Santilli: mecz JW - Sisley to przedwczesny finał Kto by przypuszczał, że ćwierćfinał siatkarskiego pucharu pocieszenia - Challenge Cup - zdoła jeszcze podnieść ciśnienie jastrzębskim fanom. Nie może być jednak inaczej, skoro dziś o godz. 18 na lodowisku Jastor naprzeciw Jastrzębskiego Węgla stanie dziewięciokrotny mistrz Włoch, słynny Sisley Treviso. Niebywałe, że asystentem trenera włoskiej ekipy Francesco Dall'Olio jest Tomaso Totolo, który doprowadził JW do wicemistrzostwa Polski, a później polecił i namówił do pracy w klubie swojego serdecznego przyjaciela Roberta Santillego!
Dwa lata temu Santilli zastąpił Totolo na ławce trenerskiej Jastrzębskiego Węgla. Ten zaś wrócił do Włoch, gdyż dostał propozycję z wielkiego Sisleya Treviso. Znają się niedługo, bo dopiero od ośmiu lat - od czasu, kiedy wspólnie podjęli pracę z juniorską kadrą Włoch. Później razem rozpracowywali przeciwników podczas siatkarskich MŚ w 2002 roku dla trenera kadry seniorów Andrei Anastasiego. Od tamtej pory łączy ich przyjaźń. - Jak już będzie po wszystkim, to znów sobie razem usiądziemy i wypijemy kufelek dobrego polskiego piwa - mówi przed meczem z Sisleyem trener Santilli. Najpierw ma jednak zamiar ograć nękanego kontuzjami i będącego w kryzysie utytułowanego rywala i awansować do Final Four rozgrywek pucharowych.
Marcin Fejkiel: Za co najbardziej ceni Pan swojego przyjaciela?
Roberto Santilli: Tomaso to szlachetny, wielkoduszny człowiek. Ktoś, kogo z całą pewnością mogę nazwać prawdziwym przyjacielem. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, a on nigdy nie odmówiłby mi pomocy. Podziwiam go za ogromną pasję, jaką wkłada w wykonywany zawód. Obaj zresztą jesteśmy wielkimi szczęściarzami, że możemy robić w życiu dokładnie to, co zawsze chcieliśmy.
Kto jest dla Pana siatkarskim mentorem?
- Trudno mi kogoś wyróżnić, gdyż pracowałem z wieloma wspaniałymi ludźmi i od każdego z nich czegoś ciekawego się nauczyłem. Jeśli miałbym wskazać jedno nazwisko, byłby to jednak Silvano Prandi [obecnie trener reprezentacji Bułgarii - przyp. red.]. To jeden z najlepszych trenerów na świecie. Miałem szczęście pracować z nim przez cztery lata w Cuneo oraz Maceracie.
Co Pana szczególnie urzekło w Polsce?
- Mógłbym długo wyliczać. Żeby jednak udzielić syntetycznej odpowiedzi, powiem: pasja do siatkówki. Mam na myśli zarówno samych zawodników, jak i zwykłych ludzi, publiczność. Tak jedni, jak i drudzy oddają siatkówce swoje serce.
Dlaczego Pańska drużyna znalazła się poza podium w zeszłym sezonie?
- Za długo męczyliśmy się w półfinale z Częstochową. W tych wyczerpujących meczach straciliśmy całą energię. Zabrakło nam czasu, by z powrotem naładować baterie i odzyskać motywację. O trzecie miejsce walczyliśmy z Olsztynem, który miał więcej czasu na dojście do siebie po przegranych meczach o finał ze Skrą.
Czy gra w pucharze Challenge Cup zaspokaja Pańskie ambicje?
- Jest oczywiste, że taki zespół jak Jastrzębski Węgiel powinien grać w silniejszych rozgrywkach, podejmować na europejskiej arenie większe wyzwania. Granie z anonimowymi Portugalczykami z Fonte Bastardo nie było szczytem naszych ambicji, ale cóż więcej nam pozostało po straconej szansie w Pucharze CEV? Myślę, że znalezienie się w turnieju finałowym Challenge Cup z pewnością zrekompensowałoby nam wcześniejsze niepowodzenia. Osiągnięcie Final Four jakiegokolwiek z pucharów jest niezłym wyczynem, dlatego trzeba wykorzystać dzisiejszą szansę.
Którego z graczy Sisleya wziąłby Pan do swojego zespołu?
- Nie potrzebuję żadnego z nich! (śmiech) Mówiąc poważnie, Sisley to drużyna złożona ze sportowych mistrzów. Znam ich doskonale, nieraz mierzyłem się z nimi we Włoszech. Nawet pracując w Polsce, rok po roku wpadam na Treviso. To moja zmora, straszna obsesja. Z zawodników Sisleya wybrałbym Gustavo, z którym pracowałem przez rok w Latinie. To siatkarz kompletny.
Czy dzisiejszy rywal jest najmocniejszym, jaki pozostał na placu boju w tych rozgrywkach?
- Bez wątpienia. Niestety, znów to my mamy pecha i na niego trafiamy. W zeszłym roku, po wyjściu z grupy w Lidze Mistrzów, trafiliśmy od razu na Dynamo Kazań, czyli późniejszego triumfatora LM. Taki jest sport. Nam tego szczęścia wyraźnie brakuje. Rywalom na pewno nie zabraknie motywacji, bo dla nich to może być jedyna szansa, żeby ocalić ten słaby sezon. więcej w Gazecie Wyborczej Katowice Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
1. Dodane przez Pio68, w dniu - 11-02-2009 10:58 , IP: 88.199.100.129 dla porównania tych dwóch trenerów, jedno pytanie - ciekawostka: Czy Santilli byłby w stanie sie przefarbować na blond jak to zrobił Totolo?!?!
|
2. Dodane przez Tolek, w dniu - 11-02-2009 10:38 , IP: 213.158.199.64 Dobrze ze Czewa gra w czwartek, to bedzie transmisja w TV. N ajwazniejsze jest nasze dobro narodowe Skra ... . Szkoda, ze nie bedzie w TV Jastrzebia :(. Powodzenia !
|
3. Dodane przez jodle, w dniu - 11-02-2009 09:47 , IP: 83.27.113.209 Tomaso Totolo powiedzial o przedwczesnym finale a nie Santilli
|
4. Dodane przez aga, w dniu - 11-02-2009 09:19 , IP: 83.22.68.60 Transmisji nie będzie.
|
5. Dodane przez xxx, w dniu - 11-02-2009 09:16 , IP: 80.52.132.49 Nie wiecie czy jest dzisiaj ten mecz transmitowany w TV?
| |