma bowiem sensu wracać (a raczej skorzystać z możliwości drugiej szansy) do PlusLigi tylko po to, by powtórzyć wyczyn z minionego sezonu. Takie stwierdzenie nabiera szczególnej mocy zwłaszcza w przypadku radykalnych wzmocnień, które mogą nastąpić w bodaj wszystkich ekipach najwyższego szczebla rozgrywek. Nie można jednak powiedzieć, że drużynę Trefla należy wzmocnić. Trzeba ją po prostu zbudować od nowa na zdrowych fundamentach, które pozwolą gdańszczanom pozostać w elicie na długi okres.

Gdańsk, Trójmiasto, ba, całe siatkarskie Pomorze odczuwa głód męskiej siatkówki na najwyższym poziomie. Trzeba im jednak dostarczyć pożywny pokarm w postaci silnej drużyny, z którą będą mogli się identyfikować, a nie siatkarski fast-food. Sięgać nie należy daleko, wystarczy poszukać w ekipie juniorów, która nie tak dawno zlała faworyzowanych młodzieżowców z Bełchatowa. Tacy siatkarze jak Ratajczak czy Naliwajko bez problemu powinni uzupełnić skład seniorów, a w przyszłości wskoczyć do pierwszej szóstki. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności prezes Kazimierz Wierzbicki zauważył celowość stawiania na młodzież, więc możliwe, że w przyszłym sezonie zobaczymy utalentowanych gdańszczan na parkiecie.

Mam nadzieję, że działacze Trefla poważnie potraktują ewentualną szansę, jaka się przed nimi otwiera. Wszak gorzej już być nie może. Trzeba zabrać się jednak do wytężonej pracy, która zaprocentuje w przyszłości silną, męską drużyną siatkówki. A i ja chętnie poświęcę odrobinę wolnego czasu, aby po kolejnym sezonie odwrócić proporcje plusów i minusów i pokusić się o wspomniany, gremialny pean w stronę gdańskiego Trefla.

Dziękuję i gratuluję wszystkim czytelnikom, którzy dotrwali do końca tego nieco przydługiego felietonu. Tym samym zapraszam do wspólnej dyskusji.

 

inf. własna

Imię:
Komentarz:

Ochrona:* Code




  Komentarze (41)
1. Dodane przez bla, w dniu - 10-04-2009 20:39 , IP: 89.78.72.28
oczywiście że środkowy meczu nie wygra, ale mógłby nie gadać bzdur że on czuje się odpowiedzialny za ten zespół i to on bedzie ciągnął grę. 
ja nie obrażam tych chłopaków bo ich cenię za poświęcenie mimo takiej a nie innej sytuacji klubu. wierzyłam w nich zawsze i jedździłam z nimi zawsze. 
życzę im jak najbardziej awansu do plusligi, bo zasługują. 
 
nie będę mówić co pan K. robił w Treflu, żeby nie wzburzyć jego wiernych fanów. środowisko gdańskie wie i tyle.
2. Dodane przez Antek 244, w dniu - 09-04-2009 20:01 , IP: 79.185.29.131
nie zapominajcie pseudo kibice że siatkówka to gra zespołowa. A środkowy w żadnej drużynie sam meczu nie wygrał. Pan Kadziewicz jest mi zupełnie obojętny, podobnie jak inni siatkarze, ale wkurza mnie takie idiotyczne pisanie o Tych Chłopakach. Wiecznie ich obrażacie, wypisujecie różne farmazony, a wystarczy że klub czy reprezentacja zacznie wygrywać ważne mecze czy zdobędzie jakiś tytuł, a wszyscy Ci dziś obrażani chłopcy będą postawieni na piedestale. Szybko zapomnicie, że pare miesięcy wcześniej obrażaliście ich, wyszydzali, kpili. Będą najlepsi znowu jak po 2006roku.
3. Dodane przez wapster, w dniu - 09-04-2009 19:14 , IP: 86.63.100.90
a co on takiego robil w tym reflu?? nie badzcie tacy enigmatyczni
4. Dodane przez bla, w dniu - 09-04-2009 10:16 , IP: 89.78.72.28
ale chyba pan poniżej nie widział co on robił w treflu. 
kadziewicz jest i tak takim pupilkiem i wielbiony przez kibiców że nic mu się nie stanie. w nagrode za beznadziejny sezon jest nawet w kadrze a młodzi tylko po głowie się drapią. 
siatkarz teflonowy.
5. Dodane przez an327, w dniu - 08-04-2009 20:45 , IP: 79.185.31.38
zastanawiam się czy osoby piszące o panu Kadziewiczu znają go osobiście. Sądzę, że nie. A skoro nie znacie człowieka, po co takie głupoty piszecie? Ja też Go nie znam. Więc nie będę pisać farmazonów o jego osobie czy Go lubię czy nie. Jest jaki jest. Nikt nie jest idealny, każdy z nas ma lepsze i gorsze momenty. Jeden jest bardziej dowcipny, inny mniej. Nie oceniajcie Go jako człowieka, ale jako siatkarza. A jako siatkarz jest genialny. Widziałem kilka jego występów na żywo, resztę przed ekranem tv. Rzadko można się było przyczepić do Jego gry. Z tych marnych piłek starał się coś zrobić, nie zawsze się udało. A \"niby kibice\" zawsze muszą mieć kozła ofiarnego. Padło na Pana Kadziewicza.
6. Dodane przez bla, w dniu - 08-04-2009 16:54 , IP: 89.78.72.28
a, i tam do kogoś poniżej. pan kadziewicz był w radomiu. i co więcej : był na treningu. Tylko to co zrobił na nim jest niegodne zawodnika. żadnego. 
castellani, co Ty robisz. 
Gawryszewski do kadry, Szulik a nie ten jełop !
7. Dodane przez bla, w dniu - 08-04-2009 13:05 , IP: 89.78.72.28
owszem, budzi.  
Tylko jego zachowanie nie przypomina zachowania profesjonalnego sportowca. 
to było widać w radomiu. 
jako osoba, jest zupełnie inny, szkoda że na boisku i poza nim nie umie tego pokazać. oprócz oczywiście przymilania się do kibiców. 
 
zgadzam sie z panem 'do autora'
8. Dodane przez Konrad, w dniu - 08-04-2009 03:33 , IP: 213.134.160.232
Trefl jest jedną z pierwszych ofiar komercjalizacji naszej ligi...Oby nie doprowadziło to do jej upadku...Mamy mnóstwo zdolnej młodzieży, która na prawdę ma zapał do walki, chce stanowic o przyszłości polskiej siatkowki i nie jest wcale gorsza (a tańsza tak na marginesie) od przeciętniaków zza granicy.Wykorzystajmy to, bo niedługo młodzież się zniechęci, widząc, co sie dzieje w polskiej siatkówce.Już kilka talentów się zmarnowało bądź marnuje (Augustyn, Patucha, Malicki, Gromadowski, Kurek, Jarosz...).Nie dopuśćmy aby było ich więcej.
9. Dodane przez do autora, w dniu - 08-04-2009 00:13 , IP: 82.139.46.55
racja też z ta rotacją rozgrywających,no ale tak się niestety dzieje kiedy rozgrywacze podonej wartosci a trenerzy laicy....Strumiłło przyszedł i powiedział postawię na jednego i koniec.Postawił na bednaruka i tak go "gotował" w czasie meczu,ze po 5 czy szesciu meczaczach na play-outy postawił na Kruka i co?i zrobił to samo co z Bednarukiem,kulminacja niekonsekwencji było w ostatnim meczu ponowne postawienie na Bednaruka.w ten sposób żadne rozgrywajacy dobrz nie zagra
10. Dodane przez do autora, w dniu - 08-04-2009 00:05 , IP: 82.139.46.55
rozumiem,że forma felietonu pozwala na subiektywnośc tak?yo by wszystko tłumaczyło...kolego trochę się zagalopowałeś np.z porównaniem stancelewskiego i serafina do np skoryija to raz,dwa ani słowa o "super","cudownym " normalnie drugi mourhino czyli o Panie Strumille,kolejna sprawa,pisanie o rozgrywających w kontekscie że nie sa to wycieczki,a za chwilę że to niby Kadziu pod łokieć a Winnik z antenke to niby co jest?sam sobie  
Pan autor przeczy,wybiegali kilometrów co niemiara, a za chwilę wrzut,z jednym sie zgodzę że zle dobrano ta pare,bo sa to zawodnicy o podobnych parametrach fizycznych i cechach charakteru.Kruk został po awansie bo miał wazny kontrakt i miał byc drugim rozgrywającym,takie było załozenie klubu,miał byc Redwitz,de Kergret,Hansen,Petković,jak już oni wszyscy olali świeże pełne jodu gdańskie powietrze to złapano sie ostaniej deski ratunku Kuby Bednaruka,kolejna rzecz pan autor zapomniał wogóle że był taki zawodnik jak Dariusz Szulik np....i jeszcze jedno,opowiesci jakoby Naliwajko czy Ratajczak mieli wskakiwac do szóstki w PLs?No prosze 
pozdrawiam szanownego miłosnika Pana Kadzia i trenera S.....
11. Dodane przez do bla, w dniu - 07-04-2009 20:00 , IP: 83.9.32.6
nie pisalem tego jako kibic, a felieton ma to do siebie ze jest do bolu subiektywny 
 
Kadziewicz jest zawodnikiem ktory budzi skrajne emocje wiec ile osob tyle opinii 
 
pozdrawiam
12. Dodane przez Kibic, w dniu - 07-04-2009 19:57 , IP: 83.9.148.70
Jak dla mnie jedynym zaskoczeniem jest to że z takim hukiem Trefl wyleciał z ligi. To chyba najwieksza kalpa od czasów PLS-u. Jeszcze raz się okazało że nie da się kupić zespołu. Sama kasiorka o niczym nie świadczy.
13. Dodane przez bla, w dniu - 07-04-2009 19:53 , IP: 89.78.72.28
to trzeba precyzować co się pisze, bo potem wychodzą nieporozumienia. co do przeciętności skryy'a jak najbardziej się zgodzę, jednak Kocik to trzymał ostatnie mecze i miewał przebłyski. przypominam, że miał być głeboko w rezerwie i nikt nie był tak do końca przygotowany do granie na takich obrotach. 
pisząc pan k. mam na mysli pana Kadziewicza rzecz jasna, bo do pana Kaszy nie mam nic, z wyjątkiem tego , że tak długo się utrzymywał i dopiero pod naciskiem kibiców odszedł. Nie mozna osiągnąc w pluslidze wiele, skoro cały czas trenowało się kobiety. 
 
widzisz, bedąc kibicem nie wie się o wszystkich sprawach. zwłaszcza o atmosferze. ale piszesz zapewne jako kibic, i każdy ma prawo mieć własną opinię. tym bardziej teraz rozumiem dlaczego pan kadziewicz jest usprawiedliwiany " wystawami pod łokieć' itp.
14. Dodane przez autor, w dniu - 07-04-2009 19:38 , IP: 83.9.32.6
Kwestia Wojciecha Serafina, Krzysztofa Kocika, Jarka Stancelewskiego czy choćby spolonizowanego Rosjanina, Dimy Skoryy'a jest już mniej skomplikowana. Są to zawodnicy o określonym, umownie średnim poziomie gry lub gracze o świetlanej przeszłości, którym rzeczywiście zależało na utrzymaniu Trefla w najwyższej klasie rozgrywkowej. 
 
w kwestii przecietnosci mowilem raczej o Kociku i Skoryy'm, a jesli chodzi o moja obecnosc na meczach - bylem na wszystkich w Gdańsku i nie obwinialbym Kaszy za wszystko bo jaki Wojciech jest - kazdy widzi (no, moze poza dzialaczami)
15. Dodane przez bla, w dniu - 07-04-2009 17:54 , IP: 89.78.72.28
ja tylko pragnę powiedzieć, że oprócz generalnie faktycznie trafionej oceny, to łatwo pokleić felietony z różnych źródeł, bo nie wierzę że ta osoba widziała mecze Trefla. 
przede wszystkim nie mam pojęcia jak mozna suchą nitkę pozostawić na panu K. za to co on odwalał przez cały sezon a na koniec zachował super bis, tylko chyba autor faktycznie uwierzył w 'grype'. 
i nie wiem jak można oskarżać Marko o symulację, chyba autor nie widział go po meczu z Jadarem jak cierpiał nie tlyko fizycznie ale i mentalnie. A kontuzja jest dosyć poważna i nie wiedamo czy będzie w pełni formy na LŚ. 
tyle do powiedzenia. faktycznie atmosferę popsuł zarząd pod konieec sezonu, ale jak można grać bez pieniędzy. ponadto faktycznie odejście bojana zmieszało wszystkich. i ni do końca odbyło się to w pokojowych okolicznosciach. 
a, i nie wiem jak mozna pisać o przeciętności umiejetności Serafina, Stancelewskiego skoro to byli reprezentanci kraju lub ligowi zawodnicy. I z pewnością nie byli zazdrośni, że nie bedą grać pierwszych skrzypiec, bo na takie nie byli nawet szykowani.
16. Dodane przez Bajadera, w dniu - 07-04-2009 17:44 , IP: 87.207.59.113
A kto to jest (był) Zanuto?
17. Dodane przez Olsztyn90:P, w dniu - 07-04-2009 17:08 , IP: 88.156.30.154
kumasz co to znaczy w teorii?  
 
Zanuto, Janic, Samardzic, to nie byle kto...
18. Dodane przez qiubek, w dniu - 07-04-2009 17:02 , IP: 83.30.252.160
"Trefl miał w teorii najlepszą drugą linię w lidze..." 
No prosze was, bez jaj!
19. Dodane przez Konrad, w dniu - 07-04-2009 16:17 , IP: 213.134.160.232
Nie jestem zwolennikiem ściągania kogo popadnie i płacenia średnim zagranicznym lub polskim zawodnikom dużych pieniędzy.Ale nie myli się tylko ten co nic nie robi.Łatwo jest siedzieć przed netem i oceniać krytycznie wszystkich po kolei.
20. Dodane przez Konrad, w dniu - 07-04-2009 11:09 , IP: 213.134.160.232
Ludzie w Polsce są super...Przed sezonem, gdy prezes Trefla ściągał gwiazdy, wszyscy zgodnie pisali, że Trefl będzie czarnym koniem rozgrywek.Wtedy wszystko było pięknie ładnie, radość kibiców Trefla z co raz to nowych nazwisk w drużynie z Gdańska była ogromna.Jak Trefla spadł to teraz wszyscy są najmądrzejsi i krytykują prezesa za ściąganie gwiazd...Przed sezonem pisali że robi to z głową, po sezonie że nie...
21. Dodane przez honka, w dniu - 07-04-2009 11:04 , IP: 80.54.200.2
Co do Kadziewicza i jego zaangazowania w gre. To co sie z nim dzialo w ostatnich meczach z Jadarem??? Zachorowal bidulek i co mial 37.2. To jest byc na dobre i zle z druzyna. on ma juz drugi sezon z rzedu na straty spisany. I coraz bardziej mnie denerwuje z tym swoim charakterem. jest dorosly i powinnien nad soba panowac. Jego postawa dla mnie byla w calym sezonie taka jak na meczu gwiazd. pajacowanie i glupie gadanie ze przegrana 3:0 z zagranicznymi to swietna oznaka polskiej goscinnosci. Smiech na sali. i tak samo bylo w lidze jak juz wszystko bylo stracone to pchiii po co bede z pomoza jechal polskimi drogami do jakiegos Radomia.
22. Dodane przez menedzer, w dniu - 07-04-2009 06:38 , IP: 77.113.163.56
kolejny kumpel cudownego Kadzia,hehe,pomimo wielu dobrych ofert z Polski,Panie redaktorze nie osmieszaj sie Pan
23. Dodane przez do......, w dniu - 07-04-2009 06:32 , IP: 77.113.163.56
widzę,że masz szeroką wiedzę co sie działo w trefelku....i absolutnie poczekajmy na wypowiedzi zawodników,myślę że wtedy wszyscy sie dowiedzą co się tam działo....
24. Dodane przez ja, w dniu - 06-04-2009 21:23 , IP: 80.48.85.123
tematem oddzielnym jest trener KASZa...kto mial,,srednia"przyjemnosc poznać,pracowac lub nawet przebywac w towarzystwie tego pana wie na co go stac i jak merytoryczna moze byc z nim rozmowa...gdyby nie wpisany pod nr 1 w telefonie p.mazur to usychal by w tych smiesznych sms-ach gluszac nastolatki...
25. Dodane przez paweł, w dniu - 06-04-2009 14:03 , IP: 95.160.187.159
cała prawda trudna prawda...

Strona 1 z 2
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
transfery plusliga

Mam z Tobą do pogadania

Image
Paul Lotman: Na przyszłość reprezentacji USA patrzę z optymizmem

Przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów, specjalnie dla Volley24, zdecydował się udzielić wywiadu, w którym, między innymi, ujawnia, kto według niego będzie gwiazdą amerykańskiej siatkówki w kolejnych latach oraz opowiada o lidze portorykańskiej.

 

Siatkówka | Siatkówka polska i światowa | Rozgrywki kobiet | PLus Liga | Liga światowa | Siatkówka | Siatkówka plażowa | Siatkówka mężczyzn | vintage | testy na aplikację |

x