A miało być tak pięknie...Igrzyska to zawsze wielkie nadzieje. Czas po Igrzyskach to wielkie podsumowania.
American dream - Amerykanie byli niekwestionowanymi gwiazdami olimpijskiego turnieju. Tylko niepoprawni optymiści mówili, że zdołają oni utrzymać formę z Ligi Światowej do Olimpiady. Niektórzy uważali, że pierwsza szóstka USA była za bardzo eksploatowana przez cały ten sezon, co może zemścić się w najważniejszych meczach. Tak się jednak nie stało. Amerykanie po raz trzeci w historii sięgnęli po złoty medal olimpijski, deklasując samych "Canarinhos". Od początku nie mieli żadnych kompleksów, a do każdego meczu podchodzili z jednym celem - wygraną. Ich wielka wiara i zespołowość doprowadziły ich do fantastycznego i jakże zasłużonego sukcesu. Koniec złotej ery - Przez ostatnie lata Brazylijczycy rządzili i królowali na światowych boiskach siatkówki. Z każdej ważnej imprezy przywozili krążki z najcenniejszego kruszcu. Olimpiada w Pekinie miała być dla wielu z nich ukoronowaniem wspaniałej reprezentacyjnej kariery. Jednak coś się w ich zespole zepsuło, pękło. Grali dobrze, momentami pokazywali nawet swoje pierwszorzędne umiejętności, jednak nie było tak dobrze znanego nam błysku ani bezgranicznej wiary w zespół. Mimo to zdołali zdobyć srebrne medale, które podczas dekoracji całowali. Tym samym udowodnili, że są mistrzami nie tylko na boisku, jak to było dotąd, ale także i poza nim. Miało być lepiej, skończyło się jak w Atenach - Do Pekinu Rosjanie pojechali z jednym nastawieniem - zwyciężyć w finale. Ostatnimi czasy ciężej pracowali, do drużyny doszły nowe perspektywiczne twarze, poprawili się także w elementach, które do tej pory były ich bolączką - przyjęciu i obronie. Celowali w złoto, lecz nie udało się. W półfinale zawodnicy pod wodzą Alekno ulegli drużynie, z którą porażka nie jest powodem do wstydu - Stanami Zjednoczonymi. W finale pocieszenia zmobilizowali się jednak i powtórzyli wynik z Aten, co tylko umacnia ich pozycję na siatkarskiej arenie międzynarodowej. Niespodzianka z problemami zdrowotnymi w tle - Mało kto przez Igrzyskami stawiał na Włochów. Mówiło się, że lata sukcesów mają już za sobą, nie są zdolni, by obronić wicemistrzostwo z Aten. I to prawda, wielkiego sukcesu nie osiągnęli, nie powtórzyli wyniku z 2004 r., lecz mimo to pokazali, że zawsze i wszędzie trzeba się z nimi liczyć. Wyraźnie odżyli pod wodzą byłego trenera Hiszpanów i mimo wielu kontuzji postraszyli najmocniejszych rywali, zajmując w efekcie miejsce czwarte. Większe oczekiwania niż możliwości - Bułgarzy, brązowi medaliści z Mistrzostw Świata z Japonii, z pewnością wiele by oddali za medal podobnego koloru w Pekinie. Jednak nie było im to dane. W grupie wyraźnie przegrali z Amerykanami i Włochami, strasząc jedynie takie "potęgi" jak Chiny, Wenezuela i Japonia. W ćwierćfinale trafili na Rosjan i pomimo dobrych chęci... było już po zabawie. Na pewno nie tak koniec przygody z reprezentacją wyobrażał sobie choćby Konstantinow, lecz przecież wszyscy nie mogą wygrać. Symboliczna rola w stawce - Obecność Chińczyków w grupie drużyn, które uzyskały awans do ćwierćfinału, nie jest niczym innym, jak tylko pomyłką. Jednak zasady były takie, jakie były i zamiast średniej, acz groźnej ekipy Niemiec, w drugiej fazie znaleźli się słabi gospodarze. Cudu jednak nie zrobili i nie udało im się niczego ugrać w starciu z Brazylijczykami. Wydaje się, że jeszcze dużo wody w rzece upłynie zanim dościgną oni poziomem gry światową czołówkę. A miało być tak pięknie... - Obiektywnie ocenić występ Polaków na Igrzyskach Olimpijskich w Chinach jest niezwykle trudno. Bardzo udana faza grupowa, gra na wysokim poziomie w ćwierćfinale i... porażka. Mimo o niebo lepszej postawy niż cztery lata temu, Polacy ponownie uplasowali się na miejscu piątym. Nikt nie może być z tego powodu zadowolony, szczególnie, że do spełnienia marzeń, czyli awansu do strefy medalowej, zabrakło raptem dwóch piłek. To boli i zapewne będzie boleć jeszcze przez długi okres czasu. Falstart formy - Jednym z największych przegranych tych Igrzysk jest drużyna Serbii. Rzeczywistość z pewnością nie sprostała oczekiwaniom serbskich siatkarzy, którzy liczyli na coś więcej, niż tylko ćwierćfinał. Dla niektórych był on nieosiągalnym celem, dla nich zaś jest porażką. Po finałach Ligi Światowej, podopieczni Igora Kolakovicia wymieniani byli w gronie murowanych faworytów do medalu, jednak w międzyczasie zgubili gdzieś tą fantastyczną formę, którą razili rywali jeszcze kilka tygodni temu. źródło: sportowefakty.pl
1. Dodane przez Kaśka, w dniu - 26-08-2008 15:20 , IP: 80.52.135.250 "A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczęściem, miało być 100 lat, 100 lat..."
| |